Martin (1977) - rok temu koleżka Paszczak polemizował ze mną, że to Świt żywych trupów jest najlepszym filmem Romera. Więc po roku obejrzałem tego Marcina i cóż. Wciąż uważam Świt za lepszy film.
Z pewnością zmusza do jakiejś refleksji. Traktowałbym alegorię osób dotkniętych jakąś stygmą - np. HIVem, byciem w mniejszości i potem obalać różne mity na ten temat. Martin stara się jakoś funkcjonować i jak już musi się oddawać swej żądzy, to robi wszystko by nie zostać złapany. I lepiej otaczać się ludźmi, którzy nie są toksyczni. Pułkownik Sanders będący kuzynem Martina, podchodzi z rezerwą do jego domniemanego wampiryzmu. Nawet jak orientuje się, że krzyże nie robią mu krzywdy, to każe mu iść do kościoła, bo co ludzie pomyślą :). Ale już wnuczka Sandersa z młodszego pokolenia jako tako akceptuje wampira. Można też interpretować czy Martin nie jest chory psychicznie i czy nie przydałaby się terapia. I można zrozumieć, bo nie każdy ma odwagę pójść do psychologa i żyć w pewną łatką.
Zaskoczyło mnie dość tanie, żeby nie powiedzieć amatorskie wykonanie, bo Romero raczej był dobrym fachowcem. I rok później Świt żywych trupów wyglądał profesjonalnie. Choć grindhouse'owy klimacik bije od tego, zwłaszcza w połączeniu z muzyką jak z Krainy grzybów. No i emulacja starych czarno-białych filmów też jednak wyszła Romero.
Trochę spodziewałem się więcej, ale cieszę że mogłem obejrzeć.
7/10
Z pewnością zmusza do jakiejś refleksji. Traktowałbym alegorię osób dotkniętych jakąś stygmą - np. HIVem, byciem w mniejszości i potem obalać różne mity na ten temat. Martin stara się jakoś funkcjonować i jak już musi się oddawać swej żądzy, to robi wszystko by nie zostać złapany. I lepiej otaczać się ludźmi, którzy nie są toksyczni. Pułkownik Sanders będący kuzynem Martina, podchodzi z rezerwą do jego domniemanego wampiryzmu. Nawet jak orientuje się, że krzyże nie robią mu krzywdy, to każe mu iść do kościoła, bo co ludzie pomyślą :). Ale już wnuczka Sandersa z młodszego pokolenia jako tako akceptuje wampira. Można też interpretować czy Martin nie jest chory psychicznie i czy nie przydałaby się terapia. I można zrozumieć, bo nie każdy ma odwagę pójść do psychologa i żyć w pewną łatką.
Zaskoczyło mnie dość tanie, żeby nie powiedzieć amatorskie wykonanie, bo Romero raczej był dobrym fachowcem. I rok później Świt żywych trupów wyglądał profesjonalnie. Choć grindhouse'owy klimacik bije od tego, zwłaszcza w połączeniu z muzyką jak z Krainy grzybów. No i emulacja starych czarno-białych filmów też jednak wyszła Romero.
Trochę spodziewałem się więcej, ale cieszę że mogłem obejrzeć.
7/10
18-10-2024, 21:50





