Twister - powtórka po latach, przed seansem sequela. Za dzieciaka film robił ogromne wrażenie, niestety część efektów CGI mocno się zestarzała i wpływa to na odbiór całości. Szczególnie scena z wodnymi tornadami wygląda paskudnie. Finał wciąż daje radę, nawet pod tym względem. Na szczęście De Bont użył też sporo praktyki, więc kilka efektownych scen trzyma poziom do dziś - przejazd przez dom, czy zrzut sprzętu rolniczego. Kiedyś też mniej bolały postacie z kartonu, poza Paxtonem nikt za bardzo się nie wyróżnia. Chemia między nim, a Helen Hunt też została tylko na papierze.
Kiedyś oceniłem na 9/10, teraz dałbym jakieś 7/10.
Twisters - stwierdziłem, że zaryzykuję seans i nie żałuję. Przez pierwsze pół godziny myślałem, że to będzie remake. Mniej więcej po tym czasie sequel wjeżdża na własną drogę i zostaje na niej do końca. Podoba mi się fikołek, jaki zrobili w historii, mimo iż jest dość przewidywalny. Są oczywiście nawiązania i lekko zerżnięte motywy z jedynki, ale nic co by mocno raziło. CGI jest w większości bardzo solidne - a w finale naprawdę zajebiste. Całościowo na pewno lepsze, niż w 90% tego, co ostatnio jest prezentowane w blockbusterach. Film zdecydowanie zyskałby na większym wykorzystaniu efektów praktycznych - kilka scen, aż się o to prosi. Niestety, pod tym względem Hollywood jest chyba nie do odratowania... De Bont miał też zdecydowanie więcej inwencji twórczej jeżeli chodzi o rozwałkę, tutaj starczyło tak naprawdę na jeden robiący wrażenie pomysł, a reszta scen z tornadami jest bliźniaczo podobna. Całość ma za to całkiem niezły klimat przygody na południu USA. Widać, że kręcono to w lokacjach, a nie w studiu.
Zadziwiająco, film stoi postaciami - mianowicie dwójką głównych bohaterów. Glen Powell i Daisy Edgar-Jones (swoją drogą prześliczna) mają świetną chemię, wyciskają co mogą z dość wątłego scenariusza, a przede wszystkim trauma głównej bohaterki ma przynajmniej jakieś znaczenie dla całości i jest tu miejsce na trochę emocji. Trochę szkoda, że Kosinski odpowiada tylko za historię, bo gdyby poprawić sceny akcji spokojnie byłaby to topka filmów katastroficznych. A tak, film raczej na dłużej w pamięci nie zostanie, chociaż chętnie kiedyś wrócę.
Na ten moment też 7/10. Chociaż plusik za to, że to po prostu czysta rozrywka - zadziwiająco w stylu lat 90-tych, bez silenia się na bycie czymś więcej. Bez moralizatorstwa, wtrętów politycznych, cytatów, czy mrugania okiem do widza itd. Brakuje mi takich filmów.
Kiedyś oceniłem na 9/10, teraz dałbym jakieś 7/10.
Twisters - stwierdziłem, że zaryzykuję seans i nie żałuję. Przez pierwsze pół godziny myślałem, że to będzie remake. Mniej więcej po tym czasie sequel wjeżdża na własną drogę i zostaje na niej do końca. Podoba mi się fikołek, jaki zrobili w historii, mimo iż jest dość przewidywalny. Są oczywiście nawiązania i lekko zerżnięte motywy z jedynki, ale nic co by mocno raziło. CGI jest w większości bardzo solidne - a w finale naprawdę zajebiste. Całościowo na pewno lepsze, niż w 90% tego, co ostatnio jest prezentowane w blockbusterach. Film zdecydowanie zyskałby na większym wykorzystaniu efektów praktycznych - kilka scen, aż się o to prosi. Niestety, pod tym względem Hollywood jest chyba nie do odratowania... De Bont miał też zdecydowanie więcej inwencji twórczej jeżeli chodzi o rozwałkę, tutaj starczyło tak naprawdę na jeden robiący wrażenie pomysł, a reszta scen z tornadami jest bliźniaczo podobna. Całość ma za to całkiem niezły klimat przygody na południu USA. Widać, że kręcono to w lokacjach, a nie w studiu.
Zadziwiająco, film stoi postaciami - mianowicie dwójką głównych bohaterów. Glen Powell i Daisy Edgar-Jones (swoją drogą prześliczna) mają świetną chemię, wyciskają co mogą z dość wątłego scenariusza, a przede wszystkim trauma głównej bohaterki ma przynajmniej jakieś znaczenie dla całości i jest tu miejsce na trochę emocji. Trochę szkoda, że Kosinski odpowiada tylko za historię, bo gdyby poprawić sceny akcji spokojnie byłaby to topka filmów katastroficznych. A tak, film raczej na dłużej w pamięci nie zostanie, chociaż chętnie kiedyś wrócę.
Na ten moment też 7/10. Chociaż plusik za to, że to po prostu czysta rozrywka - zadziwiająco w stylu lat 90-tych, bez silenia się na bycie czymś więcej. Bez moralizatorstwa, wtrętów politycznych, cytatów, czy mrugania okiem do widza itd. Brakuje mi takich filmów.
I want to belive.
14-07-2024, 18:34 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14-07-2024, 18:35 przez Gladius.)





