Właśnie wróciłem z wiedeńskiego IMAXA z szwagrem. Obu nam się podobało i na tą chwilę to chyba mój ulubiony MonsterVerse. Co prawda znów kongocentryczny, ale Godzilla ma w miarę satysfakcjonujący czas antenowy (przynajmniej niczego nie przerywają!) i niech fani Konga też mają coś od kina. Widać czerpanie z Showy z lat 70. garściami, ale nie powodował u mnie żeżuncji. Na szybko:
* Wątek Konga to co drugi film z Van Dammem. Główny bohater będący kozakiem trafia do wioski/miasta gnębionego przez skurwola, który ma swego uber-przybocznego będącego final bossem. Jest nawet ta scena, gdy jakieś zbiry otrzymują oklep podkreślający zajebistość głównego kozaka i pozostający na boju koleś spierdala gdzie raki zimują . Występuje też dzieciak, który idolizuje kozaka.
* O dziwo Mini Kong okazał się znośny. Gęba mi uśmiechnęła * Skar King okazał się najlepszym oryginalnym potworem w MonsterVerse. Nie tylko jest dość creepy. Ma również osobowość - m.in. ciśnie bekę z Konga, że musi chodzić do dentysty.
* Godzilla stał się faszystą i wprowadza swój ordnung wobec potworów, przy okazji rozwalając miasta bogu ducha winnym ludziom. Ale jak Ghidora chciał przemodelować Ziemię to było halo.
* Goji zrobił się wygodnicki, bo zrobił sobie legowisko z Koloseum. Ciekawe, kto za to płaci?
* I Goji wciąż krzywo się patrzy na Konga. Widać, że u Tytanów nie ma przyjaźni tylko interesy.
* Nawiązali do chrześcijańskich motywów w Mothrze (1961). W tym filmie Mothra to fursona Jezusa Chrystusa.
* IMAX tylko z niemieckim dubbingiem, ale nadążałem za fabułą (cóż, lekcje niemieckiego w szkole jednak się utrwaliły). Zresztą to nie Bergman, nie ogląda się tego dla dialogów.
* Opowiadanie obrazem! Sceny, gdy są same potwory to jest sam miód. Mógłby ktoś się pokusić o taki monster movie, gdzie są same potwory i zero dialogów.
* Dan Stevens w roli weterynarza Freda wygląda jakby urwał się z Miami Vice (nawet ze sobą ma muzykę z lat 80.)
* W scenach potworów jest pełna widowiskowość bez przerywania wątkami ludzkimi!
* Wątek ludzki też jakoś nie zasysa. Znacznie lepszy od GvsK
* W tym świecie potwory wydają się małe i nie robi wrażenia
* Szybko zasuwający Godzilla jeszcze przed nowym poziomem Super Saiyana to jednak za dużo.
Jak powstanie kolejny MonsterVerse nie mam przeciwskazań. Niech tylko faktycznie Godzilla będzie tym razem w centrum. Zwłaszcza, że mogli jakoś nawiązać, że on jest samiuśki, gdy Kong ma swych ziomków.
Na razie bez oceny.
* Wątek Konga to co drugi film z Van Dammem. Główny bohater będący kozakiem trafia do wioski/miasta gnębionego przez skurwola, który ma swego uber-przybocznego będącego final bossem. Jest nawet ta scena, gdy jakieś zbiry otrzymują oklep podkreślający zajebistość głównego kozaka i pozostający na boju koleś spierdala gdzie raki zimują . Występuje też dzieciak, który idolizuje kozaka.
* O dziwo Mini Kong okazał się znośny. Gęba mi uśmiechnęła * Skar King okazał się najlepszym oryginalnym potworem w MonsterVerse. Nie tylko jest dość creepy. Ma również osobowość - m.in. ciśnie bekę z Konga, że musi chodzić do dentysty.
* Godzilla stał się faszystą i wprowadza swój ordnung wobec potworów, przy okazji rozwalając miasta bogu ducha winnym ludziom. Ale jak Ghidora chciał przemodelować Ziemię to było halo.
* Goji zrobił się wygodnicki, bo zrobił sobie legowisko z Koloseum. Ciekawe, kto za to płaci?
* I Goji wciąż krzywo się patrzy na Konga. Widać, że u Tytanów nie ma przyjaźni tylko interesy.
* Nawiązali do chrześcijańskich motywów w Mothrze (1961). W tym filmie Mothra to fursona Jezusa Chrystusa.
* IMAX tylko z niemieckim dubbingiem, ale nadążałem za fabułą (cóż, lekcje niemieckiego w szkole jednak się utrwaliły). Zresztą to nie Bergman, nie ogląda się tego dla dialogów.
* Opowiadanie obrazem! Sceny, gdy są same potwory to jest sam miód. Mógłby ktoś się pokusić o taki monster movie, gdzie są same potwory i zero dialogów.
* Dan Stevens w roli weterynarza Freda wygląda jakby urwał się z Miami Vice (nawet ze sobą ma muzykę z lat 80.)
* W scenach potworów jest pełna widowiskowość bez przerywania wątkami ludzkimi!
* Wątek ludzki też jakoś nie zasysa. Znacznie lepszy od GvsK
* W tym świecie potwory wydają się małe i nie robi wrażenia
* Szybko zasuwający Godzilla jeszcze przed nowym poziomem Super Saiyana to jednak za dużo.
Jak powstanie kolejny MonsterVerse nie mam przeciwskazań. Niech tylko faktycznie Godzilla będzie tym razem w centrum. Zwłaszcza, że mogli jakoś nawiązać, że on jest samiuśki, gdy Kong ma swych ziomków.
Na razie bez oceny.
(30-03-2024, 18:27)slepy51 napisał(a): Dla mnie to oczywiste, że łatwiej dzieciarni utożsamić się z wielką małpą niż przerośniętą jaszczurką.No nie wiem. Jak miałem w dzieciństwie wybierać Godzillę albo Konga, to wybór padł na tego pierwszego. Godzilla - wielki dinozaur ziejący ogniem walczący z przerośniętymi Digimonami. A Kong - jakaś niewyżyta simpująca małpa, która dostanie samolocikiem i ajajaj umieram. Choć przyznam, że gdy mój 4-letni siostrzeniec został spytany kogo woli z dwójki, to powiedział że King Konga :/.
05-04-2024, 18:40 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05-04-2024, 18:44 przez OGPUEE.)
Spoiler




