Kos - po odmienianiu w recenzjach przez wszystkie przypadki nazwiska Tarantino byłem sceptycznie nastawiony, bo spodziewałem się jakiegoś pajacowania przed kamerą i kwiecistych, bezsensownych dialogów, a tutaj pozytywne zaskoczenie, bo te skojarzenia z Quentinem są subtelne, nawet nie wiem czy to była główna inspiracja, bo przecież pomysłów na taką grę w kotka i myszkę w kinie trochę było, chociaż no wiadomo, że kulminacyjna scena mocno przypomina masakrę w piwnicy z Bękartów wojny. W każdym razie bardzo mi się podobało, dobra decyzja, żeby tak mało mówić o Kościuszce jako takim, wszystko co widz musi o nim wiedzieć, to że wrócił ze Stanów z murzynem i chce zrobić powstanie, więc ruskie go poszukują. Równie dobrze mogłoby to być o fikcyjnej postaci, bo liczy się sama fabuła, a nie tło historyczne.
Wszystko jest tutaj zrobione po prostu jak należy, nie mam się zbytnio do czego przyczepić. Największe pochwały idą do aktorów, bo zwłaszcza Simlat i Więckiewicz dają czadu, jeśli to nie ich najlepsze występy w karierze, to na pewno najbarwniejsze, Braciak i Bielenia poprawni.
Ogólnie: dobra zabawa, niech Maślona kręci dalej, bo może będą z niego ludzie. Ode mnie 8/10 być może tylko z lekkim patriotycznym przymknięciem oka na wady, czy płycizny fabularne.
Wszystko jest tutaj zrobione po prostu jak należy, nie mam się zbytnio do czego przyczepić. Największe pochwały idą do aktorów, bo zwłaszcza Simlat i Więckiewicz dają czadu, jeśli to nie ich najlepsze występy w karierze, to na pewno najbarwniejsze, Braciak i Bielenia poprawni.
Ogólnie: dobra zabawa, niech Maślona kręci dalej, bo może będą z niego ludzie. Ode mnie 8/10 być może tylko z lekkim patriotycznym przymknięciem oka na wady, czy płycizny fabularne.
28-10-2024, 15:47





