Dziś Dzień Wszystkich Świętych (albo Dzień Zmarłych, jeśli kogoś triggeruje chrześcijaństwo) i coś o duszach zmarłych:
Nawiedzony dwór (2003) - jak byłem w paryskim Disneylandzie udało mi się zaliczyć ichniejszy Phantom Manor. Prolog nastraja, bo klimat jak z Upiora w operze, a mamy powieszonego samobójcę w kadrze. A potem zjawia się Murphy i próbę grozy szlag trafia, gdy pojawia sprzedając dom nadekspresyjnym gościu z głosem śp. Paszkowskiego.
Największym błędem było zrobienie z tego komedii. Piraci z Karaibów odnieśli taki sukces, bo jednak wpisywali się w przygodowe kino pirackie i odpowiednia ilość humoru była naturalna (a także on nie dominował). I byli traktowani SERIO i dla szerokiej publiczności, nie tylko dzieciaków. I analogicznie Haunted Mansion powinien być horrorem. Nawet Murphy by nie przeszkadzał, bo np. w Gliniarzu z metropolii potrafił się odnaleźć w poważniejszym repertuarze. Może być ilość jakiegoś czarnego humoru, bo niektóre horrory (w tym takie lżejsze) również z tego korzystały. A z horroru da się zrobić PG-13 czy nawet niższą kategorię. Czego mnie nauczyły spooktobery, to groza nie musi polega na ukazywaniu krwi i drastycznych scen. Taka Gęsia skórka dzieciaka straszyła, a z perspektywy dorosłego jest dość łagodna.
Szczególnie, iż fabuła nie taka zła i ogląda się bez boleści. Co przyznaję, jest ładnie wyglądający. Wrażenie robi scenografia, CG zestarzało, ale dobrze rozegrali z śpiewającymi popiersiami, które przypominają animację poklatkową i uwzględnia sztywność kamienia. I to czasy korzystania z autentycznego korzystania efektów praktycznych, jak np. truposze w mauzoleum.
Z dubbingiem było oglądane - Zamachowski to dostał angaż za nazwisko (a Stuhr to za bardzo się cenił). Za to Gabriela Kownacka to bardziej pasuje na Madame Leotę niż Jennifer Tilly. Najlepiej dobrany był Witold Pyrkosz. Ciekawe, że w polskim dubie Murphy i jeden z dzieciaków mamrocze "O Jezu", gdy pewnie w analogicznym amerykanie byłby to eufemizm, bo jakieś idiotyczne protestanckie powody. Kolberger średnio pasuje do roli Gracey'ego (zdecydowanie o 20 lat za starszy). Także dobrze, że dzieciaki są dobrze obsadzone i zagrane. I widzę, że dialogista wiedział co jego dzieci oglądają, bo wspomniany jest popularny wówczas Bob Budowniczy (lepsze to niż jakiś nachalny polonizm pasujący do usańskich realiów jak pięść do oka).
5/10
Nawiedzony dwór (2023) - po dwudziestu latach przyszło nowe podejście do ekranizacji The Haunted Mansion. Bardziej idzie to w horrorowej klimaty, ale dominuje komedia. I jak jest pierwsza scena ze straszydłami, to towaryszy komediowe płukanie. W ogóle nie rozumiem, czemu się Disney dyga się zrobić pełnoprawny horror? Nawet jak tworzyli film z okazji otwarcia Tower of Terror, inspirowanej nieprzeznaczoną dla dzieci Strefą mroku, to też była jakas głupawa lekka komedia. Patrz znowu Gęsia skórka. I co lepiej... to w latach 80. Disney nakręcił Watcher In the Wood, które było 100-procentowym horrorem (i dało się to zmieścić w ramach PG) czy Something Wicked This Way Comes (oba widziane i polecane):
Realizacja tym razem gorsza. Scenografia ma mniejszy ten efekt "wow" i nie ma jak nacieszyć się detalami. Jeszcze dochodzą do tego trawiące współczesne kino bure, mdłe kolory. Fajnie, że idzie w odmienną fabułę, aniżeli kopiować z gorszym skutkiem film z Murphym. Więc można pobawić w porównanie różnego podejścia do tematu. Postacie proste, ale pamiętliwe i dające się lubić. I o dziwo postać dziecięca za martwego rodzica ma ojca :).Ponownie - ogląda się bez boleści i choć trwa dwie godziny, to tempo ma dobre. Ot, taki średniaczek do zajęcia wolnego czasu.
Także z polskim dubbingiem. Trochę lepiej dobrany, bo mniej celebrytów w obsadzie i bardziej przez to naturalne. Taka ciekawostka - reżyserię i dialogi robili ci sami ludzie co w polskiej wersji językowej filmu z Murphym.
5/10
Nawiedzony dwór (2003) - jak byłem w paryskim Disneylandzie udało mi się zaliczyć ichniejszy Phantom Manor. Prolog nastraja, bo klimat jak z Upiora w operze, a mamy powieszonego samobójcę w kadrze. A potem zjawia się Murphy i próbę grozy szlag trafia, gdy pojawia sprzedając dom nadekspresyjnym gościu z głosem śp. Paszkowskiego.
Największym błędem było zrobienie z tego komedii. Piraci z Karaibów odnieśli taki sukces, bo jednak wpisywali się w przygodowe kino pirackie i odpowiednia ilość humoru była naturalna (a także on nie dominował). I byli traktowani SERIO i dla szerokiej publiczności, nie tylko dzieciaków. I analogicznie Haunted Mansion powinien być horrorem. Nawet Murphy by nie przeszkadzał, bo np. w Gliniarzu z metropolii potrafił się odnaleźć w poważniejszym repertuarze. Może być ilość jakiegoś czarnego humoru, bo niektóre horrory (w tym takie lżejsze) również z tego korzystały. A z horroru da się zrobić PG-13 czy nawet niższą kategorię. Czego mnie nauczyły spooktobery, to groza nie musi polega na ukazywaniu krwi i drastycznych scen. Taka Gęsia skórka dzieciaka straszyła, a z perspektywy dorosłego jest dość łagodna.
Szczególnie, iż fabuła nie taka zła i ogląda się bez boleści. Co przyznaję, jest ładnie wyglądający. Wrażenie robi scenografia, CG zestarzało, ale dobrze rozegrali z śpiewającymi popiersiami, które przypominają animację poklatkową i uwzględnia sztywność kamienia. I to czasy korzystania z autentycznego korzystania efektów praktycznych, jak np. truposze w mauzoleum.
Z dubbingiem było oglądane - Zamachowski to dostał angaż za nazwisko (a Stuhr to za bardzo się cenił). Za to Gabriela Kownacka to bardziej pasuje na Madame Leotę niż Jennifer Tilly. Najlepiej dobrany był Witold Pyrkosz. Ciekawe, że w polskim dubie Murphy i jeden z dzieciaków mamrocze "O Jezu", gdy pewnie w analogicznym amerykanie byłby to eufemizm, bo jakieś idiotyczne protestanckie powody. Kolberger średnio pasuje do roli Gracey'ego (zdecydowanie o 20 lat za starszy). Także dobrze, że dzieciaki są dobrze obsadzone i zagrane. I widzę, że dialogista wiedział co jego dzieci oglądają, bo wspomniany jest popularny wówczas Bob Budowniczy (lepsze to niż jakiś nachalny polonizm pasujący do usańskich realiów jak pięść do oka).
5/10
Nawiedzony dwór (2023) - po dwudziestu latach przyszło nowe podejście do ekranizacji The Haunted Mansion. Bardziej idzie to w horrorowej klimaty, ale dominuje komedia. I jak jest pierwsza scena ze straszydłami, to towaryszy komediowe płukanie. W ogóle nie rozumiem, czemu się Disney dyga się zrobić pełnoprawny horror? Nawet jak tworzyli film z okazji otwarcia Tower of Terror, inspirowanej nieprzeznaczoną dla dzieci Strefą mroku, to też była jakas głupawa lekka komedia. Patrz znowu Gęsia skórka. I co lepiej... to w latach 80. Disney nakręcił Watcher In the Wood, które było 100-procentowym horrorem (i dało się to zmieścić w ramach PG) czy Something Wicked This Way Comes (oba widziane i polecane):
Realizacja tym razem gorsza. Scenografia ma mniejszy ten efekt "wow" i nie ma jak nacieszyć się detalami. Jeszcze dochodzą do tego trawiące współczesne kino bure, mdłe kolory. Fajnie, że idzie w odmienną fabułę, aniżeli kopiować z gorszym skutkiem film z Murphym. Więc można pobawić w porównanie różnego podejścia do tematu. Postacie proste, ale pamiętliwe i dające się lubić. I o dziwo postać dziecięca za martwego rodzica ma ojca :).Ponownie - ogląda się bez boleści i choć trwa dwie godziny, to tempo ma dobre. Ot, taki średniaczek do zajęcia wolnego czasu.
Także z polskim dubbingiem. Trochę lepiej dobrany, bo mniej celebrytów w obsadzie i bardziej przez to naturalne. Taka ciekawostka - reżyserię i dialogi robili ci sami ludzie co w polskiej wersji językowej filmu z Murphym.
5/10
01-11-2024, 23:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01-11-2024, 23:47 przez OGPUEE.)





