Smile 2 wykuto w myśl złotej zasady kontynuacji: więcej, szybciej, mocniej...; sporo w nim kserowania z części pierwszej (czasem koniecznego, innym razem mniej) poza tym pewnych rozwiązań można było się domyślić już w trakcie oglądania zwiastuna... i wciąż jest to świetny horror. Całościowo nie jest słabszy od poprzednika, a z pewnością przewyższa go realizacyjnie. Najpewniej pan reżyser Finn tym razem dostał do kabzy więcej grosza i mógł mocniej popuścić wodze fantazji, dzięki czemu powstało kilka świetnie zainscenizowanych scen (na czele z prologiem na jednym ujęciu). Fabularnie, rzecz jasna, bez zaskoczeń - znowu uśmięchnięty demon opętuje straumatyzowaną kobitkę i pogrywa sobie z jej umysłem. Jakkolwiek motyw niewiarygodnego narratora i wyprowadzanie w pole ("to wszystko nie było naprawdę") może wkurzać i sprawiać, że widz przestaje się przejmować przedstawionymi wydarzeniami, to jest tu zgrabnie sprzężony z opowieścią. No i tak, som dżapskery w towarzystwie podbitego wniebogłosy dźwięku, niemniej w większości wypadków działają (zwłaszcza po świetnych, przeważnie długaśnych "podbudowach").
Nie wiem, zapewne jestem dziwny, ale jeśli brać pod uwagę bardziej klastyczne horrory z ostatnich lat, to na szczycie umieściłbym właśnie Smile 1 i 2. Może chodzi o skuteczne budowanie napięcia i terror nie zezwalający nawet na chwilę wytchnienia, może o warstwę przychologiczną wzbogacającą całość jako "ambitny" dodatek, a może po prostu te o przerażające, uśmiechnięte ryje. No i strach. Strach najważniejszy. W erze twórcow silących się na oryginalność i podchodzących do opowiadania z przymrużeniem oka i/lub próbujących nieudolnie naśladować Eggersa czy Astera, dwa Smajle nie są, ma się rozumieć, powiewem świeżości (z racji wtórności), tylko konkretnym, tradycjonalnym fakaczem wyciągniętym w kierunku horrorowych postmodernistów wąchających własne bąki. 7-8/10 dla obu częsci. Jeśli The Witch i Hereditary to horrorowy Olimp XXI wieku, to :) :) :) plasują się tylko jeden poziom niżej.
Nie wiem, zapewne jestem dziwny, ale jeśli brać pod uwagę bardziej klastyczne horrory z ostatnich lat, to na szczycie umieściłbym właśnie Smile 1 i 2. Może chodzi o skuteczne budowanie napięcia i terror nie zezwalający nawet na chwilę wytchnienia, może o warstwę przychologiczną wzbogacającą całość jako "ambitny" dodatek, a może po prostu te o przerażające, uśmiechnięte ryje. No i strach. Strach najważniejszy. W erze twórcow silących się na oryginalność i podchodzących do opowiadania z przymrużeniem oka i/lub próbujących nieudolnie naśladować Eggersa czy Astera, dwa Smajle nie są, ma się rozumieć, powiewem świeżości (z racji wtórności), tylko konkretnym, tradycjonalnym fakaczem wyciągniętym w kierunku horrorowych postmodernistów wąchających własne bąki. 7-8/10 dla obu częsci. Jeśli The Witch i Hereditary to horrorowy Olimp XXI wieku, to :) :) :) plasują się tylko jeden poziom niżej.
20-11-2024, 17:13





