Daddio (2024) - Dakota Johnson wsiada do taksówki Seana Penna i po 10 minutach ciszy, zaczynają rozmawiać ze sobą o życiu, związkach, przeszłości, powoli się na siebie otwierając.
Filmy dziejące się w jednej lokacji zawsze ryzykują, że będą nudzić widza, ale nie w tym wypadku. Wszystko za sprawą dwóch rzeczy: kapitalnych kreacji dwójki aktorów oraz świetnej pracy kamery. Dakota jest przeurocza i choć z wierzchu wygląda na super nowoczesną "ą ę" kobetkę sukcesu z dobrą pracą, mieszkającą na Manhattanie, to prostolinijność Penna i jego obserwacje poparte doświadczeniem na temat życia i przede wszystkim związków nie obrażają jej. Nie powodują focha, co miałoby miejsce w przypadku większości nowoczesnych Amerykanek. Trzeba docenić, tym bardziej, że Penn w pewnym momencie jedzie ostro red pillem, grzebie w jej życiu, dopytuje.
Ale on też jest dość uczciwy i samokrytyczny, nie unika odpowiedzi na trudne pytania. Widać na jego twarzy doświadczenie życiowe, ale też zmęczenie, żal z powodu popełnionych kiedyś błędów. Szybko zdaje sobie sprawę, że ta pasażerka z tyłu jest dla niego tak samo ważnym drogowskazem jak on dla niej.
Wszystko dopełnia dość mocna końcówka.
Myślę, że ten film docenią przede wszystkim ci z nas, którzy choć raz w życiu trafili na kogoś, z kim połączyła nas natychmiastowa, zaskakująca i niespodziewana więź. Bo o tym chyba przede wszystkim jest ten film. Celebruje moc, jaką kryją w sobie te rzadkie chwile prawdziwej, ludzkiej więzi.
8/10
Filmy dziejące się w jednej lokacji zawsze ryzykują, że będą nudzić widza, ale nie w tym wypadku. Wszystko za sprawą dwóch rzeczy: kapitalnych kreacji dwójki aktorów oraz świetnej pracy kamery. Dakota jest przeurocza i choć z wierzchu wygląda na super nowoczesną "ą ę" kobetkę sukcesu z dobrą pracą, mieszkającą na Manhattanie, to prostolinijność Penna i jego obserwacje poparte doświadczeniem na temat życia i przede wszystkim związków nie obrażają jej. Nie powodują focha, co miałoby miejsce w przypadku większości nowoczesnych Amerykanek. Trzeba docenić, tym bardziej, że Penn w pewnym momencie jedzie ostro red pillem, grzebie w jej życiu, dopytuje.
Ale on też jest dość uczciwy i samokrytyczny, nie unika odpowiedzi na trudne pytania. Widać na jego twarzy doświadczenie życiowe, ale też zmęczenie, żal z powodu popełnionych kiedyś błędów. Szybko zdaje sobie sprawę, że ta pasażerka z tyłu jest dla niego tak samo ważnym drogowskazem jak on dla niej.
Wszystko dopełnia dość mocna końcówka.
Myślę, że ten film docenią przede wszystkim ci z nas, którzy choć raz w życiu trafili na kogoś, z kim połączyła nas natychmiastowa, zaskakująca i niespodziewana więź. Bo o tym chyba przede wszystkim jest ten film. Celebruje moc, jaką kryją w sobie te rzadkie chwile prawdziwej, ludzkiej więzi.
8/10
05-08-2024, 14:05





