Piep*zyć Mickiewicza (2024)
Nudny wieczór po robocie i ochota na wyłączenie szarych komórek z Netflixem i czymś niezobowiązującym. Padło na to. Matko Święta! Już początek filmu zwiastuje z czym widz ma do czynienia. Film z cyklu "Wiemy gówno o współczesnej polskiej młodzieży? Robimy o nich kino!", czyli wulgaryzmy, rapowanie i polskie liceum, które wcale nie wygląda jak kloc betonu i pamiątka po Gierku, tylko jak świeżutki import z USA. Scenariusz to jakiś żart. Wierzę, że powstawał on na ostatnią chwilę i normalnie to byłby ten pierwszy draft, którego miejsce zazwyczaj jest w koszu. Dialogi są absolutnie koszmarne - za jawną ekspozycję i wyciskanie niezbędnych dla widza informacji o postaciach służą zbyt często. Nie miałem wrażenia, że jako widz jestem obserwatorem jakiejś historii. O nie! Cały czas widziałem aktorów, którzy się wcześniej przygotowywali do danej sceny, odbębniali ją właśnie do kamery, by później po jej nakręceniu odebrali swoją dolę za udział. Tak martwa jest tutaj reżyseria. W drugiej połowie, gdy wjeżdża ta cała coachingowa gadka to robi się "odrobinę" znośniej, co nie wcale nie oznacza, że wymienione problemy znikają tak ot.
Ciekawi mnie udział Ogrodnika w czymś takim, bo do niedawna był to jeden z tych policzalnych na palcach jednej ręki aktorów z polskiego podwórka, co się szanowali i lecieli na ambitność projektu, a nie ładną gażę. Ostatnio to coraz rzadziej ma szczęście do udanych filmów, ale w tym przypadku w ogóle ciężko zrozumieć czemu dał szansę takiemu scenariuszowi. Niestety nawet mimo, że miał okazję się trochę wyluzować i zagrać coś w miarę fajnego, to nawet on gra jakby się zbyt późno kapnął na jakie to gówno się zgodził i stracił zapał do pracy.
2/10
Nudny wieczór po robocie i ochota na wyłączenie szarych komórek z Netflixem i czymś niezobowiązującym. Padło na to. Matko Święta! Już początek filmu zwiastuje z czym widz ma do czynienia. Film z cyklu "Wiemy gówno o współczesnej polskiej młodzieży? Robimy o nich kino!", czyli wulgaryzmy, rapowanie i polskie liceum, które wcale nie wygląda jak kloc betonu i pamiątka po Gierku, tylko jak świeżutki import z USA. Scenariusz to jakiś żart. Wierzę, że powstawał on na ostatnią chwilę i normalnie to byłby ten pierwszy draft, którego miejsce zazwyczaj jest w koszu. Dialogi są absolutnie koszmarne - za jawną ekspozycję i wyciskanie niezbędnych dla widza informacji o postaciach służą zbyt często. Nie miałem wrażenia, że jako widz jestem obserwatorem jakiejś historii. O nie! Cały czas widziałem aktorów, którzy się wcześniej przygotowywali do danej sceny, odbębniali ją właśnie do kamery, by później po jej nakręceniu odebrali swoją dolę za udział. Tak martwa jest tutaj reżyseria. W drugiej połowie, gdy wjeżdża ta cała coachingowa gadka to robi się "odrobinę" znośniej, co nie wcale nie oznacza, że wymienione problemy znikają tak ot.
Ciekawi mnie udział Ogrodnika w czymś takim, bo do niedawna był to jeden z tych policzalnych na palcach jednej ręki aktorów z polskiego podwórka, co się szanowali i lecieli na ambitność projektu, a nie ładną gażę. Ostatnio to coraz rzadziej ma szczęście do udanych filmów, ale w tym przypadku w ogóle ciężko zrozumieć czemu dał szansę takiemu scenariuszowi. Niestety nawet mimo, że miał okazję się trochę wyluzować i zagrać coś w miarę fajnego, to nawet on gra jakby się zbyt późno kapnął na jakie to gówno się zgodził i stracił zapał do pracy.
2/10
15-04-2024, 10:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15-04-2024, 10:58 przez Kryst_007.)





