Adventures of Don Juan - o Don Juanie wiem tyle, że jak Casanova i James Bond dupczył na prawo i lewo. Można traktować jako duchowy sequel Przygód Robin Hooda, bo tak samo pięknie sfotografowany i emanuje kolorami. Nawet Flynn w jednym momencie nosi outfit w kolorach zbliżonych do tych u Robin Hooda. Źli nadal złowieszczy i nawet mają podkrążone oczy. I na końcu jest bitka zwieńczona walką na miecze.
Sporo humoru związanego z zarywaniem do lasek (i ich skutkami). A też dobrze zrobili, że w gruncie rzeczy Don Juan to spoko ziomek, tłumaczy dlaczego kobiety przyprawiają rogi mężom (bo ci wolą polować na przepiórki) i preferuje pokojowe rozmowy, a walkę w ostateczności. Plus niczym Casanova Mozżuchina też staje w obronie słabszych. Dużo w tym też zasługi wcielającego się w niego Flynna. Sama zresztą postać koreluje z prawdziwym życiem Flynna, który też zaliczył mnóstwo panienek już w wieku nastoletnim.
Też jasnym punktem jest główna postać kobieca w postaci hiszpańskiej królowej. Królowa ewidentnie nie lubi Don Juana i wiecznie trzyma go na dystans (i trochę mija czasu, nim się do niego przekona). Plus jest strong woman, bo ona nosi pludry, a nie jej safandułowaty mężuś wpatrzony w głównego złego. Czytałem, że film miał mnóstwo problemów realizacyjnych i nawet używał stock-footage z innych filmów Warnera. Co w sumie nie jest tak odczuwalne, bo film wyszedł zajefajnie.
8/10
The Private Life of Elizabeth and Essex - kolejny po Kapitanie Bloodzie i Robin Hoodzie film z Errolem Flynnem i Olivią de Havilland. Tym razem to pełną gębą romansidło. Jedyna taka "akcyjna" część to jest, gdy irlandzkie Robin Hoody atakują Anglików (ładnie odwzorowana w studiu ponura przyroda w Irlandii). Jednak to nie piękna historia o gruchających gołąbkach, a historia z cyklu "stare kłótliwe małżeństwo, które przegapiło odpowiedni moment na rozwód". W jednym zdaniu Essex mówi, że nienawidzi Elżbiety i że kocha Elżbietę :). Aż dziwi, co on w niej widzi - mogłaby być jego matką, ma trudny charakter i nawet na standardy tamtego kanonu piękna była paszczurem.
Na pewno zaletą jest rozmach. Od scenografii, kolorystyki czy bogate kostiumy. Część scen nawet wzięli do w/w Przygód Don Juana. Bette Davis też wypada dobrze jako Elżbieta I i nie do poznania jest pod charakteryzacją. Flynn z drugiej strony... Widać, że to nie jego bajka. No i fabularnie bardziej to Wspaniałe stulecie, i ma te bolączki starego kina historycznego o którym mawiał ostatnio shamar, czyli stanie w lokacjach i gadanie. Także de Havilland nie co tu grać. Czasem muzyka wypada nieźle.
Jeśli kiedykolwiek to oglądać to głównie dla strony technicznej.
6/10
Sporo humoru związanego z zarywaniem do lasek (i ich skutkami). A też dobrze zrobili, że w gruncie rzeczy Don Juan to spoko ziomek, tłumaczy dlaczego kobiety przyprawiają rogi mężom (bo ci wolą polować na przepiórki) i preferuje pokojowe rozmowy, a walkę w ostateczności. Plus niczym Casanova Mozżuchina też staje w obronie słabszych. Dużo w tym też zasługi wcielającego się w niego Flynna. Sama zresztą postać koreluje z prawdziwym życiem Flynna, który też zaliczył mnóstwo panienek już w wieku nastoletnim.
Też jasnym punktem jest główna postać kobieca w postaci hiszpańskiej królowej. Królowa ewidentnie nie lubi Don Juana i wiecznie trzyma go na dystans (i trochę mija czasu, nim się do niego przekona). Plus jest strong woman, bo ona nosi pludry, a nie jej safandułowaty mężuś wpatrzony w głównego złego. Czytałem, że film miał mnóstwo problemów realizacyjnych i nawet używał stock-footage z innych filmów Warnera. Co w sumie nie jest tak odczuwalne, bo film wyszedł zajefajnie.
8/10
The Private Life of Elizabeth and Essex - kolejny po Kapitanie Bloodzie i Robin Hoodzie film z Errolem Flynnem i Olivią de Havilland. Tym razem to pełną gębą romansidło. Jedyna taka "akcyjna" część to jest, gdy irlandzkie Robin Hoody atakują Anglików (ładnie odwzorowana w studiu ponura przyroda w Irlandii). Jednak to nie piękna historia o gruchających gołąbkach, a historia z cyklu "stare kłótliwe małżeństwo, które przegapiło odpowiedni moment na rozwód". W jednym zdaniu Essex mówi, że nienawidzi Elżbiety i że kocha Elżbietę :). Aż dziwi, co on w niej widzi - mogłaby być jego matką, ma trudny charakter i nawet na standardy tamtego kanonu piękna była paszczurem.
Na pewno zaletą jest rozmach. Od scenografii, kolorystyki czy bogate kostiumy. Część scen nawet wzięli do w/w Przygód Don Juana. Bette Davis też wypada dobrze jako Elżbieta I i nie do poznania jest pod charakteryzacją. Flynn z drugiej strony... Widać, że to nie jego bajka. No i fabularnie bardziej to Wspaniałe stulecie, i ma te bolączki starego kina historycznego o którym mawiał ostatnio shamar, czyli stanie w lokacjach i gadanie. Także de Havilland nie co tu grać. Czasem muzyka wypada nieźle.
Jeśli kiedykolwiek to oglądać to głównie dla strony technicznej.
6/10
18-01-2025, 23:27





