"Red Right Hand" (2024)
Kolejny w ostatnim czasie akcyjniak duchowo nawiązujący do B-klasowych klasyków tego typu kina z lat ubiegłych. Fabularnie cudów nie ma - ot, mamy amerykańskie rednekowo i bohaterów mniej lub bardziej dobrych, którzy ostatecznie będą zmuszeni sami wymierzyć sprawiedliwość i postawić się tym bohaterom złym lub bardzo złym.
Pomimo schematycznego pisania, a być może dzięki temu (bo wiadomo, nie ma nic złego w schemacie, jeśli ten jest zrobiony z pomyślunkiem) ogląda się to bardzo dobrze, całość to taki trochę slow burn ale mamy realistycznie przedstawioną eskalację konfliktu i być może ciut rozczarowujący finał, ale znów wszystko w bardzo klasycznym sosie i jak najbardziej zjadliwe.
Orlando Bloom jako główny protagonista obrazka wypada zaskakująco dobrze, choć show zdecydowanie kradnie przerysowana (acz bardzo w duchu B-klasowych klasyków) rola Andie MacDowell jako "Big Cat", czyli szefowa bandy złych redneków, których eka też robi bardzo "pozytywne" wrażenie. Są oni mniej lub bardziej charakterystyczni i z przyjemnością oglądamy wysyłanie ich na tamten świat tym bardziej, że film jest dosyć brutalny i nie pieści się z pokazywaniem scen tortur czy odniesionych w boju ran - tutaj trzeba twórców pochwalić, że wszelkie efekty postrzałów i inne gory są zrobione jak najbardziej tradycyjnie, bez udziału kompa. Obsadę dopełnia jak zwykle charakterystyczny Garret Dillahunt w trochę nietypowej dla siebie (do pewnego momentu) roli.
Nie jest to oczywiście jakieś wielkie i wiekopomne dzieło ale bardzo porządny kawał B-klasowego kina pt. "znoje ludzi na zadupiu Stanów". Fanom tego typu opowieści obrazkowych jak najbardziej polecam.
7/10
Kolejny w ostatnim czasie akcyjniak duchowo nawiązujący do B-klasowych klasyków tego typu kina z lat ubiegłych. Fabularnie cudów nie ma - ot, mamy amerykańskie rednekowo i bohaterów mniej lub bardziej dobrych, którzy ostatecznie będą zmuszeni sami wymierzyć sprawiedliwość i postawić się tym bohaterom złym lub bardzo złym.
Pomimo schematycznego pisania, a być może dzięki temu (bo wiadomo, nie ma nic złego w schemacie, jeśli ten jest zrobiony z pomyślunkiem) ogląda się to bardzo dobrze, całość to taki trochę slow burn ale mamy realistycznie przedstawioną eskalację konfliktu i być może ciut rozczarowujący finał, ale znów wszystko w bardzo klasycznym sosie i jak najbardziej zjadliwe.
Orlando Bloom jako główny protagonista obrazka wypada zaskakująco dobrze, choć show zdecydowanie kradnie przerysowana (acz bardzo w duchu B-klasowych klasyków) rola Andie MacDowell jako "Big Cat", czyli szefowa bandy złych redneków, których eka też robi bardzo "pozytywne" wrażenie. Są oni mniej lub bardziej charakterystyczni i z przyjemnością oglądamy wysyłanie ich na tamten świat tym bardziej, że film jest dosyć brutalny i nie pieści się z pokazywaniem scen tortur czy odniesionych w boju ran - tutaj trzeba twórców pochwalić, że wszelkie efekty postrzałów i inne gory są zrobione jak najbardziej tradycyjnie, bez udziału kompa. Obsadę dopełnia jak zwykle charakterystyczny Garret Dillahunt w trochę nietypowej dla siebie (do pewnego momentu) roli.
Nie jest to oczywiście jakieś wielkie i wiekopomne dzieło ale bardzo porządny kawał B-klasowego kina pt. "znoje ludzi na zadupiu Stanów". Fanom tego typu opowieści obrazkowych jak najbardziej polecam.
7/10
The height and weight of the victim can only be estimated from the partial remains. The torso has been severed in mid-thorax; there are no major organs remaining. Right arm has been severed above the elbow with massive tissue loss in the upper musculature... partially denuded bone remaining...
21-09-2024, 15:15 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21-09-2024, 15:31 przez slepy51.)






