(07-07-2024, 19:23)OGPUEE napisał(a): Kłamca, kłamca - jeden ze słabszych filmów wczesnego Carreya. Niektóre sceny są zabawne, ale wolałbym mniejszej fanfaronady ze strony Carreya, szczególnie w scenach sądowych (byłoby to zabawniejsze, gdy Carrey grał stonowanego prawnika i na osobności wybuchał komediowo. Zwłaszcza, że w scenach poważniejszych Carrey wypada dobrze). Fletcher to bardzo unlikeable character - kłamie, że nie może być na urodzinach syna, bo grzdzi się z jakąś lalunią. I dlatego zabawnie ogląda się jak koleś obrywa przez mówienie prawdy. Też jestem pełny podziwu za konsekwencję w niemożności skladania fałszywego świadczenia - bohater nie jest w stanie nawet napisać na piśmie kłamstwa. I przyznaję, iż wypada dość wiarygodnie jego przemiana. Z innych rzeczy Jerry to trochę tragiczna postać, ponieważ nie jest jakimś złoczyńcą i jest lepszym role modelem dla dziecka niż Carrey. Film nieźle go wydymał na końcu, 5/10
co kto lubi. Dla mnie to topka Jima i jedna z ciekawszych komedii z tamtego okresu. Fabularnie jest w pytę oryginalnie, scenariusz kręci się w okół postaci dobranej koncertowo do roli. Tutaj Jim szarżuje okazjonalnie, a wynika to z jego charakteru i nowej mocy. Sceny na sali są w pytę, a rozwiązanie kryzysu i wygranie sprawy przez prawdę doskonale zazębia wszystkie elementy i przy tym, mimo naciągactwa całości, jest sensowne od strony prawnej i logicznej. Ważnym elementem jest też ta magia życzenia, gdy Fletcher zdaje sobie sprawę, że nie tylko jest złym ojcem, ale ogólnie złym człowiekiem. Co mnie urzeka za każdym razem, to że film jest kompletnie nie dla dzieci. Mimo, że wątek rodzic - dziecko jest wałkowany cały czas, ten film absolutnie nie nadaje się dla dzieci, bo to komedia tylko dla widzów dorosłych.
“A man holds sacred only 3 things. His home, his children, and his mother. He who dares to harm any of these, whomever god he serve, pray to them for mercy. You will receive none from the man.”
08-07-2024, 19:52
Spoiler




