The Apprentice - 2024
Skusiła mnie tematyka i dwie nominacje aktorskie, ale film jest raczej średni i letni. No tu sam reżyser sobie strzelił w kolano, bo postać Trumpa w dzisiejszych czasach jest tak zmitologizowana przez wszystkie strony, że ciężko było tu zrobić coś ciekawego i odkrywczego.
No więc nasz Donek oczywiście ma potężne ego, uważa się za Mesjasza i zbawcę Ameryki, jest wredny, nie ma uczuć, ludzi traktuje przedmiotowo i chyba nie wiadomo czy jest to prawdziwy Trump, czy to wszystko autokreacja i maska z którą on już nie potrafi zerwać.
Brzmi znajomo? No i film jest dokładnie jak artykuł z "Guardiana".
Nie żebym Trumpa chciał bronić, że go hurr durr szkalujo. Po prostu jak ktoś cokolwiek o nim czytał w "liberalnych mediach" to już film widział.
No ale jest to postać tak jednoznaczna, że zupełnie nieciekawa. Co by o nim nie mówić to jednak jest to fenomen ostatnich kilkudziesięciu lat i w sumie diabli wiedzą jak to się stało, że jest gdzie jest i jakie miał życie. Jak były kłopoty to dzwonił do Cohna, ten kogoś szantażował i załatwiał sprawę.
Stan nie jest zły w tej roli, ale też nie jest to nic specjalnego. Strong to raczej duży zawód. Przez cały film jest chujem z kamienną twarzą. Bardzo możliwe, że taki naprawdę był, ale znowu, co mnie to?
Lata temu oglądałem "Anioły w Ameryce" gdzie postać Cohna grał Pacino i na pewno byłą to dużo ciekawsza kreacja.
Nie wiem jak ocenić, bo nie jest to jakiś zły film, nie jest głupi, ale całą historia jest banalna zaludniona banalnymi postaciami.
Może taki był właśnie zamysł?
Tak na marginesie, to zdecydowana większość filmów biograficznych jest dla mnie po prostu nudna. Trzeba jakiegoś artysty pokroju Formana i niebanalnego podejścia, żeby wyszło arcydzieło. Z drugiej strony "Amadeusz przecież nie jest biografią, więc no tego, xD z tego wywodu.
Niech będzie 5/10
Skusiła mnie tematyka i dwie nominacje aktorskie, ale film jest raczej średni i letni. No tu sam reżyser sobie strzelił w kolano, bo postać Trumpa w dzisiejszych czasach jest tak zmitologizowana przez wszystkie strony, że ciężko było tu zrobić coś ciekawego i odkrywczego.
No więc nasz Donek oczywiście ma potężne ego, uważa się za Mesjasza i zbawcę Ameryki, jest wredny, nie ma uczuć, ludzi traktuje przedmiotowo i chyba nie wiadomo czy jest to prawdziwy Trump, czy to wszystko autokreacja i maska z którą on już nie potrafi zerwać.
Brzmi znajomo? No i film jest dokładnie jak artykuł z "Guardiana".
Nie żebym Trumpa chciał bronić, że go hurr durr szkalujo. Po prostu jak ktoś cokolwiek o nim czytał w "liberalnych mediach" to już film widział.
No ale jest to postać tak jednoznaczna, że zupełnie nieciekawa. Co by o nim nie mówić to jednak jest to fenomen ostatnich kilkudziesięciu lat i w sumie diabli wiedzą jak to się stało, że jest gdzie jest i jakie miał życie. Jak były kłopoty to dzwonił do Cohna, ten kogoś szantażował i załatwiał sprawę.
Stan nie jest zły w tej roli, ale też nie jest to nic specjalnego. Strong to raczej duży zawód. Przez cały film jest chujem z kamienną twarzą. Bardzo możliwe, że taki naprawdę był, ale znowu, co mnie to?
Lata temu oglądałem "Anioły w Ameryce" gdzie postać Cohna grał Pacino i na pewno byłą to dużo ciekawsza kreacja.
Nie wiem jak ocenić, bo nie jest to jakiś zły film, nie jest głupi, ale całą historia jest banalna zaludniona banalnymi postaciami.
Może taki był właśnie zamysł?
Tak na marginesie, to zdecydowana większość filmów biograficznych jest dla mnie po prostu nudna. Trzeba jakiegoś artysty pokroju Formana i niebanalnego podejścia, żeby wyszło arcydzieło. Z drugiej strony "Amadeusz przecież nie jest biografią, więc no tego, xD z tego wywodu.
Niech będzie 5/10
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
29-01-2025, 22:36 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29-01-2025, 22:37 przez Dr Strangelove.)





