31. października za mną. I jak co roku w tą ponurą noc rozszerzam straszdziernik o kilka tytułów więcej w ostatnią noc. Wraz Monster Munchami i Trolli (w tym roku Lidl nie zawiódł i nie muszę kupować gdzieś drożej. Jak już Tusk nas wyprzedał Niemcom, to przynajmniej niech ja coś z tego mam :P) będę wczuwać się w klimat grozy. Choć pewnie guzik, bo napięcie zburzą opętane przez pogan dusze zachęcone moimi halloweenowymi dekoracjami. I dzisiaj poszły następujące obrazy:
The Witch Eggers (2015) - szersza opinia w stosownym temacie.
A ocena 7/10
House on Haunted Hill (1959) - z Williama Castle'a wypadło na jego najstarszą produkcję (i najkrótszą, bo 74 minuty). O filmie wiedziałem tylko tyle, że jest Vincent Price i nawiedzony dwór. I że jest w domenie publicznej.
Co mnie zaskoczyło to tytułowy dom. Spodziewałem się n-tej rezydencji Batesow i Adamsów, a wygląda jak muzeum sztuki nowoczesnej. Price i Ohmart znakomicie gra podejrzane małżeństwo o niejednoznacznej relacji. Reszta aktorów już mniej, bo i tak wiadomo, że służą za potencjalne mięso armatnie :). Zwłaszcza brunetka, która wiecznie panikuje i drze japę. Kilka jest drastycznych widoczków na tamte czasy. I jeden zgon wziął mnie z zaskoczenia. I potem zmienia się to w kryminał. To chyba z tego filmu pochodzi motyw o
żywionego kościotrupa jako straszaka.
7/10
Bloody Murder - najbardziej stereotypowy psychopata z slashera w akcji!
![[Obrazek: bloodymurder.jpg]](https://web.archive.org/web/20100104070532if_/http://obscurehorror.com/bloodymurder.jpg)
Maska – check!
Piła mechaniczna jako broń – check!
Działa na jakimś zadupiu – check!
Ma tajemniczą przeszłość – check!
Mimo, że zginął, to i tak w ostatnich sekundach filmu magicznie ożywia – check!
Wraca w sequelu – check! check!
Plus do tego są głupie nastolatki i hillbilly ostrzegają cy przed złem. Przecież to najbardziej memiczne wyobrażenie slashera, którego nabijano się w Goofym i innych. W dodatku większość filmu bardziej to wygląda jak odcinek Jeziora marzeń, nawet muzyka taka podobnawa. Nie mówiąc o sposobie kręcenia z wczesnych TV teen dram. Realizacja i tak jest amatorska i wszystkie mordy odbywają się za kadrem. Oczywiście, że się spodziewałem słabiaka. Ale wiadomo te filmy ogląda dla beki i zgryzliwego komentowania. Co mogę pozytywnego to muzyka nawet spoko. I red herring im wyszedł.
1,5/10
PS. Jedyna kopia jaką znalazłem to z niemieckim dubbingiem. Nie straszne mi, bo oglądało się Super RTL i KiKA, a GodzillaxKong w kinie widziałem po szwabsku, a trochę z tego języka rozumiem. A Niemiaszki (i Austriaki) są dobrzy w dubowe klocki. A to nie film, którego dialogi są ważne. Co do Niemców, to właśnie z tego kraju pochodzi nastepny film, czyli:
Zabójczy kondom - jak kiedyś układałem pierwszy wieczorek halloweenowy z kolegami z liceum, to z tych „zwałowych” filmów kandydatem był Zabójczy kondom z racji tytułu. Mija dekada (ja pierdziu, nierealne) i spełniłem ten zamiar. Nasz morderczy kondom jest trochę jak filmy Winnetou - tak jak tam cała akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych i bohaterowie są Amerykanami, ale językiem urzędowym jest niemiecki :). Z tą różnicą, że faktycznie to kręcili w Stanach, a nie Jugosławii i nie-biali są grani przez nie-białych zamiast żabojadów i Jugoli.
Zgodnie z najlepszymi parodiami aktorzy grają to z pełną powagą. I główny bohater wyglądający jak szkopski Bruce Willisa ma stylówę jak z sensacyjniaka (i przyznaję świetnie gra). Nawet jest scena tiko-romantiko. Także efekty specjalne są niezłe. Ku memu zaskoczeniu konsultantem był sam H. R. Ginger.
Co skrytykował bym, to że film jest za długi i w połowie siada mu tempo. Trwa prawie 2 godziny, gdy metraż spokojnie nadawałby się 90-minutowca.
6/10
Equinox (1970) - późny Ray Harryhausen spotyka wczesnego Sama Raimiego (metaforycznie, bo obaj nie pracowali nad tym). Nie spodziewałem się, że Criterion ma to w swojej kolekcji, bo tytuł mało znany i znany mi tu tylko jest Jim Danfortha i David Allen.
Gdyż aktorstwo kiepskie (a niektórzy brzmią jak zdubbingowani), szczególnie głównego złego wykrzywiającego mordę, fabułę można przewidzieć (jeden gościu ma na nazwisko Asmodeus. Zastanawiam, czego się po nim spodziewać), sposób realizacji przestarzały jak z lat 50., a niekiedy skojarzenia miałem - o zgrozo - Manos, Hands of Fate. Co jest dobre to efekty poklatkowe w wykonaniu Danfortha i Allena, jak i efekt niebieskiego jaskiniowca. Tylko dla nich moooożna ujrzeć ów tytuł.
5/10
I tak spooktober/straszdziernik za mną. Zaś moje spooktoberowe TOP5:
1. 28 dni później
2. Babadook
3. Demon
4. The Rocky Picture Horror Show
5. Ex aequo The Fog (1980) i Kształt wody
The Witch Eggers (2015) - szersza opinia w stosownym temacie.
A ocena 7/10
House on Haunted Hill (1959) - z Williama Castle'a wypadło na jego najstarszą produkcję (i najkrótszą, bo 74 minuty). O filmie wiedziałem tylko tyle, że jest Vincent Price i nawiedzony dwór. I że jest w domenie publicznej.
Co mnie zaskoczyło to tytułowy dom. Spodziewałem się n-tej rezydencji Batesow i Adamsów, a wygląda jak muzeum sztuki nowoczesnej. Price i Ohmart znakomicie gra podejrzane małżeństwo o niejednoznacznej relacji. Reszta aktorów już mniej, bo i tak wiadomo, że służą za potencjalne mięso armatnie :). Zwłaszcza brunetka, która wiecznie panikuje i drze japę. Kilka jest drastycznych widoczków na tamte czasy. I jeden zgon wziął mnie z zaskoczenia. I potem zmienia się to w kryminał. To chyba z tego filmu pochodzi motyw o
żywionego kościotrupa jako straszaka.
7/10
Bloody Murder - najbardziej stereotypowy psychopata z slashera w akcji!
![[Obrazek: bloodymurder.jpg]](https://web.archive.org/web/20100104070532if_/http://obscurehorror.com/bloodymurder.jpg)
Maska – check!
Piła mechaniczna jako broń – check!
Działa na jakimś zadupiu – check!
Ma tajemniczą przeszłość – check!
Mimo, że zginął, to i tak w ostatnich sekundach filmu magicznie ożywia – check!
Wraca w sequelu – check! check!
Plus do tego są głupie nastolatki i hillbilly ostrzegają cy przed złem. Przecież to najbardziej memiczne wyobrażenie slashera, którego nabijano się w Goofym i innych. W dodatku większość filmu bardziej to wygląda jak odcinek Jeziora marzeń, nawet muzyka taka podobnawa. Nie mówiąc o sposobie kręcenia z wczesnych TV teen dram. Realizacja i tak jest amatorska i wszystkie mordy odbywają się za kadrem. Oczywiście, że się spodziewałem słabiaka. Ale wiadomo te filmy ogląda dla beki i zgryzliwego komentowania. Co mogę pozytywnego to muzyka nawet spoko. I red herring im wyszedł.
1,5/10
PS. Jedyna kopia jaką znalazłem to z niemieckim dubbingiem. Nie straszne mi, bo oglądało się Super RTL i KiKA, a GodzillaxKong w kinie widziałem po szwabsku, a trochę z tego języka rozumiem. A Niemiaszki (i Austriaki) są dobrzy w dubowe klocki. A to nie film, którego dialogi są ważne. Co do Niemców, to właśnie z tego kraju pochodzi nastepny film, czyli:
Zabójczy kondom - jak kiedyś układałem pierwszy wieczorek halloweenowy z kolegami z liceum, to z tych „zwałowych” filmów kandydatem był Zabójczy kondom z racji tytułu. Mija dekada (ja pierdziu, nierealne) i spełniłem ten zamiar. Nasz morderczy kondom jest trochę jak filmy Winnetou - tak jak tam cała akcja dzieje się w Stanach Zjednoczonych i bohaterowie są Amerykanami, ale językiem urzędowym jest niemiecki :). Z tą różnicą, że faktycznie to kręcili w Stanach, a nie Jugosławii i nie-biali są grani przez nie-białych zamiast żabojadów i Jugoli.
Zgodnie z najlepszymi parodiami aktorzy grają to z pełną powagą. I główny bohater wyglądający jak szkopski Bruce Willisa ma stylówę jak z sensacyjniaka (i przyznaję świetnie gra). Nawet jest scena tiko-romantiko. Także efekty specjalne są niezłe. Ku memu zaskoczeniu konsultantem był sam H. R. Ginger.
Co skrytykował bym, to że film jest za długi i w połowie siada mu tempo. Trwa prawie 2 godziny, gdy metraż spokojnie nadawałby się 90-minutowca.
6/10
Equinox (1970) - późny Ray Harryhausen spotyka wczesnego Sama Raimiego (metaforycznie, bo obaj nie pracowali nad tym). Nie spodziewałem się, że Criterion ma to w swojej kolekcji, bo tytuł mało znany i znany mi tu tylko jest Jim Danfortha i David Allen.
Gdyż aktorstwo kiepskie (a niektórzy brzmią jak zdubbingowani), szczególnie głównego złego wykrzywiającego mordę, fabułę można przewidzieć (jeden gościu ma na nazwisko Asmodeus. Zastanawiam, czego się po nim spodziewać), sposób realizacji przestarzały jak z lat 50., a niekiedy skojarzenia miałem - o zgrozo - Manos, Hands of Fate. Co jest dobre to efekty poklatkowe w wykonaniu Danfortha i Allena, jak i efekt niebieskiego jaskiniowca. Tylko dla nich moooożna ujrzeć ów tytuł.
5/10
I tak spooktober/straszdziernik za mną. Zaś moje spooktoberowe TOP5:
1. 28 dni później
2. Babadook
3. Demon
4. The Rocky Picture Horror Show
5. Ex aequo The Fog (1980) i Kształt wody
01-11-2024, 02:41





