Władca ksiąg - w Polsce ten film spotkała wielka niesprawiedliwość. Kojarzę, że był obecny w kraju minimalny merchandise z postaciami (m.in. głównym bohaterem, piratem-książką czy tytułowym władcą, którego szatę efekt Mandeli ukazywał w kolorze zielonym, miast błękitu) i robiły wrażenie. I była nawet książkowa nowelizacja. Też oglądałem na anglojęzycznym jeszcze Cartoon Network behind the scenes filmu i urywki, i naprawdę zapowiadały one na jakąś zajebistą bajkę. Ale sam film w latach 90. do Polski nie zawitał, a jak już to pewnie na niszowym VHSie z lektorem i dopiero w 2000 roku został wyemitowany z dubbingiem na TVP (i potem był puszczany z tym samym dubbingiem w Kinie Cartoon Network, gdzie okazję miałem ujrzeć urywki).
Jakby w latach 90. dostałby polską premierę kinową, to na bank byłby mile wspominanym klasykiem jak Księżniczka łabędzi. Żeby potem po latach okazać się rozczarowaniem. Kolega z liceum wspominał, że w dzieciństwie widział Władcę ksiąg na Cartoon Network i się zachwycił, a po latach to film się skiepścił. Nostalgia Critic krytycznie się wypowiedział, a Joe Johnston reżyserujący sekwencje aktorskie do filmu się nie przyznaje. Więc podchodziłem z rezerwą.
Szczerze mówiąc, nie okazał się taki zły. A widziałem już wiele nie-disneyowskich animacji z lat 90. (większość widzianych za dzieciaka) i mogę stwierdzić, że nie są to udane produkcje. Może to kwestia, że wobec filmu mam jakieś ciepłe uczucia i... nie wiem jak mam to określić. Nostalgia za utworem, którego nawet się nie widziało. Przede wszystkim warto pochwalić, że film nie próbuje małpować ówczesnej musicalowej konwencji Disneya i jedyna piosenka to popowy kawałek do montażu. Widać, że stara się mieć własną Tożsamość i nie kopiuje modnych morałów jak np. ochrona środowiska. Poza postacią głównego bohatera (czyli geek będący outsiderem) nie nadużywa jakoś familijnych klisz. Dzieciak o dziwo ma dwóch rodziców - pewnie dlatego, że film był częściowo aktorski :P. Miło, że rodzice mimo wszystko wspierają swego dzieciaka i starają na wszelkie sposoby zachęcić do bycia bardziej odważnym. Też nie ma wiodącego czarnego charakteru i po prostu mamy przeszkody po drodze i na końcu final bossa w postaci randomowego smoka. Plus duży że nie ma oczywistego comic reliefa - w innej produkcji to Horrorek byłby takowym, ale scenariusz stara się go bardziej niuansować i robić samotnego przegrywa.
Główne postacie proste, ale dające się zapamiętać. Każda z książek ma swoją osobowość, Czuć chemię miedzy bohaterami . Opiekuńcza Bajeczka, która potrafi być zadziorna i sarkastyczna, czy najbardziej wyrazisty kapitan Przygoda, będący zawadiackim i nieokrzesanym piratem. Progresywna część społeczeństwa uśmiechnie jak Przygoda namiętnie daje całusa Bajeczce, a ta po chwili daje mu w mordę :). Richard to generyczny dzieciak, ale uchodzi. Całkiem wiarygodny progres u tchórza, który stopniowo zdobywa się na odwagę. Czego zwieńczeniem jest młody zamiast ukorzyć się jak jego książkowi kumple przed Władcą Ksiąg, to go ochrzania, że zmusił go do obcowania z krwiożerczymi postaciami literackimi. Tytułowy władca ksiąg dość płaski, ot taki nobliwy czarodziej-troll internetowy z generycznym wyglądem.
Dość fajne przesłanie, że warto przezwyciężyć swe lęki i jednak podjąć się czegoś na własną rękę, zamiast liczyć że ktoś będzie cię prowadzić za rączkę. I mam wrażenie, iż krytycy nie dostrzegli sensu filmu - nie chodziło o to, żeby zachęcać do literatury (bo to również czasy, gdy czytelnictwo klasyki było powszechniejsze), a postacie literackie są na dalekim planie, bo to postacie epizodyczne, a to główni bohaterowie muszą być wyrazistsi i nie może być tłoku. To jak się czepiać Ralpha Demolki, że te wszystkie postacie z innych gier video pojawiają się na chwilę. A także przez zdawkowe urywki może zachęcić dzieciaki do poznania ich historii i o czym faktycznie opowiadają. Biblioteka z barokową rotundą całkiem zacna i ja mógłbym tam zamieszkać :).
W sumie to jeden z nielicznych filmów ukazujący prawdziwy sens Doktora Jekylla i pana Hyde'a - czyli Jekyll zawsze był zły, ale nie chcąc brukać swej pozycji społecznej, wymyśla eliksir zmieniający postać, by bez konsekwencji czynić zło. Otóż jako "dobry" Jekyll ostrzega ich przed złem, ale daje głównym bohaterom do skosztowania jakiś kwas, po czym ostentacyjnie ignorując ich ostrzeżenia wypija swą miksturę, by jako Hyde ich pomordować.
Animacja to czasem hit & miss i czuć niższy budżet niż u takiego Dona Blutha chociażby patrząc na niektóre tła, ale generalnie trzyma wysoki poziom. Używa wczesnego CGI, które jest wplecione umiejętnie i wychodzi jedna z bardziej pamiętnych scen. Znowu zauważyłem, że animacja próbuje być różnorodna jak w doborze postaci literackich. Prostsze tła w sekcji grozy, proste i szkicowe, w sekcji przygodowej to są realistyczne i szczegółowe, czy wieloplan stylizowanych teł rodem z disneyowskiej Śpiącej Królewny w sekcji baśni. Z takich bardziej kreatywnych rzeczy to wróżki ukazano jako rotoskopowe wyładowania elektryczne. Co mnie dotknęło - to dość słaby montaż, jakby brakowało scen. Wartościami dodatnim są muzyka Jack Hornera i naprawdę świetne piosenki. .
I jeszcze to okres, gdzie nie nadużywano celebrytów do ról głosowych, bo Horrorka gra Frank Welker (i jest w napisach początkowych wymieniony zaraz po Whoopi Goldberg i Patricku Stewarcie). Oczywiście gry głosowej nie ocenię, bo ujrzałem to z polskim dubbingiem.
Takie filmy są trudne do zdubbingowania, bo z postaciami animowanymi spokojnie można dać radę, to sceny live-action są trudniejsze i wymagają większego nakładu i innej gry aktorskiej. Przykładem był polski dub Rock-a-Doodle, gdzie animacja wypadła OK, gdy sceny live action to był koszmar. Na szczęście Władca ksiąg nie wpadł w tą pułapkę. Przede wszystkim nie popełnia tego błędu co Rock-a-Doodle i Culkina dubbinguje faktyczny mały chłopiec, a nie 30-letnia aktorka. I w przypadku live action wypada dobrze, jako animek wypada drętwo, ale poprawnie. I dobrze dobrali Christophera Lloyda grającego Henryka Sienkiewicza. Co prawda dla mnie to Grzegorz Wons powinien być defaultowo polskim Lloydem (jak ktoś oglądał animowany Powrót do przyszłości, to wie o czym mówię), ale Marek Bargiełowski też pasuje. Z całym szacunkiem do Miriam Aleksandrowicz, to Stanisława Celińska powinna być polskim głosem Whoopi Goldberg i film to udowadnia. Do reszty obsady nie mam zastrzeżeń - typowy wysoki standard do jakiego przyzwyczaiła Dorota Kawęcka. BTW Władca ksiąg na końcu mówi do Richarda "Niech cię Bóg prowadzi". Kurde, dziwne się słyszy takie frazy w filmach dla dzieci nie będących chrześcijańskimi kreskówkami puszczanymi tylko na religii :).
Reasumując - średniaczek, który widać, że się stara.
6/10 że wskazaniem na 7 i serduuszko
Jakby w latach 90. dostałby polską premierę kinową, to na bank byłby mile wspominanym klasykiem jak Księżniczka łabędzi. Żeby potem po latach okazać się rozczarowaniem. Kolega z liceum wspominał, że w dzieciństwie widział Władcę ksiąg na Cartoon Network i się zachwycił, a po latach to film się skiepścił. Nostalgia Critic krytycznie się wypowiedział, a Joe Johnston reżyserujący sekwencje aktorskie do filmu się nie przyznaje. Więc podchodziłem z rezerwą.
Szczerze mówiąc, nie okazał się taki zły. A widziałem już wiele nie-disneyowskich animacji z lat 90. (większość widzianych za dzieciaka) i mogę stwierdzić, że nie są to udane produkcje. Może to kwestia, że wobec filmu mam jakieś ciepłe uczucia i... nie wiem jak mam to określić. Nostalgia za utworem, którego nawet się nie widziało. Przede wszystkim warto pochwalić, że film nie próbuje małpować ówczesnej musicalowej konwencji Disneya i jedyna piosenka to popowy kawałek do montażu. Widać, że stara się mieć własną Tożsamość i nie kopiuje modnych morałów jak np. ochrona środowiska. Poza postacią głównego bohatera (czyli geek będący outsiderem) nie nadużywa jakoś familijnych klisz. Dzieciak o dziwo ma dwóch rodziców - pewnie dlatego, że film był częściowo aktorski :P. Miło, że rodzice mimo wszystko wspierają swego dzieciaka i starają na wszelkie sposoby zachęcić do bycia bardziej odważnym. Też nie ma wiodącego czarnego charakteru i po prostu mamy przeszkody po drodze i na końcu final bossa w postaci randomowego smoka. Plus duży że nie ma oczywistego comic reliefa - w innej produkcji to Horrorek byłby takowym, ale scenariusz stara się go bardziej niuansować i robić samotnego przegrywa.
Główne postacie proste, ale dające się zapamiętać. Każda z książek ma swoją osobowość, Czuć chemię miedzy bohaterami . Opiekuńcza Bajeczka, która potrafi być zadziorna i sarkastyczna, czy najbardziej wyrazisty kapitan Przygoda, będący zawadiackim i nieokrzesanym piratem. Progresywna część społeczeństwa uśmiechnie jak Przygoda namiętnie daje całusa Bajeczce, a ta po chwili daje mu w mordę :). Richard to generyczny dzieciak, ale uchodzi. Całkiem wiarygodny progres u tchórza, który stopniowo zdobywa się na odwagę. Czego zwieńczeniem jest młody zamiast ukorzyć się jak jego książkowi kumple przed Władcą Ksiąg, to go ochrzania, że zmusił go do obcowania z krwiożerczymi postaciami literackimi. Tytułowy władca ksiąg dość płaski, ot taki nobliwy czarodziej-troll internetowy z generycznym wyglądem.
Dość fajne przesłanie, że warto przezwyciężyć swe lęki i jednak podjąć się czegoś na własną rękę, zamiast liczyć że ktoś będzie cię prowadzić za rączkę. I mam wrażenie, iż krytycy nie dostrzegli sensu filmu - nie chodziło o to, żeby zachęcać do literatury (bo to również czasy, gdy czytelnictwo klasyki było powszechniejsze), a postacie literackie są na dalekim planie, bo to postacie epizodyczne, a to główni bohaterowie muszą być wyrazistsi i nie może być tłoku. To jak się czepiać Ralpha Demolki, że te wszystkie postacie z innych gier video pojawiają się na chwilę. A także przez zdawkowe urywki może zachęcić dzieciaki do poznania ich historii i o czym faktycznie opowiadają. Biblioteka z barokową rotundą całkiem zacna i ja mógłbym tam zamieszkać :).
W sumie to jeden z nielicznych filmów ukazujący prawdziwy sens Doktora Jekylla i pana Hyde'a - czyli Jekyll zawsze był zły, ale nie chcąc brukać swej pozycji społecznej, wymyśla eliksir zmieniający postać, by bez konsekwencji czynić zło. Otóż jako "dobry" Jekyll ostrzega ich przed złem, ale daje głównym bohaterom do skosztowania jakiś kwas, po czym ostentacyjnie ignorując ich ostrzeżenia wypija swą miksturę, by jako Hyde ich pomordować.
Animacja to czasem hit & miss i czuć niższy budżet niż u takiego Dona Blutha chociażby patrząc na niektóre tła, ale generalnie trzyma wysoki poziom. Używa wczesnego CGI, które jest wplecione umiejętnie i wychodzi jedna z bardziej pamiętnych scen. Znowu zauważyłem, że animacja próbuje być różnorodna jak w doborze postaci literackich. Prostsze tła w sekcji grozy, proste i szkicowe, w sekcji przygodowej to są realistyczne i szczegółowe, czy wieloplan stylizowanych teł rodem z disneyowskiej Śpiącej Królewny w sekcji baśni. Z takich bardziej kreatywnych rzeczy to wróżki ukazano jako rotoskopowe wyładowania elektryczne. Co mnie dotknęło - to dość słaby montaż, jakby brakowało scen. Wartościami dodatnim są muzyka Jack Hornera i naprawdę świetne piosenki. .
I jeszcze to okres, gdzie nie nadużywano celebrytów do ról głosowych, bo Horrorka gra Frank Welker (i jest w napisach początkowych wymieniony zaraz po Whoopi Goldberg i Patricku Stewarcie). Oczywiście gry głosowej nie ocenię, bo ujrzałem to z polskim dubbingiem.
Takie filmy są trudne do zdubbingowania, bo z postaciami animowanymi spokojnie można dać radę, to sceny live-action są trudniejsze i wymagają większego nakładu i innej gry aktorskiej. Przykładem był polski dub Rock-a-Doodle, gdzie animacja wypadła OK, gdy sceny live action to był koszmar. Na szczęście Władca ksiąg nie wpadł w tą pułapkę. Przede wszystkim nie popełnia tego błędu co Rock-a-Doodle i Culkina dubbinguje faktyczny mały chłopiec, a nie 30-letnia aktorka. I w przypadku live action wypada dobrze, jako animek wypada drętwo, ale poprawnie. I dobrze dobrali Christophera Lloyda grającego Henryka Sienkiewicza. Co prawda dla mnie to Grzegorz Wons powinien być defaultowo polskim Lloydem (jak ktoś oglądał animowany Powrót do przyszłości, to wie o czym mówię), ale Marek Bargiełowski też pasuje. Z całym szacunkiem do Miriam Aleksandrowicz, to Stanisława Celińska powinna być polskim głosem Whoopi Goldberg i film to udowadnia. Do reszty obsady nie mam zastrzeżeń - typowy wysoki standard do jakiego przyzwyczaiła Dorota Kawęcka. BTW Władca ksiąg na końcu mówi do Richarda "Niech cię Bóg prowadzi". Kurde, dziwne się słyszy takie frazy w filmach dla dzieci nie będących chrześcijańskimi kreskówkami puszczanymi tylko na religii :).
Reasumując - średniaczek, który widać, że się stara.
6/10 że wskazaniem na 7 i serduuszko
27-04-2024, 15:33





