Rebel Moon część 1 - piękny, galaktyczny stolec. Nie kupuję argumentów, że to dopiero okienko na świat, preludium do czegoś większego, wprowadzenie etc. Albo kręci się filmy, albo dema. Snyder zrobił ponad 2-godzinne demo jakiegoś uniwersum, które mnie absolutnie nie kupiło. Jest tu cały miszmasz motywów z innych filmów lub elementów historycznych. Początek jest jeszcze niezły i kładzie jakieś podwaliny pod historię, ale po 40 minutach fabuła staje się naprawdę koszmarna, ponieważ całość tak naprawdę opiera się na lataniu od planety do planety i zbieraniu poszukiwanych przez Macierz (takie tam nowe Imperium ze Star Wars) rebeliantów którzy kiedyś dali się im we znaki. Problem jest taki, że zestaw charakterów zaserwowanych przez Snydera jest tak skrajnie nieciekawy, tak pozbawiony charyzmy, że nawet nie wiem czy chce zobaczyć dalszy ciąg tej historii. To nawet nie ma prawa stać na tej samej półce co postacie Lucasa, daleko temu do Guardiansów, ale nie sądzę nawet aby komuś kto polubił serial "Firefly" ta eka mogła przypasować. Jest po prostu nudna, zbyt poważna, bez chemii, bez interesującego backgroundu. Taki Djimon Honsou to jest potężny lol pod każdym możliwym kątem, ale na dobrą sprawę każdy jest tu pozbawiony choćby elementarnej cząstki funu. Kimś takim mógł być Noble grany przez Eda Skreina, ale oczywiście Snyder na kartkach scenariusza musiał napisać same szablonowe cechy złola zrobionego na modłę nazistów. A sam główny złol (przełożony Skreina) wygląda jak
No cóż, Zack. Powodzenia w "budowaniu" uniwersum.
2/10
Concept Arty 10x lepsze niż cały film:
No cóż, Zack. Powodzenia w "budowaniu" uniwersum.
2/10
Concept Arty 10x lepsze niż cały film:
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
22-12-2023, 20:21
Spoiler




