Dobra, cały serial za mną, został film. I co tutaj napisać z sensem, hm...
Oczywiście wygląda to zajebiście. Jeśli chodzi o jakość odcinków.. kilka ostatnich jest bardzo dobrych ale wcześniej bynajmniej mnie to nie zachwyciło. Ekipa jest zbiorem indywidualności które są jakby osobno, dopiero mocno z czasem zaczynają mieć interakcje. I wtedy zaczyna być dużo fajniej.
"Firefly" zaczerpnęło pewnie z Bebopa pomysł latających wysp które pojawiły się w jednym odcinku i tu i tu.
Podoba mi się cały systematycznie prowadzoany koncept zniszczenia Ziemi i związana z tym historia Faye.
Wciąż nie bardzo widzę dlaczego kupa ludzi nazywa to westernem. Bo nazywa się "Cowboy Bebop" i kończy tekstem "see you space cowboy"? Można i tak.
Generalnie lata 70e z odniesieniami do "współczesnych" hitów. Jeden zabójca używa takich noży jak Dany Trejo w "Desperado", ktoś tu jedzie koniem windą jak w "True Lies", jeden odcinek jest chyba oparty na pierwszym Indianie Jonesie, pojawiają się Blues Brothers jako opryszki.. ale najbardziej wkurzał mnie Vicious który jest chyba po prostu Top Dollarem z "The Crow".
Humor serialu bardzo mi odpowiadał ale.. kurczę, jak w dramatycznych momentach pod koniec przelatuje stado białych gołębi to to jest takie mrugnięcie okiem do Johna Woo... Uuuch.
W ogóle mam wrażenie jakbym oglądał tylko pierwszy sezon bo jakby nie było to wszystko dopełnione. Gdzieś tu jakby się szykował wątek romantyczny między Spikiem a Faye.. Jest mocno niewyjaśniona relacja Vicious/Spike/Julia - bo z tych urywków wspomnień by wynikało że Spike i Vicious byli kiedyś.. przyjaciółmi?
Postacie są jakby nie wybrzmiałe. Właściwie to właśnie było ciekawe co teraz będzie ze Spikiem gdy się rozliczył z przeszłością albo z Faye gdy poznała swoją i odzyskała wspomnienia i osoby z przeszłości. Albo Ed która też już się zmieniła. Powiedziałbym że serial się skończył gdy się właśnie zaczynał. Może taki był właśnie pomysł ale mam uczucie mocnego niedosytu.
Muszę jednak powiedzieć że rozumiem kultowość bo gdy próbuję sobie ten serial wstawić gdzieś koło roku dwutysięcznego.. Przyznaję, zrobiłby pewnie na mnie ogromne wrażenie.
No, ale obejrzałem to teraz jako stary, cyniczny dziad z bagażem doświadczeń :P
Ode mnie więc całościowo 7/10
Oczywiście wygląda to zajebiście. Jeśli chodzi o jakość odcinków.. kilka ostatnich jest bardzo dobrych ale wcześniej bynajmniej mnie to nie zachwyciło. Ekipa jest zbiorem indywidualności które są jakby osobno, dopiero mocno z czasem zaczynają mieć interakcje. I wtedy zaczyna być dużo fajniej.
"Firefly" zaczerpnęło pewnie z Bebopa pomysł latających wysp które pojawiły się w jednym odcinku i tu i tu.
Podoba mi się cały systematycznie prowadzoany koncept zniszczenia Ziemi i związana z tym historia Faye.
Wciąż nie bardzo widzę dlaczego kupa ludzi nazywa to westernem. Bo nazywa się "Cowboy Bebop" i kończy tekstem "see you space cowboy"? Można i tak.
Generalnie lata 70e z odniesieniami do "współczesnych" hitów. Jeden zabójca używa takich noży jak Dany Trejo w "Desperado", ktoś tu jedzie koniem windą jak w "True Lies", jeden odcinek jest chyba oparty na pierwszym Indianie Jonesie, pojawiają się Blues Brothers jako opryszki.. ale najbardziej wkurzał mnie Vicious który jest chyba po prostu Top Dollarem z "The Crow".
Humor serialu bardzo mi odpowiadał ale.. kurczę, jak w dramatycznych momentach pod koniec przelatuje stado białych gołębi to to jest takie mrugnięcie okiem do Johna Woo... Uuuch.
W ogóle mam wrażenie jakbym oglądał tylko pierwszy sezon bo jakby nie było to wszystko dopełnione. Gdzieś tu jakby się szykował wątek romantyczny między Spikiem a Faye.. Jest mocno niewyjaśniona relacja Vicious/Spike/Julia - bo z tych urywków wspomnień by wynikało że Spike i Vicious byli kiedyś.. przyjaciółmi?
Postacie są jakby nie wybrzmiałe. Właściwie to właśnie było ciekawe co teraz będzie ze Spikiem gdy się rozliczył z przeszłością albo z Faye gdy poznała swoją i odzyskała wspomnienia i osoby z przeszłości. Albo Ed która też już się zmieniła. Powiedziałbym że serial się skończył gdy się właśnie zaczynał. Może taki był właśnie pomysł ale mam uczucie mocnego niedosytu.
Muszę jednak powiedzieć że rozumiem kultowość bo gdy próbuję sobie ten serial wstawić gdzieś koło roku dwutysięcznego.. Przyznaję, zrobiłby pewnie na mnie ogromne wrażenie.
No, ale obejrzałem to teraz jako stary, cyniczny dziad z bagażem doświadczeń :P
Ode mnie więc całościowo 7/10
11-01-2024, 20:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12-01-2024, 16:37 przez Rozgdz.)





