Sokół morski - ten film, gdzie król hiszpański jest pokazany jako Hitler (w sumie... Franco za komunistami to nie był). I widać to. Końcowa przemowa królowej angielskiej aż pachnie smrodkiem dydaktycznym i mało subtelny komentarz do ówczesnej sytuacji politycznej. A mówią, że dopiero dzisiaj wciska się politykę do kina.
Ten historyczny film z Flynnem wpadł mi lepiej, bo to rasowa przygodówka. Mimo widocznego budżetu tym razem film jest czarno-biały. Pewnie, że wolałbym kolor (choć sekwencję w Nowym Świecie pokolorowali sepią), ale w sumie ta czarno-biała nawet pasuje. W czym duża jest zasługa zdjęć. Już pierwsza scena jak Hiszpanie knują na tle mapy prezentuje potężnie i skojarzyło mi się z Eisensteinem.
Zaskoczyłem jak potoczyła się z Don Alvarezem, bo był na głównego złego. A okazuje się, że Don Alvarez ma jeszcze standardy, bo troszczy się o bratanicę i szanuje jej zdanie. No i mimo, że villain służy patriotycznie krajowi, nie to co prawdziwy zły, czyli lord Wolfingham. Reszta to stara dobra przygoda, która też nie jest beztroska. Ukazano całkiem przejmująco beznadzieję Anglików w trudnych warunkach panamskich bagien.
Fabuła to standard, z intrygami, akcją i charyzmatycznym protagonistą. Jak i czołówka filmów płaszcza i szpady z Flynnem.
8/10
Czarny łabędź (1942) - ten film o kaprach akurat już widziałem. W liceum dokładnie. Jak wypada powtórka? Dalej to fajny film. Dla żyjących w latach 90. warto ujrzeć, ponieważ z tego filmu pochodzi czołówka kultowego programu Morze:
Co zauważyłem przy powtórce to jest dość niepoprawny na tamte czasy. Piraci to okrutni bandyci, którym chodzi o rabunek i gwałty. Nawet główny bohater Jamie Boy nie jest jakiś kryształowy i troszkę bardziej jest szary. I w pierwszej scenie z główną postacią kobiecą (i co za tym idzie - love interest), to wpierw planuje ją zbałamucić. A ta przez większość filmu ewidentnie go nie lubi i raz spławia go uderzając go pięściakiem w głowę. I współdzielą łoże.
Przynajmniej w tym filmie postać kobieca, choć standardowa i wymagająca ratunku w finale, ma nieco osobowości. A inne postacie też zapadły mi w pamięć - sympatyczny Tom Blue, rudy Leech jako ten zły (znakomity Sanders) i potężny Henry Morgan, który sam potem stwierdza, że wolałby abordażować a nie kisić się jako gubernator.
Dość chwytliwa muzyka Newmana, jak i spektakularna kaskaderka. Skąpane to w kolorach, choć te są zaskakująco wyblakłe. Przy okazji w niektórych ubraniach Tyrone Power wygląda momentami jak Zorro i przypomina czemu Rouben Mamoulian miał nosa do obsadzenia go w tamtej roli. I fajnie widzieć aktorów nie muszących korzystać z dublerów w scenach walk, jako że Power był doświadczonym szermierzem.
Z pewnością do niego wrócę.
8/10
Ten historyczny film z Flynnem wpadł mi lepiej, bo to rasowa przygodówka. Mimo widocznego budżetu tym razem film jest czarno-biały. Pewnie, że wolałbym kolor (choć sekwencję w Nowym Świecie pokolorowali sepią), ale w sumie ta czarno-biała nawet pasuje. W czym duża jest zasługa zdjęć. Już pierwsza scena jak Hiszpanie knują na tle mapy prezentuje potężnie i skojarzyło mi się z Eisensteinem.
Zaskoczyłem jak potoczyła się z Don Alvarezem, bo był na głównego złego. A okazuje się, że Don Alvarez ma jeszcze standardy, bo troszczy się o bratanicę i szanuje jej zdanie. No i mimo, że villain służy patriotycznie krajowi, nie to co prawdziwy zły, czyli lord Wolfingham. Reszta to stara dobra przygoda, która też nie jest beztroska. Ukazano całkiem przejmująco beznadzieję Anglików w trudnych warunkach panamskich bagien.
Fabuła to standard, z intrygami, akcją i charyzmatycznym protagonistą. Jak i czołówka filmów płaszcza i szpady z Flynnem.
8/10
Czarny łabędź (1942) - ten film o kaprach akurat już widziałem. W liceum dokładnie. Jak wypada powtórka? Dalej to fajny film. Dla żyjących w latach 90. warto ujrzeć, ponieważ z tego filmu pochodzi czołówka kultowego programu Morze:
Co zauważyłem przy powtórce to jest dość niepoprawny na tamte czasy. Piraci to okrutni bandyci, którym chodzi o rabunek i gwałty. Nawet główny bohater Jamie Boy nie jest jakiś kryształowy i troszkę bardziej jest szary. I w pierwszej scenie z główną postacią kobiecą (i co za tym idzie - love interest), to wpierw planuje ją zbałamucić. A ta przez większość filmu ewidentnie go nie lubi i raz spławia go uderzając go pięściakiem w głowę. I współdzielą łoże.
Przynajmniej w tym filmie postać kobieca, choć standardowa i wymagająca ratunku w finale, ma nieco osobowości. A inne postacie też zapadły mi w pamięć - sympatyczny Tom Blue, rudy Leech jako ten zły (znakomity Sanders) i potężny Henry Morgan, który sam potem stwierdza, że wolałby abordażować a nie kisić się jako gubernator.
Dość chwytliwa muzyka Newmana, jak i spektakularna kaskaderka. Skąpane to w kolorach, choć te są zaskakująco wyblakłe. Przy okazji w niektórych ubraniach Tyrone Power wygląda momentami jak Zorro i przypomina czemu Rouben Mamoulian miał nosa do obsadzenia go w tamtej roli. I fajnie widzieć aktorów nie muszących korzystać z dublerów w scenach walk, jako że Power był doświadczonym szermierzem.
Z pewnością do niego wrócę.
8/10
26-01-2025, 13:06





