(11-10-2024, 15:02)simek napisał(a): Nadrabiam sobie Bareję:
Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz - dosyć mocno przeszkadzał mi tutaj fakt, że tak mało skupiamy się na głównym wątku fabularnym, a jest mnóstwo scen, postaci wrzucony ot tak, bo chyba Barei się podobał pomysł i nie mógł sobie odmówić włożenia tego do filmu. Nie wiem, czy ja się pogubiłem w historii, ale ten kultowy monolog o tym jakie gość ma dobre połączenie nie łączy się tutaj z zupełnie niczym? W samej intrydze z szukaniem dowodów na zdradę żony się dosyć kiepsko odnajdowałem - jakby zrobić cały film tylko o tym, to podejrzewam, że mógłby być sporo lepszy, czytam na Filmwebie, że podobno nigdzie nie zachowała się wersja sprzed kastracji przez cenzurę, to może jest powód takiego chaosu? Oczywiście można to oglądać dla nostalgii i dla beki z różnych absurdów, czy dialogów, ale tak czysto filmowo to jest to raczej średnia produkcja. Dam 5+/10
Nie ma róży bez ognia - tutaj znacznie lepiej, z dotychczas obejrzany to chyba najlepszy film Barei: wystarczyła normalna fabuła lecąca od A do Z bez miliona wątków pobocznych i już ogląda się to przyjemniej. Nawet tej legendarnej niechlujności w reżyserii, montażu jest tutaj jakby mniej, ba, film miejscami ma naprawdę ładne zdjęcia - niektóre ujęcia z wnętrza coraz bardziej zagraconego i pełnego lokatorów mieszkania, czy taniec na dachu bloku niczego sobie. Zdarzają się też trochę bardziej pomysłowe sceny nie skupiające się na samych dialogach: wciąganie lodówki, pobudka po libacji czy pogoń za autobusem. Świetne są również postacie, na czele z Dąbczakiem, który powinien trafić na jakąś listę najlepszych łotrów polskiego kina :) Bardzo mi się podobało, więc dam, może z pewną przesadą, 8/10
Pominąłeś Poszukiwany, poszukiwana? Jeden z najlepszych filmów Barei i jedna z tych produkcji, która ma jakąś tam fabułę, gdzie wątki poboczne jeszcze tak nie dominują jak w następnych filmach. Choć ja akurat nic nie mam do epizodyczności filmów Barei, podobają mi się tak samo, jak te wcześniejsze filmy, które skupiają się bardziej na fabule. Jedyny z filmów Barei, który mi średnio wszedł to "Niespotykanie spokojny człowiek".Nie dziwię się że mało kto w ogóle wymienia ten film. A jeszcze "Przygoda z piosenką" średnio mi podeszła.
Choć akurat mnie podobają się też te pierwsze komedie Barei, z lat 60, są urocze w swej naiwności, czyli "Mąż swojej żony", "Żona dla Australijczyka", "Małżeństwo z rozsądku". Ale ja nie potrafię tych filmów nie lubić, bo moją ulubioną polską aktorką była, jest i zawsze będzie Elżbieta Czyżewska, nazywana polską Monroe. Co za talent, wdzięk i seksapil. Nie dziwię się że nasi dziadkowie szaleli za nią. I przykro się robi jak przypomnę sobie jak jej kariera się potoczyła z powodów politycznych, jak została zniszczona i nie odnalazła się w Hollywood. Polecam Ci z nią komedię Giuseppe w Warszawie, partnerował jej Zbigniew Cybulski.
Nie widziałem za to kryminału Barei czyli "Dotknięcie nocy" i co pewnie będzie zaskoczeniem dla wielu serialu "Kapitan Sowa na tropie" z Gołasem. To jedyny klasyk serialowy, którego nie oglądałem jak leciał w telewizji, ani po latach nie nadrobiłem. Oczywiście uwielbiam ""Alternatywy 4, ale widziałem tyle razy, że z 10 lat nie przypominałem sobie, bo gdybym obejrzał jeszcze raz to przedawkowałbym ten serial (takim fanem byłem że zrobiłem to sobie i obejrzałem tą kontynuacje po kilkudziesięciu latach i nic z niej nie pamiętam). Lubię też "Zmienników", zawsze lubiłem.
Co do tej epizodyczności filmów Barei to ktoryś z polskich krytyków (Oleszczyk, Raczek?) kiedyś wygłosił albo napisal w jakiejś recenzji taką kontrowersyjną tezę, która wywołała małą burzę w polskim środowisku filmowym bo nazwał współczesnym Bareją, Patryka Vegę. W sumie coś w tym jest, filmy Vegi i Barei wizualnie nie zachwycają, wydają się być chaotyczne w swej strukturze, brak fabuły:)
13-10-2024, 00:14 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13-10-2024, 00:22 przez michax.)





