(01-09-2020, 22:21)OGPUEE napisał(a): Kolor purpury - film bardzo "czarny" (pojawiają się nawet motywy Afryki), a jednak nie wygląda jak jakiś oscar-baitowiec nt. czarnych. Zero przerysowanego rasizmu i zwalania winy na białego diabła, brak white saviora, który ratuje dzień, a i wkurwiający wiadomą społeczność za "przekłamania" i fakt, że nakręcił jakiś białas :).
9/10
Nie no, było dojebywanie się do tego filmu oraz do faktu, iż nie nakręcił go czarny, także spokojnie :)
Generalnie powtórka po dekadzie wjechała jak w masło - szczególnie, że, o czym jakoś mało kto pamięta, to jest naprawdę ładnie nakręcony film, poetycko. I ogółem też w sumie mógłbym dać podobną ocenę, bo do pewnego momentu to jest czyste filmowe złoto, pozbawione jakichś ideologii czy pustych wypełniaczy i wszystko jest tu na najwyższym poziomie. Nawet idzie machnąć ręką na miejscami infantylny humor lub to, że wygląd czarnych na głębokim południu momentami jest żywcem wyjęty z katalogu mody, podczas gdy ci ludzie ledwo wiązali koniec z końcem, szczególnie, gdy uderzyła depresja. Niestety w połowie film się zaczyna rozjeżdżać i robić właśnie mocno oscar baitową bajeczką. Nie wiem na ile całość różni się od książki (którą ponoć Spielberg mocno złagodził, żeby było PG-13), ale odejście od głównego wątku jest jak dla mnie zbędne i niepotrzebnie wydłuża opowieść. Taki jest właśnie wątek Opry, która z postaci drugiego, a nawet trzeciego planu (widzimy ją wcześniej tylko dwa razy) nagle wysuwa się na plan pierwszy i to w sposób bliski montażu (ciach - więzienie, ciach - "niewola" u białych, którzy też pojawiają się znikąd, ciach - powrót). Kompletnie z dupy. A drugą sprawę, którą Stefan pokpił to listy, które zamieniają się w niezbyt przekonujący oraz znowu oddalający nas od losów głównej bohaterki, pejzaż Afryki. Nie tylko nie pasuje to zupełnie do wcześniejszego rozwoju wydarzeń, ale też jest źle rozegrane, bo pozbawione intymnego, osobistego podejścia Celie do - jakby nie patrzeć - tajemnicy. Co gorsza, nie jest to jakaś wciągająca epopeja, tylko w dużej mierze pierdoły straszne. I od tego momentu całość nie wraca już niestety do formy - reżysersko Spielberg położył nie tylko zakończenie rodem z Teletubisiów, ale też i scenę rodzinnego obiadu, w której za dużo gadania i wykładania kart na stół; i ogólnie za dużo tego i zbyt rozwleczone. Także ocena bez zmian: 7/10
Don't play with fire, play with Mefisto...
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
http://www.imdb.com/user/ur10533416/ratings
09-09-2024, 13:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 09-09-2024, 13:38 przez Mefisto.)





