Jestem świeżo po całym Monarchu. Faktycznie część odcinków, zwłaszcza wyprawa na Alaskę przypominała Godzilla: The Series. Nawet ten lodowy kretołak i końcowy latający boss wyglądają jakby urwały się z tamtego serialu.
Generalnie nieźle się to ogląda - tempo ma dobre, chwali się korzystanie z prawdziwych lokacji. I FX się dobrze trzyma (zwłaszcza sceny w Pustej Ziemi). No i Godzilla jak zwykle zacny. Chciałem pisać, że to pierwszy aktorski serial z udziałem Godzillą, ale przypomniałem o istnieniu Zonefightera ;).
Przyznaję, że scenariusz jest solidny i nie mam do czego się przyczepić. Ostatni jest dość emocjonalny, głównie dzięki grze aktorskiej. I twisty dobrze wypadają. M.in.
czy
Też jest zaskakująco poważny i jedyna humorystyczny akcent to jak stary Shaw siedzi w domu starców.
W sumie nie trzeba tego oglądać. Fakt, rozszerza świat przedstawiony i wyjaśnia, czemu Tytani są długowieczni, ale nic się nie straci. A także można to oglądać w miarę jako dzieło samo w sobie, bez konieczności oglądania filmów. A całość jest w miarę zamknięta, mimo zapowiedzi 2. sezonu. I dobrze, że MonsterVerse nie jest jeszcze tak rozdzióbdziane jak MCU i daje się za tym podążać.
Jedynie zastanawiało mnie, czemu bohaterowie z lat 50. założyli, że Godzilla z filipińskiego Loch Ness to ten sam Godzilla z atoku Bikini? Nie wzięli pod uwagę, że to mógł być jakiś drugi osobnik? Monarch jeszcze raczkował, a wiedza o tytanach też była dość szczątkowa. Chyab tylko w Godzilli z 1954 roku logicznie założyli, że takich Godzill może być więcej, skoro ich gatunek dotrwał do naszych czasów.
6/10
PS. Mimo, że w tym filmie Godzilla to trochę dłuższe cameo i jest wybitnie trzecioplanowym bohaterem, to jego końcowa potyczka jest pokazana w całości bez przerywania ludzką dramą :).
Generalnie nieźle się to ogląda - tempo ma dobre, chwali się korzystanie z prawdziwych lokacji. I FX się dobrze trzyma (zwłaszcza sceny w Pustej Ziemi). No i Godzilla jak zwykle zacny. Chciałem pisać, że to pierwszy aktorski serial z udziałem Godzillą, ale przypomniałem o istnieniu Zonefightera ;).
Przyznaję, że scenariusz jest solidny i nie mam do czego się przyczepić. Ostatni jest dość emocjonalny, głównie dzięki grze aktorskiej. I twisty dobrze wypadają. M.in.
czy
Też jest zaskakująco poważny i jedyna humorystyczny akcent to jak stary Shaw siedzi w domu starców.
W sumie nie trzeba tego oglądać. Fakt, rozszerza świat przedstawiony i wyjaśnia, czemu Tytani są długowieczni, ale nic się nie straci. A także można to oglądać w miarę jako dzieło samo w sobie, bez konieczności oglądania filmów. A całość jest w miarę zamknięta, mimo zapowiedzi 2. sezonu. I dobrze, że MonsterVerse nie jest jeszcze tak rozdzióbdziane jak MCU i daje się za tym podążać.
Jedynie zastanawiało mnie, czemu bohaterowie z lat 50. założyli, że Godzilla z filipińskiego Loch Ness to ten sam Godzilla z atoku Bikini? Nie wzięli pod uwagę, że to mógł być jakiś drugi osobnik? Monarch jeszcze raczkował, a wiedza o tytanach też była dość szczątkowa. Chyab tylko w Godzilli z 1954 roku logicznie założyli, że takich Godzill może być więcej, skoro ich gatunek dotrwał do naszych czasów.
6/10
PS. Mimo, że w tym filmie Godzilla to trochę dłuższe cameo i jest wybitnie trzecioplanowym bohaterem, to jego końcowa potyczka jest pokazana w całości bez przerywania ludzką dramą :).
28-01-2024, 00:20

Spoiler




