The Last Repair Shop - ładne, widać, że ktoś miał solidny pomysł na film i fach w ręku, żeby to porządnie nakręcić, bo wg mnie główna siła tej krótkometrażówki tkwi w wykonaniu: tych pięknych zbliżeniach na szczegóły instrumentów, a nie w historii, która też jest w porządku, bo miło posłuchać prawdziwych opowieści w jaki przypadkowy sposób ludzie trafili do tak fajnego, lecz niszowego zawodu. Na minus może trochę zbyt ckliwy ton i taki dobór bohaterów, aby widz przypadkiem nie pomyślał, że w tytułowej instytucji pracuje ktokolwiek przeciętny, tylko same bohaterskie samotne matki i uciekinierzy przed ludobójstwem. W każdym razie jestem na tak, a znając preferencje Akademii, to jest jakieś 90% szans na Oscara. 7/10
The Wonderful Story of Henry Sugar - często w opiniach o pełnometrażowych filmach pada zdanie, że przeciągnięte i historia nadawała się na krótki metraż, więc tutaj w końcu mamy film od znanego reżysera, w typowym dla niego stylu, z budżetem, gwiazdorską obsadą, który jest tym, czym powinien być, czyli właśnie szortem :) Bardzo mi się podobało, bo o ile maniera Wesa Andersona zazwyczaj sprawia, że w połowie filmu jestem już znudzony, tak tutaj uśmiech nie schodził z twarzy przez te niecałe 40 minut. Kinowy odpowiednik czekoladki, czy małego pączka: idealnych na dwa gryzy, ale w większych ilościach zamulających. Ogólnie fabuła jest świetna, powiedziałbym nawet, że trochę poruszająca, wykonanie bardzo dobre, pomysłowe, aktorstwo nienaganne. Ode mnie 8/10, kibicuję Wesowi na Oscarach i liczę na to, że częściej będzie wpadał na pomysł kręcenia krótkich filmów.
Inna kwestia, że paradoksalnie widziałbym tę historię jako długi metraż, tylko u innego reżysera i w bardziej przyziemnym stylu: tam byłoby co pokazać, bo wiele elementów opowieści przeskoczono, czy pokazano skrótowo.
The Wonderful Story of Henry Sugar - często w opiniach o pełnometrażowych filmach pada zdanie, że przeciągnięte i historia nadawała się na krótki metraż, więc tutaj w końcu mamy film od znanego reżysera, w typowym dla niego stylu, z budżetem, gwiazdorską obsadą, który jest tym, czym powinien być, czyli właśnie szortem :) Bardzo mi się podobało, bo o ile maniera Wesa Andersona zazwyczaj sprawia, że w połowie filmu jestem już znudzony, tak tutaj uśmiech nie schodził z twarzy przez te niecałe 40 minut. Kinowy odpowiednik czekoladki, czy małego pączka: idealnych na dwa gryzy, ale w większych ilościach zamulających. Ogólnie fabuła jest świetna, powiedziałbym nawet, że trochę poruszająca, wykonanie bardzo dobre, pomysłowe, aktorstwo nienaganne. Ode mnie 8/10, kibicuję Wesowi na Oscarach i liczę na to, że częściej będzie wpadał na pomysł kręcenia krótkich filmów.
Inna kwestia, że paradoksalnie widziałbym tę historię jako długi metraż, tylko u innego reżysera i w bardziej przyziemnym stylu: tam byłoby co pokazać, bo wiele elementów opowieści przeskoczono, czy pokazano skrótowo.
30-01-2024, 13:24





