(20-01-2025, 21:25)Norton napisał(a): Wake in Fright to ponury, brudny i odpychający fresk przedstawiający zezwierzęcone twory człowiekopodobne gdzieś na zapomnianym przez Boga skrawku antypodów.No i namówiłeś i dzisiaj obejrzałem. Przy okazji nawet nie wiedziałem, że miało to premierę kinową w Polsce i była to pełna wersja, w tym niesławione polowanie na (właściwie dręczenie) kangura. Choć spodziewałem się bardziej odpychającego filmu po opisie. Oczywiście czuje się ten brud Outbacku, w czym jest zasługa ładnej fotografii. I kangury są zabijane na żywca i nawet twórcy musieli wydać oświadczenie na końcu. Muzyka dość niepokojąca. Yabba jest spokojnym i bezpiecznym miejscem. Dość serdecznie odnoszą się do magisterka, mimo że nie pasuje do tego miejsca. I szanują wykształconych. Nawet można zostawić na kilka dni walizki i nikt niczego nie ukradnie. A główny bohater wpada w kłopoty z własnej winy i sam czuje się lepszy. Z drugiej strony reżyser mógł wpaść w pułapkę i ukazać mieszkańców Yabby jako totalnych karykaturalnych patusów, którzy już na wstępie spod byka by patrzyli. Ja bym określił to jako najlepszy spot antyalkoholowy, bo to on ciągnie wszystkich w dół i jest sprawcą całego zła w filmie. A także czasem warto krakać tak samo jak te wrony, w który się weszło, bo niekoniecznie się od różnisz.
7/10
Ja z kolei ujrzałem inny nieprzyjemny film z Imperium Brytyjskiego. Też dnia dzisiejszego:
Kes - W swojej recenzji Lassie (2005) pytałem, czy Yorkshire serio jest tak depresyjne. Cóż, Kes udowadnia, że tak. Dobrze, że są polskie napisy bo za Chiny Ludowe bym nie zrozumiał co oni tam ślōnskogodkajo.
Kolejny film o silnej więzi dziecka ze zwierzakiem. Choć bardziej to o znalezieniu pasji w niesprzyjającym środowisku. Najbardziej pogodny tu był soundtrack.Przy też ta patola jest ukazana naturalnie. Billy jest przymułem, ale ma paczkę kumpli i belfrowie (sfrustrowani i nietraktowani poważnie przez uczniów) szurają się po równo do wszystkich. i relacje z matką ma OK. I tylko brat jest dupkiem. I potem jedyny przyzwoity belfer go chwali za wykład o sokolnictwie i wszyscy się zaciekawiają. I każdy przechodzień spogląda z zaciekawieniem na Kesa. Gdyby to był polski film, to pewnie wszyscy by jebali Billy'ego za pasję, wszyscy wyglądali jak z horroru (mimo, że ludzie też tu nie są przystojni. Jeden chłopczyk to ma dosłownie zepsute zęby rodem ze stereotypów) i byliby okrutni, że aż karykaturalni, każdy miał nałóg i byłoby nakręcone w chłodnym filtrze, żeby widz domyślił się, że ma się smucić.
I przyznać trzeba, że w połowie trwania Kes ma w sobie jakąś nadzieję. Plus Kes zaskakująco zawiera w sobie szczyptę humoru. Aż do pewnego momentu. Zakończenie nie zaskoczyło mnie - głównie dlatego, że zaspoilerowałem sobie; ale film od początku był smutny i zdziwiłbym, gdyby skończyłoby inaczej. I można się domyśleć kiedy brachol przyszedł pod szkołę i z niepokojem jak bohater się czeka na punkt kulminacyjny. Odnośnie tego, reżyser do kulminacyjnej sceny „zapomniał” coś powiedzieć, i rozpacz dzieciaka była autentyczna. I także kazał na żywo lać dzieci trzcinką, by ich reakcja była jak najprawdziwsza :). Ale trzeba przyznać Bradleyowi, że faktycznie dobrze gra, zwłaszcza w szkolnym wykładzie. Film momentami wygląda jak reportaż. Trochę brakuje faktycznego zakończenia, bo człowieka zastanawia co dalej.
Warto obejrzeć, zwłaszcza że całkiem jest ponadczasowy. Już w 1969 r. pojawiło się narzekanie, że obecne pokolenie jest stracone i nic z niego nie będzie, bo mają te gadżety i muzykę i chowają w dobrobycie :).
8/10
02-02-2025, 22:38 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-02-2025, 22:40 przez OGPUEE.)





