(03-12-2024, 09:30)al_jarid napisał(a): A ja myślałem, że to tylko "Pierwsze Boże Narodzenie Misia Yogi", które mam gdzieś nawet zgrane na jakimś 30-kilkuletnim VHS-ie, było takim crossoverem, gdzie pozbierali różne postacie z Hanna-Barbera, by wspólnie świętowały. A tu proszę, okazuje się, że było tego więcej.Ano było. Był jeszcze Yogi Bear's All Star Comedy Christmas Caper, gdzie prócz standardowej eki HB pojawili się Fred i Barney jednoznacznie udowadniając, że nie pochodzą z epoki kamienia łupanego. Jak można się domyślać, obejrzałem w tym grudniu. I zaskoczyło mnie to, że trwa 20 minut, myślałem że będzie dłuższy. Znajomi Yogiego jadą do Jellystone, by świętować Wigilię, ale okazało się, że się nie zrozumieli, bo Yogi pojechał do ich rodzinnego miasta w tym samym celu. Przy okazji wkracza wątek dziewczynki zaniedbanej przez bogatego ojca nie mającego czasu. Nieważne, znacznie lepszy specjał niż ten z Casprem. Przesłanie też banalne i fabuła w jakiś sposób oklepana, ale widać że było tu więcej wysiłku i serca. I miło zrobili, że jak Yogi się przyznaje, że nie jest Mikołajem tylko przebierańcem, to dziecko mówi, że nie ma sprawy, bo się domyśliło od razu. A jak jest komediowo, to jest komediowo. A gdy ma uderzać w ciepłe uczucia, to robi sprawnie. Przy okazji, już wtedy Detroit było uważane za ruinę.
7/10
Ale to nie jedyne hanna-barberowe xmasowe produkcje, które teraz zaliczyłem w ostatnich dniach. A były to:
Boże Narodzenie Flintstonów - no proszę, myślałem, że to z lat z 80., a to były jeszcze późne lata 70. i wita nas całkiem znośna animacja (zwłaszcza jak spojrzy się na ówczesne regularne seriale HB). Widać, iż telewizja dała większy budżet, jako że dotyczy Bożego Narodzenia. Oczywiście dzieje po narodzinach Jezusa, bo mamy renifery zamiast jeleni olbrzymich, a we Francji jest wieża Gnejsa. Powtórka z dzieciństwa wypadła ok. Pamiętam zaskoczenie, że Pebbles i Bamm-Bamm już normalnie mówią. Ale nie pamiętałem, że Fred nie chciał przebierać za Mikołaja na balu dobroczynnym (chyba, że za kasę :)). Trochę lukru i zapychających piosenek, ale u źródła to są stary dobrzy zabawni Flintstonowie z cholerycznym Fredem, ogarniętym Barneyem i nie pochwaljacymi ich żonami, gdzie głównie dominuje humor. I też zabawnie się ogląda, gdy Barney narzeka, że dzieci mają za dużo wszystkiego :). Trochę też realizmu, bo gdy Miki mówi kim jest, to Fred logiczne stwierdza, że to musi być wariat. A potem jak dzieci i ich ojcowie widzą sanie na niebie, to Wilma i Betty nie podchodzą traktując jako zabawę. W przeciwieństwie do w/w pozycji tu jest polski dubbing, który widziałem w dzieciństwie. I ciekawostka - to był redub, bo pierwszy zadebiutował pod koniec lat 80. (i wtedy ludzie się burzyli, że zrobili recasting i nie ma obsady z lat 70.). Nie będę pisał oczywistości. No, może że tym razem imion renów nie przetłumaczono. Tym razem widziani dwa lata wcześniej świąteczni Flintstonowie bardziej przypadli mi do gustu, ale ten też wypada OK.
6/10
Tom i Jerry: Dziadek do orzechów - słyszałem dobre opinie. A że są święta, to postanowiłem zaliczyć. Tu z kolei zaskoczyło mnie, że trwa 46 minut, co odbija się na tempie i ma się wrażenie, że wydarzenia pędzą jak głupie. Fabuła to bardziej dłuższy odcinek Całkiem nowych przygód Toma i Jerry'ego, bo dokłądnie ten sam styl i jakość animacji. A też mało co wspólnego z Dziadkiem do orzechów, gdyż bardziej to Dzielny ołowiany żołnierzyk, bo Jerry ma wojskowy mundur i simpuje do zabawkowej baletnicy. No i służy pretekst do gagów i to tych dla dzieci. Przy czym to jeszcze ten okres, gdy te videowe filmy z Tomem i Jerrym nie przypominały "wklejamy ich randomowo do popularnego IP". I jest w tym serce. A czasem jest trafny humor, jak np. uwięziona balerina bierze klucze, a koci król (jak można domyśleć mysi król niezbyt by pasował przy tej obsadzie) myśli że to zabawka, a jego bardziej ogarnięty kanclerz też myśli, że balerina próbuje odciągnąć mocodawcę od państwowych spraw. Albo lekarz-torturowiec jest zniesmaczony jak Toma bawi los konika. Pochwalę twórców jak podeszli do postaci zabawkarza i bardzo subtelnie ujawnili jego oczywistą tożsamość. I zaskoczyło mnie, że kocice mają wibrysy (novum, bo już od lat 40. tylko kocury miały wąsy). I też trochę podśmiewali się z tego, ze Tom i Jerry są niemowami, bo pajacyk mówi, żeby Jerry coś powiedział, a nie siedział milczący. Dubbing ofkorz - Boberek dość dobrze naśladuje potępieńczne jęki bólu Billa Hanny. I Magdalena Krylik lepiej wyszła jako małoletnia mysz. Generalnie trochę brakuje, ale ma w sobie duszę i szczerość.
6/10
04-12-2025, 17:51





