(04-12-2024, 03:21)slepy51 napisał(a): Nie jest to w żadnym wypadku kino wybitne, ale robi to co tego typu obrazek robić powinien - wciąga i pozostawia po seansie z banią nie do końca pustą :) Jeśli to Clinta ostatni film, to wielkie brawa i lekki szok, że 94 letni gość potrafi jeszcze wykrzesać z siebie tę iskrę i dać nam coś takiego (...)W zasadzie mogę się po prostu podpisać. Nie wiem czy Clint będzie w stanie coś jeszcze nakręcić, ale jeśli to był jego ostatni film to nie tylko nie ma wstydu... Nic wybitnego, pewnie gdyby nie Clint to bym na to nawet nie spojrzał a tak to zaliczyłem udany seans. Gdybym miał się czepiać to głównie zdjęcia wyglądały jakoś tak dziwnie tanio, miały jakąś taką tandetną kolorystykę często. No i jednak przy filmie tak mocno opartym o scenariusz nie mogę do końca przejść bez komentarza obok motywu, w którym obrona nie idzie tropem, na który wpada w 5 minut na młoda ławniczka. 6/10
Kneecap - kilka tygodni temu biadoliłem tutaj, że brakuje mi obecnie filmów takich jak 24 Hour Party People i oczywiście to nie jest ten poziom, ale pod wieloma względami można Kneecap uznać za nawiązujący do takich tytułów jak Trainspotting, filmy Ritchie'ego czy właśnie 24 Hour... Oglądając nie wiedziałem, że bohaterowie grają samych siebie i nie wiem na ile historia jest wierna rzeczywistości, ale w skrócie jest to historia hip-hopowego trio z Irlandii Północnej rapującego po irlandzku, tym samym dokładając swoją cegiełkę do walki o irlandzką niezależność i przede wszystkim ocalenie języka. I właśnie takie podejście do tematów politycznych, narodowościowych, tożsamościowych jest chyba największym atutem filmu. Do tego, mimo, że bywa efekciarsko (przez moment na początku miałem obawę, że będzie zbyt cool na siłę), jest w tym sporo energii, humoru i czystej filmowej zabawy. Środek trochę bez pomysłu, ale i tak film leci na energii i świeżości na tyle dobrze, że nie nudziłem się ani przez chwilę. 7/10 i jeśli przy okazji się uda to z ciekawości rzuciłbym okiem na koncert Kneecap na przyszłorocznym Off Festivalu.
The King of Kong: A Fistful of Quarters - przykurzony już trochę dokument o gościach, którzy bawili się w pobijanie rekordów w stare arcade'owe gry, w tym Donkey Konga. Poza zajrzeniem do środka typowo amerykańskiego środowiska dziwaków, film oferuje zaskakująco emocjonalną i emocjonującą historię niekoniecznie o graniu na automatach. 7/10
16-12-2024, 11:41 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28-12-2024, 20:01 przez simek.)





