Byłem zmuszony to obejrzeć. Doskonale wiedziałem na co się piszę, ale jednak trochę liczyłem na fajne i ekscytujące sceny w powietrzu. Niestety film nie dostarcza nawet tego. Film jest pełen głupot, zaczynając na tomeczku lecącym z prędkością 10 machów (najwyższa osiągalna prędkość to nieco ponad mach 3) i jeszcze do tego katapultuje się. Przy takiej prędkości połamało by mu każdą kość w ciele. Nic takiego nie ma tutaj miejsca, zero poważnych obrażeń. Co dalej? Ano misja rozwalenia tajnego zakładu wzbogacającego uran. Po co wysyłać na taką misję odrzutowce, skoro można taki cel zbombardować? Można użyć dronów... Na prawdę nie można było wymyślić jakiegoś lepszego pretekstu do przeprowadzenia misji? Czy twórcy tego filmu korzystali z doradców wojskowych i specjalistów? Kolejną porażką jest brak jakiegokolwiek zaangażowania w całą historię. Nie ma tu nic interesującego. Tomek kradnie samoloty, rozwala je, przeżyje wszystko, dymisjonują go, powraca... I w ostatniej walce wiadomo dokładnie, że nic mu się nie stanie. Zero napięcia, wywalona rolada. Postacie drugoplanowe i trzecioplanowe nie mają żadnego backgroundu, są zupełnie nieistotne. W ekipie jest jakiś nerdzik okularnik, jest jakiś dupek z wykałaczką w gębie, który pierdoli atmosferę w zespole. Reszta to jakieś murzyny i sztywniacy bez charakteru. Wrogowie zaś nie mają żadnej tożsamości, kim oni w ogóle są? Z jakiego kraju to wojsko? Zielone ludziki? Film fabularnie jest do bólu pompatyczny i kompletnie suchy. Kinematografia i zdjęcia - straszna lipa. Multum zbliżeń na twarze, mało ciekawych kątów i szerszych kadrów nie ukazujących odrzutowców w ruchu. Muzyka Zimmera to sztampa do kwadratu, te podniosłe, przedramatyzowane akordziki wygrywane były w dziesiątkach innych filmów, zero jakiejkolwiek oryginalności. Film ma u mnie ocenę 2/10 - lipa po całości.
25-12-2023, 17:02 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-12-2023, 17:03 przez Derelict Machine.)





