Kimba the White Lion (1966) - Nowy Rok zaczynam filmowo od prototypowego Króla Lwa, gdyż do 19 stycznia jest dostępna na jutubie pełnometrażowa kinowa wersja, więc uznałem "czemu nie" i obejrzałem:
Mimo, że dzieci mogą obejrzeć bez traum, to nie unika śmierci (choć te są poza kadrem i krwi nie ma) i cięższych tematów, bo oboje rodzice młodego dokonują żywota (a potem widzimy wyprawioną skórę z ojca) a potem zjawia się nieoczekiwany zgon. Młody też początkowo jest traktowany przez zwierzęta z dystansem, bo zamierza wprowadzać progres. I szybko przekonuje, że królowanie to nie jest łatwa robota.
Tezuka w przeciwieństwie do kontynuatorów Disneya faktycznie umieszcza w konkretnym rejonie Afryki, a także zwierzęta mają interakcję z ludźmi. Bardziej stawia na przekaz ochrony środowiska i pierwsze sceny zaczynają się jak ludzie organizują safari. Tak jak przy Królu Lwie trzeba wziąć w duży nawias zgodności przyrodnicze. Nawet większy, bo Simba, znaczy Kimba! potem wpada na pomysł, by zwierzęta założyły własne pole rolnicze i nawet Rafiki, znaczy Mandy otwiera restaurację w baobabie :).
I tutaj znowu lew zamiast być dyktatorem w berecie, jest dobrym władcą i ratuje swych poddanych przed zakusami ludzi i cały zwierzyniec jest za pan brat. Ale mięsożercy wciąż mięsożercami, w tym lew-władca dobrodziej, i co zrobić? Ano napaść ludzką wioskę i wykraść zwierzęta hodowlane, bo ich zjedzenie jest spoko (zresztą żywy inwentarz to zdrajcy i generalnie podzwierzęta). Ludzina pewnie też jest koszerna :). Ogólnie relacje ludzie-zwierzęta są bardziej zniuansowane, ponieważ myśliwy został zatrudniony do zabicia ojca Kimby, bo ten terroryzuje lokalną ludność. I ostatecznie więcej młody ma antagonizmów ze zwierzętami, bo wpierw musi użerać z bawołem-rasistą, a głównymi złymi są trzy zwierzęce sebixy, w skład których wchodzi wielki słoń - czyli też rzadki wybór na antagonistów w tego typu utworach.
Animacja to większość telewizyjny, wycinankowy standard ówczesnej telewizji i kilka jest momentów zdradzających wyższy budżet. Jak całkiem płynne biegnącego ruchy ojca Kimby z początku. Ale skłamałbym mówiąc, że nie ma nic, na czym można zawiesić oko.
Widać, czemu to obrosło kultem, także w Stanach i dlaczego pojawiły się (niesłuszne zresztą) podejrzenia, że Król Lew mógł inspirować Japończykiem.
7,5/10
Mimo, że dzieci mogą obejrzeć bez traum, to nie unika śmierci (choć te są poza kadrem i krwi nie ma) i cięższych tematów, bo oboje rodzice młodego dokonują żywota (a potem widzimy wyprawioną skórę z ojca) a potem zjawia się nieoczekiwany zgon. Młody też początkowo jest traktowany przez zwierzęta z dystansem, bo zamierza wprowadzać progres. I szybko przekonuje, że królowanie to nie jest łatwa robota.
Tezuka w przeciwieństwie do kontynuatorów Disneya faktycznie umieszcza w konkretnym rejonie Afryki, a także zwierzęta mają interakcję z ludźmi. Bardziej stawia na przekaz ochrony środowiska i pierwsze sceny zaczynają się jak ludzie organizują safari. Tak jak przy Królu Lwie trzeba wziąć w duży nawias zgodności przyrodnicze. Nawet większy, bo Simba, znaczy Kimba! potem wpada na pomysł, by zwierzęta założyły własne pole rolnicze i nawet Rafiki, znaczy Mandy otwiera restaurację w baobabie :).
I tutaj znowu lew zamiast być dyktatorem w berecie, jest dobrym władcą i ratuje swych poddanych przed zakusami ludzi i cały zwierzyniec jest za pan brat. Ale mięsożercy wciąż mięsożercami, w tym lew-władca dobrodziej, i co zrobić? Ano napaść ludzką wioskę i wykraść zwierzęta hodowlane, bo ich zjedzenie jest spoko (zresztą żywy inwentarz to zdrajcy i generalnie podzwierzęta). Ludzina pewnie też jest koszerna :). Ogólnie relacje ludzie-zwierzęta są bardziej zniuansowane, ponieważ myśliwy został zatrudniony do zabicia ojca Kimby, bo ten terroryzuje lokalną ludność. I ostatecznie więcej młody ma antagonizmów ze zwierzętami, bo wpierw musi użerać z bawołem-rasistą, a głównymi złymi są trzy zwierzęce sebixy, w skład których wchodzi wielki słoń - czyli też rzadki wybór na antagonistów w tego typu utworach.
Animacja to większość telewizyjny, wycinankowy standard ówczesnej telewizji i kilka jest momentów zdradzających wyższy budżet. Jak całkiem płynne biegnącego ruchy ojca Kimby z początku. Ale skłamałbym mówiąc, że nie ma nic, na czym można zawiesić oko.
Widać, czemu to obrosło kultem, także w Stanach i dlaczego pojawiły się (niesłuszne zresztą) podejrzenia, że Król Lew mógł inspirować Japończykiem.
7,5/10
01-01-2025, 23:53





