Lady Love - 6-odcinkowa historia Polki, która w czasie PRLu ucieka za granicę i nie mając większego pomysłu na życie wkracza na salony niemieckiej branży porno, zmieniając ją na zawsze. Jeśli ktoś widzi tutaj analogię do legendarnej Teresy Orlovsky to ma rację, bo serial (przynajmniej częściowo) mocno opiera się na historii "naszej" gwiazdy z tamtych czasów.
Jest tu sporo pięknego vibe'u lat 80tych i 90-tych, muzyka Modern Talking i świetna Anna Szymańczyk w tytułowej roli. Serial mocno daje radę w pierwszej połowie, kiedy to namiętnie korzysta z dorobku Tereski i jej "dojścia" (ekhmm) na "szczyt" (hmhm). Jest więc dość mocne zestawienie młodości - gdzie była zakonnicą - z dojrzałością, gdzie obok skrzętnie budowanego pornobiznesu podjęła walkę o odzyskanie córki.
Po 4 odcinku chciałem tu napisać na forum, że "kurła dawno takiego serialu Polacy nie zrobili", ale się wstrzymałem do wydania opinii za całość. I co wyszło? Gdy luźna adaptacja dokonań Orlovsky musi ustąpić kreatywności scenarzystów, to serial jakościowo leci w dół. Zakończenie miało teoretycznie wzbudzić jakieś emocje, ale nic takiego nie odczułem. Ot po prostu reżyser robi checklistę wątków, zamyka je planszą jak każdy kończył po latach i tyle. No może sytuacja z postacią Szyca trochę mnie rozbawiła, ale to za mało.
Tak więc pierwsze 4 odcinki oceniam na takie solidne 7-8/10, a ostatnie 2 na 4/10. Trochę szkoda zmarnowanego potencjału, bo czuć tu jednak jakieś serducho do realizacji tematu.
Jest tu sporo pięknego vibe'u lat 80tych i 90-tych, muzyka Modern Talking i świetna Anna Szymańczyk w tytułowej roli. Serial mocno daje radę w pierwszej połowie, kiedy to namiętnie korzysta z dorobku Tereski i jej "dojścia" (ekhmm) na "szczyt" (hmhm). Jest więc dość mocne zestawienie młodości - gdzie była zakonnicą - z dojrzałością, gdzie obok skrzętnie budowanego pornobiznesu podjęła walkę o odzyskanie córki.
Po 4 odcinku chciałem tu napisać na forum, że "kurła dawno takiego serialu Polacy nie zrobili", ale się wstrzymałem do wydania opinii za całość. I co wyszło? Gdy luźna adaptacja dokonań Orlovsky musi ustąpić kreatywności scenarzystów, to serial jakościowo leci w dół. Zakończenie miało teoretycznie wzbudzić jakieś emocje, ale nic takiego nie odczułem. Ot po prostu reżyser robi checklistę wątków, zamyka je planszą jak każdy kończył po latach i tyle. No może sytuacja z postacią Szyca trochę mnie rozbawiła, ale to za mało.
Tak więc pierwsze 4 odcinki oceniam na takie solidne 7-8/10, a ostatnie 2 na 4/10. Trochę szkoda zmarnowanego potencjału, bo czuć tu jednak jakieś serducho do realizacji tematu.
Oświadczenie: The Wire jest najlepszym serialem jaki widziałem. Six Feet Under jest na drugim miejscu.
19-01-2025, 18:42 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19-01-2025, 20:37 przez Snappik.)





