(29-03-2024, 18:23)slepy51 napisał(a): tytuł filmu to "Anaconda", wszyscy bohaterowie mówią ciągle o anakondach, jednak w jednej linijce dialogu nagle pojawia się pyton siatkowy a miejsce akcji jak i wygląd gada też jak najbardziej wskazywałoby na pytona.
Pewnie oryginalny chiński tytuł brzmiał inaczej i zagraniczny dystrybutor dał Anakondę z lenistwa.
Barabasz (1961) - Barabasz zawsze wydawał mi się intrygujący. Ot, jakiś łachmyta uwolniony kosztem Jezusa. Ale informacje o byciu buntownikiem i bojownikiem o wolność dawały inne światło i można było zrozumieć, czemu Żydzi chcieli uwolnić kogoś takiego, a nie jakiegoś hipisa. I nigdy jakoś nie wydawał się zły i też nic nie miał do Jezusa, nawet w Pasji, gdzie faktycznie był ukazany jako ewidentny łajdak. W Biblii był fragment o tym, że Barabasz udał się na ukrzyżowanie Jezusa.
Na te rozważania odpowiada De Laurentiis i Fleischer. Barabasz to człowiek mająca świadomość, że jest złą osobą i nie wie co myśleć o tym całym Chrystusie i cały czas myśli o tym nawiedzeńcu. Nawet Piłat stwierdza, że szkodliwsze było ułaskawienie Barabasza, bo ten to bandzior zagrażający porządkowi państwa, a Jezus to wariat będący krótkotrwałym lokalnym problemem. W pewnym momencie Barabasz otrzymujący kolejne razy od losu oskarża Jezusa o to, że specjalnie dał się ukrzyżować. Prócz scenariusza dużo daje też Anthony Quinn w roli głównej.
Co do filmu, z racji bycia włoszczyzną może więcej pozwolić na więcej niż USA, mniej teatralności, a więcej surowości i naturalizmowi. Zaskakująco tu jest dużo cichych momentów. I na duży plus nie ma wątku miłosnego! Love interest Barabasza występuje tylko na początku, a potem zostaje ukamieniowana. Nie żeby, ze jest źle napisany czy co - jest dobrze prowadzony i jest dobra aktorka, ale gdzie indziej zajmowałby połowę filmu. Zdecydowano warto ujrzeć w okresie wielkanocnym. Swoją drogą to zdziwiony jestem, że Blu Ray ma jakość z DVDRipa - oni te taśmy filmowe trzymali w najbardziej zapleśniałej piwnicy z bakteriami?
8/10
The Robe - pierwszy film w CinemaScope za mną. Dziwne, że za zdjęcia otrzymał tylko nominację zważywszy na to, że to jeden z pierwszych filmów panoramicznych w Ameryce. Film zresztą korzysta z bogactwa rozmachu i człowiek tęskni za dawnym rozmachem Hollywoodu, gdzie jedynym ułatwieniem w stylu CGI były dorysówki (które w tym w filmie akurat niezbyt dobrze się zestarzały). Co ja zauważyłem poro ściemnień jakby twórcy myśleli przyszłościowo i robili to specjalnie pod przerywniki reklamowe :).
Co do historii, to dość wiarygodnie przedstawiono drogę duchową Marcellusa i hipotetyczne dzieje Sukni z Trewiru. Plus początkową niechęć Cesarstwa Rzymskiego do chrześcijan, pod względem duchowym, jak i religijnym. Jak w dwóch pierwszych Ben-Hurach nie widać twarzy Jezusa. Richard Burton poprawny, ale szczególne brawa należą do Victora Mature'a, który już samą mimiką potrafi oddać emocje i można uwierzyć jego przemianę duchową. Tu wątku romansowego jest więcej, w tym filmie działa i widz jest usatysfakcjonowany jego zakończeniem.
Ben-Hur i Dziesięcioro przykazań to nadal czołówka starych filmów okołobiblijnych, ale spokojnie i ten film warto ujrzeć, zwłaszcza za przełom techniczny.
PS. Na początku narrator mówi, że niewolników jest więcej od Rzymian (#StopBarbaryzacjiRzymu ~Gregorius Braunus).
8/10
Demetriusz i gladiatorzy - dopiero teraz dowiedziałem się, że The Robe ma sequel, który zaczyna w tym samym miejscu, co kończyła się jedynka... więc obejrzę. O ile o The Robe miałem jakieś pojęcie, to o ty filmie nic nie wiedziałem. Całość ogląda się jak odcinek Ja, Klaudiusz - więcej dworskich intryg i walki (dopiero Neron zaczął się szurać do chrześcijan).
Ustępuje na każdym kroku - rozmach jest mniejszy, film krótszy (bo trwa niewiele ponad półtorej godziny zamiast ponad dwóch) i historia mniej zajmująca. Nawet Victor Mature, choć wciąż dobry, sprawia wrażenie, że mniej mu się chce. Nie podoba mi się nagła zmiana głównego bohatera. Wiem, że chcieli dać wątpiącego bohatera i wystawionego na próbę, ale w ciągu drogi przebytej przez dwa filmy Demetriusz staje się mocno out of character. Z kolei zauważyłem, że jako chrześcijanin odmawia zabicia człowieka, ale w walce z tygrysami nie szczędzi sztyletów - w sumie Jezus nie wspominał nic o zwierzętach. Co mogę pochwalić to grę aktorską Jaya Robinsona. Już w The Robe jego Kaligula to była odrażająca, której należy cios w nos, ale tu wznosi się na wyżyny.
Dobrze się ogląda, ale nic się nie straci jeśli nie zaliczy się seansu. Uważam, że The Robe nie potrzebowała kontynuacji.
6/10
29-03-2024, 23:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-03-2024, 23:41 przez OGPUEE.)






