(26-01-2022, 21:40)Mefisto napisał(a):(26-01-2022, 21:00)OGPUEE napisał(a): Znak Zorro (1920)
Gdzie jest jakaś dobra kopia?
Jakiś czas temu pojawiła się odnowiona kopia z oryginalnego negatywu Fairbanksa. I na początku tego roku natrafiłem na nią na tubie:
To przy okazji dzisiejszej krótkiej piłki...
Więzień królewski (1937) - po dwóch latach nawrót do oglądania starych swashbucklerów w styczniu. Więcej intryg pałacowych niż pojedynków i pościgów, choć parę akcji, zwłaszcza w finale. Choć w finałowym pojedynkiem widać, że musieli ratować choreografią, bo główny aktor nie miał do czynienia z fechtunkiem. Colmana znam jedynie z Zaginionego horyzontu i z początku miałem wątpliwości czy nadaje się do tego gatunku. Z czasem kupiłem jego kreację i to, że żaden z niego atleta. Wszak jego bohater ma być everymanem, a nie jakimś muszkieterem. Douglas Fairbanks Jr. w nietypowej roli, bo w przeciwieństwie do ojca gra villaina. Przez to wypadł znakomicie jako śliski cwaniaczek i jest obok Colmana najjaśniejszym punktem. Inni aktorzy ujdą, ale kobiety znów są płaskie charakterologiczne i cierpią na typowe bolączki pretekstowych postaci kobiet z tamtego kina - końcowa rozmowa zawodzi tanim melodramatem.
Co olśniewa to efekty specjalne - przede wszystkim zastanawia mnie, jak oni zrobili interakcję króla i Rassendylla. Podwójna ekspozycja czy sklejanie klatek rozumiem, ale jak zrobili scenę, gdy król i Rassendyll (grani przez tego samego aktora) podają sobie ręce? Wyobrażam jak to musiało powodować opad szczęki i dlatego tym bardziej powinno się doceniać filmy sprzed ery CGI (i za chwilę AI).
7/10
Więzień królewski (1952) - gdyby media społecznościowe i fora internetowe by istniały w latach 50., byłyby narzekania, że nic nie robią oryginalnego i tylko odcinają niewolniczo kupony po klasykach. Remake ma dokładnie te same ujęcia, te same dialogi i nawet jest ten sam kompozytor. No dobra, aktorzy wyglądają inaczej i scenografia inna.
Ja bym to traktował do sztuki teatralnej wystawianej w różnych teatrach. Ten sam tekst do odegrania, ale z różnymi aktorami i wystrojem scenicznym. I wciąż robiły to dwie odmienne firmy. Stewart Granger odchodzi od colmanowego everymana i więcej ma popisów kaskaderskich - wszak miał doświadczenie w gatunku chociażby w Scaramouche’u (też mam na tegorocznej liście). Zresztą pewnie dlatego został obsadzony i stąd finałowy pojedynek jest bardziej efektowny. Co do reszty - Kerr grająca Flawię jest zdecydowanie lepszą aktorką i ma widoczniejszą chemię z partnerem obsadowym. Zapt w sumie ten sam, ale już aktor w roli von Tarlenheima gorszy od Nivena i momentami robi miny jak stereotypowy głupi trep. Mason nawet daje radę jako Hentzau, choć brak mu tego łotrzykowskiego sznytu Fairbanksa Jr.
Też głowię się jak zrobili interakcje króla z Rassendyllem w niektórych scenach. Tu widać, że w scenach podwójnych Granger jako Rassendyll stoi przed tylną projekcją, ale pierwsza scena, gdzie ściskają ręce to musiała być wyższa półka. Jeśli jest jakiś making-off, to proszę podesłać, bo jestem ciekaw. Odnośnie przewagi technologicznej, filmowcy kręcili to na taśmie kolorowej, z czego robią mocny użytek. Prócz scenografii oko zachwycają kostiumy w postaci przeróżnych mundurów. Swoją drogą, momentami Granger w tym mundurze wygląda jak królewicz z disneyowskiego Kopciuszka. Z chęcią ujrzałbym to w odnowionej wersji, bo Blu-Ray do obu filmów nigdzie nie wyszedł.
7/10
14-01-2025, 00:55





