z początku chciałem umieścić tego posta w serialach, ale po namyśle doszedłem do wniosku, że to właśnie tutaj będzie najodpowiedniejsze miejsce, żeby powspominać. przed chwila skończyłem oglądać drugiego kinowego x-filesa z pretensjonalnym podtytułem I want to belive. powiem szczerze, że dla eks-miłośnika serialu -- ("eks", bo jak nazwać inaczej gościa, który przechowuje na dysku raptem parenaście epizodów, a reszte wywala jako nieoglądalne?) -- otóż dla eks-miłośnika x-filesów, który po latach rozłąki postanowił powrócić do źródeł swoich młodzieńczych fascynacji kinematografią, carter przywalił tu z grubej rury: wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że jak dobrze pójdzie, to dostane z łaski kolejny sztampowy odcinek serialu rozciągnięty na torturach do pełnego metrażu - coś jak przeklinane przeze mnie fight the future, tylko że 10x tańsze. nie da się ukryć, że film jest mocno niskoprofilowany - przyzwyczajenia do reżyserii telewizyjnej są silne. momentami wygląda to tak, jakby ktoś bardziej znający się na robieniu widowisk kinowych wziął scenariusz i dopisał tu i tam: panorama, kran, większy wybuch, lot helikoptera nad miastem etc. ale takie podejście paradoksalnie działa to na korzyść filmu - jak dowodzą liczne przykłady nadmiar budżetu bywa nieraz równie niszczycielski w skutkach jak jego niedobór. ok, do rzeczy, bo zaczynam odlatywać:
The X-Files I Want To Belive oceniam krótko: nadspodziewanie dobry. zaskakująco świetny. i mega dojrzały. słówko "dojrzałość" idealnie oddaje to, co zobaczyłem, nawet pomimo faktu, że scenariuszowa intryga jest po prostu żenująco odtwórcza i bezdennie kretyńska. jednakże chyba nie o to chodziło carterowi, żeby eksponować meandry fabuły. fabuła jest tu ledwie pretekstem do sportretowania pary głównych bohaterów. carter czyni to w sposób dla mnie powalający - ostateczny i definitywny, dając jasno i wyraźnie do zrozumienia, że nie ma powrotu do piwnic FBI. juz choćby za samą konsekwencje w ukazywaniu muldera i scully oraz za odważne postawienie krechy, oddzielającej światopoglądowe "wtedy" dwójki agentów od światopoglądowego "teraz" - już choćby za to należy się reżyserowi owacja na stojąco.
![[Obrazek: thexfilesiwanttobelievet.jpg]](http://img16.imageshack.us/img16/9545/thexfilesiwanttobelievet.jpg)
scully (gillian anderson to aktorka tak znakomita, że brakuje w ludzkim języku określeń na przekazanie zachwytu nad jej warsztatem) nie kasuje już comiesięcznych czeków od federalnych. zatrudniona w szpitalu, walczy o życie chłopca, cierpiącego na bardzo rzadkie zwyrodnienie mózgu, i to walczy na przekór szpitalnemu betonowi w postaci rady duchownych (na marginesie: ksiądz-sodomita i wredny ksiądz dyrektor kliniki lekko zajeżdżają antyklerykalną wymową). odpowiedź na pytanie, czy dzieciak wygrał z chorobą (przeżył operacje czy nie), nie pada. scully podejmuje sie ryzykownego zabiegu na otwartym mózgu chłopca, lecz finałowego rozstrzygnięcia carter nie ujawnia. znowu siekierka dla reżysera. co się zaś tyczy muldera, to ten mocno zgorzkniały, zarośnięty jak jaskiniowiec mieszka aktualnie w wiejskiej chatce gdzieś na pipidówie, a mówiąc precyzyjniej: ukrywa sie, gdyż za jego głowę FBI wyznaczyło nagrodę. swoją przygode z archiwum traktuje jako zamknięty rozdział. na zaginionej siostrze też postawił krzyżyk. jego życie towarzyskie wprost kwitnie - w wolnych chwilach zajmuje się wycinaniem z gazet co bardziej intrygujących artykułów przyrodniczych. jak sam twierdzi, izolacja mu służy, co widać doskonale na załączonym obrazku:
![[Obrazek: thexfilesiwanttobelieve.jpg]](http://img410.imageshack.us/img410/8273/thexfilesiwanttobelieve.jpg)
jak rzekłem, na temat fabuły nie ma sensu sie rozpisywać, bo jest żałosna i ewidentnie pochodzi z recyclingu (poprzednia z kolei do fight the future nosiła blizny po tuzinie przeróbek) - carter scenarzysta to jednak zupełnie inna osoba niż carter-reżyser. grupa ruskich wykrada organy ze szpitali celem przeszczepienia ich jednemu ze swoich śmiertelnie chorych ludzi. wszystko mają dograne na tip-top, do eksperymentu przygotowują się w zaciszu tajnego hangaru-laboratorium, a sprzęt medyczny to chyba zwinęli jigsawowi z piły. pech chciał, że w tropieniu organów do transplantacji zapędzają się o krok za daleko: porywają agentke federalna. w czynności poszukiwawcze zostają zaangażowani mulder (w zamian za pomoc w śledztwie FBI zobowiązało sie wycofać zarzuty przeciw jego osobie) oraz tajemnicze medium (wspomniany ksiądz-pedofil). moim zdaniem lepiej by było, gdyby carter w scenariuszu większy nacisk położył na środowisko pedofilów, gwałcicieli i zboków, a nie rosyjskich potomków dr frankensteina, ale niestety certyfikat wiekowy ma swoje debilne wymogi, niepozwalające zbytnio epatować kontrowersjami. z drugiej strony x-files I want to belive i tak posuwa sie daleko w gąszcz dwuznaczności i fajnie pokazuje, jak stopniowa niechęć scully do pedofila przeradza się w coś na kształt chęci poznania jego osoby. dlaczego się modlisz?
arcydojrzałe, konsekwentne, przemyślane ideologicznie i nieco nostalgiczne pożegnanie chrisa cartera z jednym z najważniejszych seriali w historii tv. żadnych ufolotów, wirusów z kosmosu, eksperymentów wojskowych i innych poczciwych blubrów godnych gordona douglasa czy jacka arnolda, rozbujanych do rozmiarów spisku stulecia. zamiast tego skoncentrowana lokalnie, głupia jak but fabułka i pierwszorzędnie nakreślone postacie głównych bohaterów po przejściach. całość w dodatku niezwykle klimatowo (nieefektownie) sfilmowana, z oszczędnym dialogowaniem i stonowanym aktorstwem. perła w koronie x-filesów!
9+/10 (ocena zawyżona z sentymentu)
The X-Files I Want To Belive oceniam krótko: nadspodziewanie dobry. zaskakująco świetny. i mega dojrzały. słówko "dojrzałość" idealnie oddaje to, co zobaczyłem, nawet pomimo faktu, że scenariuszowa intryga jest po prostu żenująco odtwórcza i bezdennie kretyńska. jednakże chyba nie o to chodziło carterowi, żeby eksponować meandry fabuły. fabuła jest tu ledwie pretekstem do sportretowania pary głównych bohaterów. carter czyni to w sposób dla mnie powalający - ostateczny i definitywny, dając jasno i wyraźnie do zrozumienia, że nie ma powrotu do piwnic FBI. juz choćby za samą konsekwencje w ukazywaniu muldera i scully oraz za odważne postawienie krechy, oddzielającej światopoglądowe "wtedy" dwójki agentów od światopoglądowego "teraz" - już choćby za to należy się reżyserowi owacja na stojąco.
![[Obrazek: thexfilesiwanttobelievet.jpg]](http://img16.imageshack.us/img16/9545/thexfilesiwanttobelievet.jpg)
scully (gillian anderson to aktorka tak znakomita, że brakuje w ludzkim języku określeń na przekazanie zachwytu nad jej warsztatem) nie kasuje już comiesięcznych czeków od federalnych. zatrudniona w szpitalu, walczy o życie chłopca, cierpiącego na bardzo rzadkie zwyrodnienie mózgu, i to walczy na przekór szpitalnemu betonowi w postaci rady duchownych (na marginesie: ksiądz-sodomita i wredny ksiądz dyrektor kliniki lekko zajeżdżają antyklerykalną wymową). odpowiedź na pytanie, czy dzieciak wygrał z chorobą (przeżył operacje czy nie), nie pada. scully podejmuje sie ryzykownego zabiegu na otwartym mózgu chłopca, lecz finałowego rozstrzygnięcia carter nie ujawnia. znowu siekierka dla reżysera. co się zaś tyczy muldera, to ten mocno zgorzkniały, zarośnięty jak jaskiniowiec mieszka aktualnie w wiejskiej chatce gdzieś na pipidówie, a mówiąc precyzyjniej: ukrywa sie, gdyż za jego głowę FBI wyznaczyło nagrodę. swoją przygode z archiwum traktuje jako zamknięty rozdział. na zaginionej siostrze też postawił krzyżyk. jego życie towarzyskie wprost kwitnie - w wolnych chwilach zajmuje się wycinaniem z gazet co bardziej intrygujących artykułów przyrodniczych. jak sam twierdzi, izolacja mu służy, co widać doskonale na załączonym obrazku:
![[Obrazek: thexfilesiwanttobelieve.jpg]](http://img410.imageshack.us/img410/8273/thexfilesiwanttobelieve.jpg)
jak rzekłem, na temat fabuły nie ma sensu sie rozpisywać, bo jest żałosna i ewidentnie pochodzi z recyclingu (poprzednia z kolei do fight the future nosiła blizny po tuzinie przeróbek) - carter scenarzysta to jednak zupełnie inna osoba niż carter-reżyser. grupa ruskich wykrada organy ze szpitali celem przeszczepienia ich jednemu ze swoich śmiertelnie chorych ludzi. wszystko mają dograne na tip-top, do eksperymentu przygotowują się w zaciszu tajnego hangaru-laboratorium, a sprzęt medyczny to chyba zwinęli jigsawowi z piły. pech chciał, że w tropieniu organów do transplantacji zapędzają się o krok za daleko: porywają agentke federalna. w czynności poszukiwawcze zostają zaangażowani mulder (w zamian za pomoc w śledztwie FBI zobowiązało sie wycofać zarzuty przeciw jego osobie) oraz tajemnicze medium (wspomniany ksiądz-pedofil). moim zdaniem lepiej by było, gdyby carter w scenariuszu większy nacisk położył na środowisko pedofilów, gwałcicieli i zboków, a nie rosyjskich potomków dr frankensteina, ale niestety certyfikat wiekowy ma swoje debilne wymogi, niepozwalające zbytnio epatować kontrowersjami. z drugiej strony x-files I want to belive i tak posuwa sie daleko w gąszcz dwuznaczności i fajnie pokazuje, jak stopniowa niechęć scully do pedofila przeradza się w coś na kształt chęci poznania jego osoby. dlaczego się modlisz?
arcydojrzałe, konsekwentne, przemyślane ideologicznie i nieco nostalgiczne pożegnanie chrisa cartera z jednym z najważniejszych seriali w historii tv. żadnych ufolotów, wirusów z kosmosu, eksperymentów wojskowych i innych poczciwych blubrów godnych gordona douglasa czy jacka arnolda, rozbujanych do rozmiarów spisku stulecia. zamiast tego skoncentrowana lokalnie, głupia jak but fabułka i pierwszorzędnie nakreślone postacie głównych bohaterów po przejściach. całość w dodatku niezwykle klimatowo (nieefektownie) sfilmowana, z oszczędnym dialogowaniem i stonowanym aktorstwem. perła w koronie x-filesów!
9+/10 (ocena zawyżona z sentymentu)
22-03-2009, 16:57






