No dobra, ale serio, na co komu czarno-biała wersja? Co to dodaje do filmowego doznania, że zabierzemy kolor? Nawiązanie do pierwszego "Godzilli" z lat 50-tych? Czy to mrugnięcie okiem na rocznicę jest na tyle ważne, żeby w jego imieniu odebrać filmowi część jego wizualnego charakteru?
Chyba że jest jakaś duża grupa pasjonatów czerni i bieli, o której nie wiem? Wydawało mi się, że dzisiaj kręci się czarno-białe filmy głównie wtedy, kiedy chcesz swoim widzom wtłoczyć do głowy, że twój film jest artystyczny. Na zasadzie "Patrzcie, jest czarno-biały, a więc to prawdziwa sztuka, a nie jakaś komercha!". Ale nie spodziewam się, że snoby oglądające te artsy-snuje spod szyldu kina festiwalowego dadzą się na to złapać i pognają teraz na "Godzillę", bo jest bez koloru.
Chyba że jest jakaś duża grupa pasjonatów czerni i bieli, o której nie wiem? Wydawało mi się, że dzisiaj kręci się czarno-białe filmy głównie wtedy, kiedy chcesz swoim widzom wtłoczyć do głowy, że twój film jest artystyczny. Na zasadzie "Patrzcie, jest czarno-biały, a więc to prawdziwa sztuka, a nie jakaś komercha!". Ale nie spodziewam się, że snoby oglądające te artsy-snuje spod szyldu kina festiwalowego dadzą się na to złapać i pognają teraz na "Godzillę", bo jest bez koloru.
18-01-2024, 13:22 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18-01-2024, 13:24 przez al_jarid.)





