No patrz, zachęciłem do Wake in Fright, a sam przypomniałem sobie ostatnio Kesa. Kapitalny, acz niesamowicie dobijający w wymowie, rozwalający w puch skrawki nadziei, o której pisałeś. "Z tego nic dobrego nie będzie" jako motto. Od stuprocentowej deprechy ratuje całość mecz w gałę na wuefie (śmiałem się, jakbym oglądał Monty Pythona). W sumie nie wiem, dlaczego w tej chwili przypomniał mi się inny brytyjski film z tamtej dekady - Samotność Długodystansowca. Nie ma zbyt wiele punktów wspólnych z dziełem Loacha, niemniej polecam. Słowa-klucze: więzienie, godność, konformizm.
Nadrobiłem ostatnio Wzgórze Nadziei i mam do napisania, co następuje: nie jest to coś wielkiego, ale rozwala 90% obecnego kina. Tak, to kolejne narzekanie z serii "kiedyś to było". Nie chciałem spoilerować. No, w każdym razie książka lepsza, a film ogląda sie dla bohaterów pobocznych - jurnego klechy w wykonaniu nieodżałowanego PSH, pijaczka o twarzy Gleesona czy rezolutnej Bridget Jones (w epizodach również Matylda z Leona Zawodowca, Strach na Wróble i ten brzdękacz z The White Stripes. Główny wątek (jak kocha, to poczeka) oczywiście nudny i płaski, ale w sumie taki to materiał literacki. Nie mogę też oczekiwać, że reżyser Angielskiego Pacjenta sprawi, że zacznę się przejmować dominującym motywem miłosnym.
A teraz zasiadam do Memoir of a Snail. W ogóle nie interesowała mnie ta animacja, a potem zorientowałem się, że stworzył ją pan od Mary i Maxa. Nie chcę się nastawiać na coś równie wspaniałego, ale niech to, kierwa, będzie wspaniałe.
Nadrobiłem ostatnio Wzgórze Nadziei i mam do napisania, co następuje: nie jest to coś wielkiego, ale rozwala 90% obecnego kina. Tak, to kolejne narzekanie z serii "kiedyś to było". Nie chciałem spoilerować. No, w każdym razie książka lepsza, a film ogląda sie dla bohaterów pobocznych - jurnego klechy w wykonaniu nieodżałowanego PSH, pijaczka o twarzy Gleesona czy rezolutnej Bridget Jones (w epizodach również Matylda z Leona Zawodowca, Strach na Wróble i ten brzdękacz z The White Stripes. Główny wątek (jak kocha, to poczeka) oczywiście nudny i płaski, ale w sumie taki to materiał literacki. Nie mogę też oczekiwać, że reżyser Angielskiego Pacjenta sprawi, że zacznę się przejmować dominującym motywem miłosnym.
A teraz zasiadam do Memoir of a Snail. W ogóle nie interesowała mnie ta animacja, a potem zorientowałem się, że stworzył ją pan od Mary i Maxa. Nie chcę się nastawiać na coś równie wspaniałego, ale niech to, kierwa, będzie wspaniałe.
02-02-2025, 23:57





