Shane (i dzieciak) powinien "mieć" taki koniec:
De Wilde przed śmiercią zrehabilitował się nieco występem w wybornym Hudzie (polecam kolejny raz).
---
Obejrzałem ostatnio Duraka/Durnia Yuriego Bykova (porównywanego czasem do Smarzola twórcy Majora). Z Wojtkiem współdzieli tendencję do używania szufli, przy czym u Jurka pewna łopatologia (paradoksalnie) wzmacnia surowość przekazu poprzez dodatkowe podbicie poziomu rosyjskiej beznadziei. Filmwebowi "krytycy" oczywiście czepiają sie rzeczonej łopaty, a ja znowu mam wrażenie, że gdyby kacapów zamienić na czarnych, to czytalibyśmy bzdety w stylu "odkrywczego ujęcia ludzkiej natury". :)
W każdym razie tytułowym durniem jest hydraulik próbujący zapobiec zawaleniu się bloku. Zwraca się o pomoc do lokalnych władz i... no, nietrudno przewidzieć dalszy przebieg zdarzeń. Siła tkwi w prostocie, autentyczności i głęboko zakopanym humaniźmie (nawet u nakreślonych grubą krechą złoczyńców). Nie wiem no, może to jakiś filmowy fetysz, w każdym razie lubię te smutne, brudne, mroczne ruskie dramato-horrory w stylu Ładunku 200 z bohaterami zmierzającymi do samozagłady w oparach wszechobecnej deprechy. Polecam (zwłaszcza, jeśli widziało się wcześniej i polubiło Majora), ale z zastrzeżeniem: nie nastawiajcie się na odkrywczą, subtelną opowieść.
De Wilde przed śmiercią zrehabilitował się nieco występem w wybornym Hudzie (polecam kolejny raz).
---
Obejrzałem ostatnio Duraka/Durnia Yuriego Bykova (porównywanego czasem do Smarzola twórcy Majora). Z Wojtkiem współdzieli tendencję do używania szufli, przy czym u Jurka pewna łopatologia (paradoksalnie) wzmacnia surowość przekazu poprzez dodatkowe podbicie poziomu rosyjskiej beznadziei. Filmwebowi "krytycy" oczywiście czepiają sie rzeczonej łopaty, a ja znowu mam wrażenie, że gdyby kacapów zamienić na czarnych, to czytalibyśmy bzdety w stylu "odkrywczego ujęcia ludzkiej natury". :)
W każdym razie tytułowym durniem jest hydraulik próbujący zapobiec zawaleniu się bloku. Zwraca się o pomoc do lokalnych władz i... no, nietrudno przewidzieć dalszy przebieg zdarzeń. Siła tkwi w prostocie, autentyczności i głęboko zakopanym humaniźmie (nawet u nakreślonych grubą krechą złoczyńców). Nie wiem no, może to jakiś filmowy fetysz, w każdym razie lubię te smutne, brudne, mroczne ruskie dramato-horrory w stylu Ładunku 200 z bohaterami zmierzającymi do samozagłady w oparach wszechobecnej deprechy. Polecam (zwłaszcza, jeśli widziało się wcześniej i polubiło Majora), ale z zastrzeżeniem: nie nastawiajcie się na odkrywczą, subtelną opowieść.
29-03-2024, 15:45





