Mental napisał(a):jesli miałbym wskazać jakaś wade w genialnej konstrukcji serialu, wskazałbym na rzadkie, ale jednak praktykowane przynajmniej raz w sezonie mechaniczne wprowadzanie postaci epizodycznej celem popchnięcia intrygi do przodu. taka postać szybko kończy w kostnicy, dzięki czemu scenarzyści uzyskują możliwość skierowania akcji w inne rejony. dobre w tym wszystkim jest to, że patent ów nie zakłóca integralności samej historii, gdyż więźniowie wchodzą i wychodzą, jak to bywa w normalnym życiu.
Ale jednak wiekszosc z tych nowowprowadzonych konczy w kostnicy (najczesciej jeszcze w tym samym odcinku, w ktorym sie pojawili). W rzeczywistosci tak sie przeciez raczej nie dzieje, wiec maly zgrzyt jest.
Cytat:Tobias Beecher to także dowód na to, że z zemstą jest jak z gumą do żucia. jej przyjemny smak czujesz tylko przez chwilę.
Oz mocno akcentuje to, ze za zemsta nie stoi chec wymierzenia sprawiedliwosci, wyrownania rachunkow, ale egoizm i nienawisc. To, ze Beecher i Shillinger traca stopniowo wszystkich swoich najblizszych, bo jeden chce po prostu dopiec drugiemu, swiadczy o tym najdobitniej. Swoja droga zastanawiam sie jak dalej tworcy pociagna ten konflikt (jestem w polowie czwartego sezonu). Obserwujac ten watek odnosi sie bowiem wrazenie, ze osiagnieto juz w tym aspekcie apogeum, ze dalej nie mozna. Poza tym ciekawi mnie to z czysto prozaicznego powodu pociagniecia akcji. Pokazywac facetow, ktorzy sie mszcza nawzajem, przez bite 6 sezonow? Wydaje sie karkolomne.
06-12-2008, 21:41





