The Promised Land / The Bastard - western/northern z Madsem Mikkelsenem. Ma w sobie trochę z Taboo, trochę Barry'ego Lyndona, przez chwilę pomyślałem nawet o Gladiatorze.
Druga połowa XVIII wieku w Danii - 30% kraju to niezagospodarowane, niezamieszkałe pustkowia jałowej ziemi.
Król Danii rzuca wizję postawienia tam kolonii, obiecując wielką nagrodę temu, komu uda się tam stworzyć pola uprawne.
Mikkelsen gra podstarzałego żołnierza, wywodzącego się z plebsu bękarta magnaty z pokojówką, który po 25 latach ciężkiej służby w armii dorobił się statusu kapitana (co, jak pada w filmie, szlachcicowi zajmuje 6 miesięcy). Z nowo zdobytym statusem i oszczędnościami zbieranymi przez całą wojnę, postanawia zrealizować marzenie króla.
Na jego drodze staje lokalny magnata, rozpuszczony i psychopatyczny bachor, który stawia mu wybór - służba lub wygnanie.
I feudalna struktura społeczna, gdzie szlachta na osoby niżej urodzone (nawet weterana, który służąc krajowi dorobił się wyższej funkcji oficerskiej) patrzą jak na insekty.
Doskonale ogląda się narastający między nimi wielowątkowy konflikt - napięcie tylko rośnie i rośnie, nie brakuje plot twistów, a Simon Bennebjerg świetnie kontruje stoickiego Mikkelsena.
Zdjęcia są zjawiskowe - od pustkowi, pól ciągnących się po horyzont, po magnackie wille przywodzące na myśl film Kubricka. Soundtrack Dana Romero jest doskonały (fragment można usłyszeć w zwiastunie), widziałem całkiem trafne porównanie do muzyki z Jokera Hildur Gudnadottir, dodałbym jeszcze mix z Michałem Lorencem. Szkoda, że nie da się go jeszcze nigdzie zdobyć.
Film ma zdecydowanie znamiona wybitnego, na minus tylko dwie rzeczy.
Wątek uprawy pól ziemniaczanych zajmuje trochę więcej czasu niż powinien, tak samo jak relacja Mikkelsena z wieśniaczką i młodą cyganką - można było spokojnie uciąć z tego 15-20 minut, a dać więcej akcji, albo scen w willach, gdzie wątki kończą się na antagoniście, a król sprawia wrażenia marionetki swoich doradców.
Poza tym niezbyt podobało mi się zakończenie. Niby niejednoznaczne, ale antyklimatyczne i rozczarowujące.
8/10
Druga połowa XVIII wieku w Danii - 30% kraju to niezagospodarowane, niezamieszkałe pustkowia jałowej ziemi.
Król Danii rzuca wizję postawienia tam kolonii, obiecując wielką nagrodę temu, komu uda się tam stworzyć pola uprawne.
Mikkelsen gra podstarzałego żołnierza, wywodzącego się z plebsu bękarta magnaty z pokojówką, który po 25 latach ciężkiej służby w armii dorobił się statusu kapitana (co, jak pada w filmie, szlachcicowi zajmuje 6 miesięcy). Z nowo zdobytym statusem i oszczędnościami zbieranymi przez całą wojnę, postanawia zrealizować marzenie króla.
Na jego drodze staje lokalny magnata, rozpuszczony i psychopatyczny bachor, który stawia mu wybór - służba lub wygnanie.
I feudalna struktura społeczna, gdzie szlachta na osoby niżej urodzone (nawet weterana, który służąc krajowi dorobił się wyższej funkcji oficerskiej) patrzą jak na insekty.
Doskonale ogląda się narastający między nimi wielowątkowy konflikt - napięcie tylko rośnie i rośnie, nie brakuje plot twistów, a Simon Bennebjerg świetnie kontruje stoickiego Mikkelsena.
Zdjęcia są zjawiskowe - od pustkowi, pól ciągnących się po horyzont, po magnackie wille przywodzące na myśl film Kubricka. Soundtrack Dana Romero jest doskonały (fragment można usłyszeć w zwiastunie), widziałem całkiem trafne porównanie do muzyki z Jokera Hildur Gudnadottir, dodałbym jeszcze mix z Michałem Lorencem. Szkoda, że nie da się go jeszcze nigdzie zdobyć.
Film ma zdecydowanie znamiona wybitnego, na minus tylko dwie rzeczy.
Wątek uprawy pól ziemniaczanych zajmuje trochę więcej czasu niż powinien, tak samo jak relacja Mikkelsena z wieśniaczką i młodą cyganką - można było spokojnie uciąć z tego 15-20 minut, a dać więcej akcji, albo scen w willach, gdzie wątki kończą się na antagoniście, a król sprawia wrażenia marionetki swoich doradców.
Poza tym niezbyt podobało mi się zakończenie. Niby niejednoznaczne, ale antyklimatyczne i rozczarowujące.
8/10
02-01-2024, 20:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-01-2024, 20:34 przez Capt. Nascimento.)





