Giant (1956) - od dawna miałem na celowniku i po The Brutalist szybciej spełniłem ten zamiar. Co prawda planowałem go zaliczyć gdzieś tak tydzień temu, ale w praktyce szybciej obejrzałem Bambiego: Opowieść leśną.
Co mnie zaskoczyło, to film jest całkiem postępowy i w wielu kwestiach aktualny. Akcja dzieje się w latach 20., a Leslie dostrzega nierówności społeczne uderzające w Meksykanów. Plus irytuje się, że nie może wziąć udziału w męskiej rozmowie, gdyż w jej rodzinnych stronach to coś normalnego. Albo moment kiedy Bick chce wymusić na synu miłość do jazdy konnej, mimo widocznej niechęci syna i sprzeciw matki, bo "to lubią chłopcy" (a, że debilna sentencja "robisz dla siebie" to wymówka na zachcianki rodziców i ich dumę). I co ciekawe, zdanie matki podziela inny Teksańczyk, też konserwatywny! I potem wszystkie dzieciaki ostro beczą, kiedy odkrywają że głaskany przez nich indyk skończył upieczony (i wszyscy dorośli mają ten cudowny moment niezręczności :)). A z drugiej strony pokazuje inny punkt siedzenia. Bo potem ta sama Leslie nie chce, by córka uczyła się w koedukacyjnej akademii, a Bickowi zmienia się percepcja na pewne sprawy i musi się pogodzić, że nawet przyszły zięć chce prowadzić skromne i proste gospodarstwo. Nie muszę mówić, że postępowa tematykę ukazano tu naturalniej niż w dzisiejszych produkcjach; nawet obligatoryjna scena rasizmu jest wiarygodna i bez cringe'u.
Co tu też widzę, głównym motywem jest wystawienie na próbę miłości dwóch różniących się osób. Bick i Lesie zakochują i biorą ślub szybciej niż w disneyowskich animacjach. Pomimo niesnasek i różnic kulturowych ich małżeństwo mimo wszystko trwa, a z biegiem czasu się cementu je. A Rink niby zły, ale do fortuny dochodzi sam i jego niechęć do Benedictów ma uwarunkowanie.
Odnośnie realizacji. OLBRZYMI. Dobre zdjęcia nie tylko szerokich widoków, szczególnie iż krajobrazy Teksasu nie wydają mi się atrakcyjne. Też wiarygodne ich postarzeli. Z Hudsonem i Taylor większego problemu nie było, a Deana z młodzieńczą twarzą można nie poznać. Co do Deana, świetnie zagrał i postać też najlepsza. W scenie barbecue widać jego outsiderstwo. Szkoda, że mu się zmarło.
Przy okazji wzięło mnie na Wschód od Edenu, jedyny film z Deanem w roli pierwszoplanowej, którego nie widziałem.
9/10
Zorro, ostrze szpady - wzorem stycznia kontynuuję swashbucklery. W lutym 2022 roku było inne podejście do Zorro (wersja z Deloinem), więc w lutym tego roku też będzie inne podejście do Zorro.
Mimo że to komedia i parodia Znaku Zorro, czuć tu miłość twórców do starych filmów płaszcza i szpady i produkcja wygląda jak takowy, mimo prześmiewczych dialogów; także pierwszy oponent Lisa sprawdziłby się w normalnym filmie. Hamilton wygląda i zachowuje się gwiazda takowych - Power, Flynn, Fairbanksowie czy Lancaster. Nawet te podkreślone komediowo sytuacje znalazłyby się w starym Zorro czy innych Trzech muszkieterach. Oczywiście poziom bekowości wzrasta, kiedy zjawia gejuchowaty bliźniak Zorra (genialne polskie tłumaczenie ksywy brata). Znakomity Hamilton w obu rolach. Z kolei aktor wcielający się w antagonistę za bardzo szarżował, podobnie jego żonka. Wiedziałem o ekscentrycznych wdziankach braciszka, ale bardziej bekowy był kostium Henryka VIII złego. I w tej sekwencji z zaskoczenia wziął mnie inny kostium brachola.
Takie hołdy to ja lubię.
8/10
Co mnie zaskoczyło, to film jest całkiem postępowy i w wielu kwestiach aktualny. Akcja dzieje się w latach 20., a Leslie dostrzega nierówności społeczne uderzające w Meksykanów. Plus irytuje się, że nie może wziąć udziału w męskiej rozmowie, gdyż w jej rodzinnych stronach to coś normalnego. Albo moment kiedy Bick chce wymusić na synu miłość do jazdy konnej, mimo widocznej niechęci syna i sprzeciw matki, bo "to lubią chłopcy" (a, że debilna sentencja "robisz dla siebie" to wymówka na zachcianki rodziców i ich dumę). I co ciekawe, zdanie matki podziela inny Teksańczyk, też konserwatywny! I potem wszystkie dzieciaki ostro beczą, kiedy odkrywają że głaskany przez nich indyk skończył upieczony (i wszyscy dorośli mają ten cudowny moment niezręczności :)). A z drugiej strony pokazuje inny punkt siedzenia. Bo potem ta sama Leslie nie chce, by córka uczyła się w koedukacyjnej akademii, a Bickowi zmienia się percepcja na pewne sprawy i musi się pogodzić, że nawet przyszły zięć chce prowadzić skromne i proste gospodarstwo. Nie muszę mówić, że postępowa tematykę ukazano tu naturalniej niż w dzisiejszych produkcjach; nawet obligatoryjna scena rasizmu jest wiarygodna i bez cringe'u.
Co tu też widzę, głównym motywem jest wystawienie na próbę miłości dwóch różniących się osób. Bick i Lesie zakochują i biorą ślub szybciej niż w disneyowskich animacjach. Pomimo niesnasek i różnic kulturowych ich małżeństwo mimo wszystko trwa, a z biegiem czasu się cementu je. A Rink niby zły, ale do fortuny dochodzi sam i jego niechęć do Benedictów ma uwarunkowanie.
Odnośnie realizacji. OLBRZYMI. Dobre zdjęcia nie tylko szerokich widoków, szczególnie iż krajobrazy Teksasu nie wydają mi się atrakcyjne. Też wiarygodne ich postarzeli. Z Hudsonem i Taylor większego problemu nie było, a Deana z młodzieńczą twarzą można nie poznać. Co do Deana, świetnie zagrał i postać też najlepsza. W scenie barbecue widać jego outsiderstwo. Szkoda, że mu się zmarło.
Przy okazji wzięło mnie na Wschód od Edenu, jedyny film z Deanem w roli pierwszoplanowej, którego nie widziałem.
9/10
Zorro, ostrze szpady - wzorem stycznia kontynuuję swashbucklery. W lutym 2022 roku było inne podejście do Zorro (wersja z Deloinem), więc w lutym tego roku też będzie inne podejście do Zorro.
Mimo że to komedia i parodia Znaku Zorro, czuć tu miłość twórców do starych filmów płaszcza i szpady i produkcja wygląda jak takowy, mimo prześmiewczych dialogów; także pierwszy oponent Lisa sprawdziłby się w normalnym filmie. Hamilton wygląda i zachowuje się gwiazda takowych - Power, Flynn, Fairbanksowie czy Lancaster. Nawet te podkreślone komediowo sytuacje znalazłyby się w starym Zorro czy innych Trzech muszkieterach. Oczywiście poziom bekowości wzrasta, kiedy zjawia gejuchowaty bliźniak Zorra (genialne polskie tłumaczenie ksywy brata). Znakomity Hamilton w obu rolach. Z kolei aktor wcielający się w antagonistę za bardzo szarżował, podobnie jego żonka. Wiedziałem o ekscentrycznych wdziankach braciszka, ale bardziej bekowy był kostium Henryka VIII złego. I w tej sekwencji z zaskoczenia wziął mnie inny kostium brachola.
Takie hołdy to ja lubię.
8/10
16-02-2025, 18:05






