The Union z Marky Markiem i Halle Berry.
Szkoda, że taki samograj o nołnejmie, który zostaje wcielony do ekipy szpiegów aby uratować świat, potrafi był zniszczony przez jakikolwiek brak kreatywności. Tu było generalnie wszystko, aby był to jeden z fajniejszych buddy movie od czasu Nice Guys. Jest dość zabawna w założeniach postać Wahlberga (takiego Piotrusia Pana który w wieku 45 lat sypia z 15 lat starszą od siebie kobietą, byłą nauczycielką bohatera:)), jest Halle którą próbowano obrzydzić straszną fryzurą (ale Halle się broni, a w ostatniej scenie jest ogień). Jest J.K Simmons, który nie potrzebuje wiele linijek dialogowych, aby charyzmą kraść każdą scenę. Są ładne lokacje - Londyn, Chorwacja, trochę Włoch. No i co wyszło? Wyszedł totalny przeciętniak zrobiony od szablonu, który miałby zadatki na niezłą komedię gdyby ktoś piszący scenariusz nie okazał się totalnym bezbekiem. Żarty suchawe, intryga przewidywalna, akcja w Chorwacji nawet daje radę, tylko co z tego skoro nie ma to nawet kropli emocji i pomysłu na siebie. No i te wstrętne PG-13 - ludzie padają jak muchy, noże wbijane są w nogi, a ciosy na twarz lecą co kilka minut, ale oczywiście krwi zero.
Gdyby ten film powstał jakieś 35 lat temu, a w roli głównej wystąpiłby Eddie Murphy to dzisiaj byłby uwielbianym B-klasowym hiciorem. Bo ktoś zrobiłby to 100 razy lepiej i śmieszniej.
3/10 (plus za scenę, gdy Wahlberg wsiada do nowego Range Rovera i myśli jak odpalić samochód:))
Szkoda, że taki samograj o nołnejmie, który zostaje wcielony do ekipy szpiegów aby uratować świat, potrafi był zniszczony przez jakikolwiek brak kreatywności. Tu było generalnie wszystko, aby był to jeden z fajniejszych buddy movie od czasu Nice Guys. Jest dość zabawna w założeniach postać Wahlberga (takiego Piotrusia Pana który w wieku 45 lat sypia z 15 lat starszą od siebie kobietą, byłą nauczycielką bohatera:)), jest Halle którą próbowano obrzydzić straszną fryzurą (ale Halle się broni, a w ostatniej scenie jest ogień). Jest J.K Simmons, który nie potrzebuje wiele linijek dialogowych, aby charyzmą kraść każdą scenę. Są ładne lokacje - Londyn, Chorwacja, trochę Włoch. No i co wyszło? Wyszedł totalny przeciętniak zrobiony od szablonu, który miałby zadatki na niezłą komedię gdyby ktoś piszący scenariusz nie okazał się totalnym bezbekiem. Żarty suchawe, intryga przewidywalna, akcja w Chorwacji nawet daje radę, tylko co z tego skoro nie ma to nawet kropli emocji i pomysłu na siebie. No i te wstrętne PG-13 - ludzie padają jak muchy, noże wbijane są w nogi, a ciosy na twarz lecą co kilka minut, ale oczywiście krwi zero.
Gdyby ten film powstał jakieś 35 lat temu, a w roli głównej wystąpiłby Eddie Murphy to dzisiaj byłby uwielbianym B-klasowym hiciorem. Bo ktoś zrobiłby to 100 razy lepiej i śmieszniej.
3/10 (plus za scenę, gdy Wahlberg wsiada do nowego Range Rovera i myśli jak odpalić samochód:))
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
12-01-2025, 11:23






