Byłem, widziałem i jestem totalnie oczarowany.
Najlepszy film roku, najlepszy seans kinowy od dawna i ZDECYDOWANIE najlepszy film z Godzillą, bez dwóch zdań. Nie mam się nawet za bardzo do czego przyczepić, bo w "Minus One" podobało mi się praktycznie wszystko, począwszy od (w końcu, i tyczy się to tych amerykańskich jak i skośnookich filmów) porządnie i bardzo fajnie napisani bohaterowie ludzcy przez co historia wciąga i chce się ich losy śledzić, a kończąc na faktorze tzw. rozrywkowym i realizacji. Wszystko jest tutaj dopięte na ostatni guzik - sceny, które mają robić wrażenie robią to z nawiązką a z kolei te, które mają przekazywać jakiś ładunek emocjonalny również trafiają bez pudła i są, cóż, w zależności od tego co reżyser chce przekazać, łamiące serce ale i wzruszające. Nie ukrywam, że pod koniec łezka mi się w oku zakręciła i cieszę się, że Yamazaki rozwiązał to w ten sposób, bo ci bohaterowie po prostu na takie zakończenie zasłużyli.
Smaczki dla gików jak najbardziej też się znajdą i cały segment "szczękowy" to było coś, czego w "Godzilli" nie spodziewałem się nigdy zobaczyć a jednak to dostałem, fajny był też motyw "komentarza na żywo" rozpierdolu potwora w Ginzie, odwołujący się bezpośrednio do oryginału Hondy i bliźniaczej sceny z niego. Co mnie zaskoczyło to fakt, że muzyka wchodzi dokładnie wtedy i tylko wtedy, kiedy jest potrzebna i ma coś podkreślić ale jednocześnie jest dużo scen jej pozbawionych - coś co robi choćby Zahler w swoich filmach a co bardzo mi się podoba. Dzięki temu te "ważne" momenty powodowały u mnie ciarki i opad szczęki.
Podsumowując - czysta rewelacja, możecie sobie padać na kolana przed ramotką z 1954 roku (tak, RAMOTKĄ) ale dla mnie "Minus One" film Hondy po prostu przeżuwa i wypluwa. Coś wspaniałego.
Najlepszy film roku, najlepszy seans kinowy od dawna i ZDECYDOWANIE najlepszy film z Godzillą, bez dwóch zdań. Nie mam się nawet za bardzo do czego przyczepić, bo w "Minus One" podobało mi się praktycznie wszystko, począwszy od (w końcu, i tyczy się to tych amerykańskich jak i skośnookich filmów) porządnie i bardzo fajnie napisani bohaterowie ludzcy przez co historia wciąga i chce się ich losy śledzić, a kończąc na faktorze tzw. rozrywkowym i realizacji. Wszystko jest tutaj dopięte na ostatni guzik - sceny, które mają robić wrażenie robią to z nawiązką a z kolei te, które mają przekazywać jakiś ładunek emocjonalny również trafiają bez pudła i są, cóż, w zależności od tego co reżyser chce przekazać, łamiące serce ale i wzruszające. Nie ukrywam, że pod koniec łezka mi się w oku zakręciła i cieszę się, że Yamazaki rozwiązał to w ten sposób, bo ci bohaterowie po prostu na takie zakończenie zasłużyli.
Smaczki dla gików jak najbardziej też się znajdą i cały segment "szczękowy" to było coś, czego w "Godzilli" nie spodziewałem się nigdy zobaczyć a jednak to dostałem, fajny był też motyw "komentarza na żywo" rozpierdolu potwora w Ginzie, odwołujący się bezpośrednio do oryginału Hondy i bliźniaczej sceny z niego. Co mnie zaskoczyło to fakt, że muzyka wchodzi dokładnie wtedy i tylko wtedy, kiedy jest potrzebna i ma coś podkreślić ale jednocześnie jest dużo scen jej pozbawionych - coś co robi choćby Zahler w swoich filmach a co bardzo mi się podoba. Dzięki temu te "ważne" momenty powodowały u mnie ciarki i opad szczęki.
Podsumowując - czysta rewelacja, możecie sobie padać na kolana przed ramotką z 1954 roku (tak, RAMOTKĄ) ale dla mnie "Minus One" film Hondy po prostu przeżuwa i wypluwa. Coś wspaniałego.
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
17-12-2023, 20:55 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 17-12-2023, 20:56 przez slepy51.)






