Dawid i elfy - mój maraton trwa i na Mikołajki polski film z Mikołajem.
Realizacja na światowym poziomie. Gdyby nie polskie realia, to można byłoby to brać za zagraniczną produkcja, do której dograli polski dubbing. Nareszcie nie ma co się wstydzić. A propo mimo, że czerpie z tego popkulturowego wizerunku Santa Clausa i jego elfów to duży plus, że twórcy nie wstydzą się polskich korzeni i ten zachodni widz pozna polskie zwyczaje. Gdy akcja dzieje w Tatrach, to widzimy kolędników w strojów turoni i innych aniołków. I w filmie śpiewane są "Przybieżeli do Betlejem" i "Oj, Maluśki, Maluśki". I wspomina się zwyczaj mówiących zwierząt. I podczas pierwszej wigilii widać figurkę Matki Boskiej. Plus zaskakująco warsztat Mikołaja nie znajduje się na Biegunie Północnym (czy nawet w Laponii), a w niesprecyzowanej "Krainie Mikołaja". Oczywiście, skoro to Netflix to jest doza PC, bo w warsztacie jest przez chwileńkę diversity, a rolę białego opłatka odgrywa czekoladowy batonik.
Pozwolono na bardziej doroślejszy ton, bo święty Mikołaj pali cygara. W kadrze. I nie ma w związku jakiejś antytytoniowej pogadanki (a Miki może se pozwolić, bo praktycznie jest nieśmiertelny). Zresztą film mimo bycia kinem familijnym nie ukrywa się z ukazywaniem tytoniu, bo jakaś epizodyczna prezeska wynajmowania mikołajów pali peta. W USA nie do pomyślenia. I przemycono nieco podtekstów zrozumiałych dla dorosłych - jak dziadek życzy krowie, by dogadała się z buhajem, albo Miki wspomina jak raz w średniowieczu został oskarżony o sypianie z córką jakiegos feudała. Żak w roli Świętego (gdyby nie jego głos, to nigdy nie poznał) mniej ho-ho-howaty i bardziej zgryźliwy, co jest zrozumiałe bo przez lata miał okazję i być bardziej cyniczny. Albert dość wkurwiający i niekiedy przygłupi, który nie ogarnia że swoją magią nie wprowadza radości tylko na odwrót (sytuacja z ciężarówką, nawet ojciec Dawida tryskający bożonarodzeniowym duchem traktuje go z dystansem i ma zrozumiałe reakcje). Dobrze, że raz robi użytek z magii, gdy podczas jasełek młody staje się obiektem żartów z powodu stroju na inne święto. Sam młody wydaje się za stary na usilną wiarę w Mikołaja i całą resztę.
Do gry aktorskiej nie mam się specjalnie przyczepić. Aktor wcielający w Dawida najlepszym aktorem nie jest. I w sumie z jukebox muzyki wolałbym by zamiast anglojęzycznych popowo-świątecznych kawałków dali jakieś polskie, bo trochę tych mamy. I znowu film zbyt długi i tempo w połowie siada. I dochodzą te obowiązkowe w tego typu kinie smuty.
Nie wróżę mu statusu instant classic, ale może się nadać do bożonarodzeniowego seansu.
6/10
Realizacja na światowym poziomie. Gdyby nie polskie realia, to można byłoby to brać za zagraniczną produkcja, do której dograli polski dubbing. Nareszcie nie ma co się wstydzić. A propo mimo, że czerpie z tego popkulturowego wizerunku Santa Clausa i jego elfów to duży plus, że twórcy nie wstydzą się polskich korzeni i ten zachodni widz pozna polskie zwyczaje. Gdy akcja dzieje w Tatrach, to widzimy kolędników w strojów turoni i innych aniołków. I w filmie śpiewane są "Przybieżeli do Betlejem" i "Oj, Maluśki, Maluśki". I wspomina się zwyczaj mówiących zwierząt. I podczas pierwszej wigilii widać figurkę Matki Boskiej. Plus zaskakująco warsztat Mikołaja nie znajduje się na Biegunie Północnym (czy nawet w Laponii), a w niesprecyzowanej "Krainie Mikołaja". Oczywiście, skoro to Netflix to jest doza PC, bo w warsztacie jest przez chwileńkę diversity, a rolę białego opłatka odgrywa czekoladowy batonik.
Pozwolono na bardziej doroślejszy ton, bo święty Mikołaj pali cygara. W kadrze. I nie ma w związku jakiejś antytytoniowej pogadanki (a Miki może se pozwolić, bo praktycznie jest nieśmiertelny). Zresztą film mimo bycia kinem familijnym nie ukrywa się z ukazywaniem tytoniu, bo jakaś epizodyczna prezeska wynajmowania mikołajów pali peta. W USA nie do pomyślenia. I przemycono nieco podtekstów zrozumiałych dla dorosłych - jak dziadek życzy krowie, by dogadała się z buhajem, albo Miki wspomina jak raz w średniowieczu został oskarżony o sypianie z córką jakiegos feudała. Żak w roli Świętego (gdyby nie jego głos, to nigdy nie poznał) mniej ho-ho-howaty i bardziej zgryźliwy, co jest zrozumiałe bo przez lata miał okazję i być bardziej cyniczny. Albert dość wkurwiający i niekiedy przygłupi, który nie ogarnia że swoją magią nie wprowadza radości tylko na odwrót (sytuacja z ciężarówką, nawet ojciec Dawida tryskający bożonarodzeniowym duchem traktuje go z dystansem i ma zrozumiałe reakcje). Dobrze, że raz robi użytek z magii, gdy podczas jasełek młody staje się obiektem żartów z powodu stroju na inne święto. Sam młody wydaje się za stary na usilną wiarę w Mikołaja i całą resztę.
Do gry aktorskiej nie mam się specjalnie przyczepić. Aktor wcielający w Dawida najlepszym aktorem nie jest. I w sumie z jukebox muzyki wolałbym by zamiast anglojęzycznych popowo-świątecznych kawałków dali jakieś polskie, bo trochę tych mamy. I znowu film zbyt długi i tempo w połowie siada. I dochodzą te obowiązkowe w tego typu kinie smuty.
Nie wróżę mu statusu instant classic, ale może się nadać do bożonarodzeniowego seansu.
6/10
06-12-2024, 20:56 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06-12-2024, 20:58 przez OGPUEE.)





