Girl Haunts Boy (2024) - Szukałem jakiegoś feel-good movie, a tu jeszcze mamy ducha i coś w rodzaju pętli czasowej, co chyba jest moim ulubionym gatunkiem filmowym. Namawiać nie trzeba. Na RottenTomatoes 92% u krytyków i 83% u widzów. No i nie rozumiem dlaczego, bo to takie max 6/10. Ani nic odkrywczego, ani nie podane w odświeżający sposób. Brakowało czegoś, co odróżniłoby tę produkcję od podobnych filmów. Ale niestety jedzie schematem, bez żadnej oryginalności. A wiele przecież nie trzeba. Okazje były. Chociażby pokazać jak zmienił się świat w ciągu tych 100 lat od śmierci głównej bohaterki. I jakim dla niej jest szokiem ten dzisiejszy. Dałoby się tym pobawić. A tu mamy tylko jedną scenę z Ajfonem i trochę gadki o samolotach. Niewykorzystany potencjał.
Aktorsko oboje mi nie podeszli. Tzn. bardzo lubię Tory z Cobra Kai, no ale to dla mnie właśnie Tory z Cobra Kai, a nie ciepła, uśmiechnięta i delikatna dziewczyna z lat. 30 XX. wieku. Jeszcze dużo się musi nagrać, żeby wyjść z łatki karateczki z problemami. Natomiast koleś to totalne drewno bez osobowości, a najlepiej w całym filmie mu wyszło śpiewanie. Nawet myślałem, że to jakiś popowy śpiewacz, próbujący sił w aktorstwie. Ale nie. Ahtor na pełen etat.
Film ma lekki vibe, choć pod koniec skręca w poważne rejony. Przemijanie, utrata bliskiej osoby, radzenie sobie ze stratą. Jest też trochę femi-pierdololo, ale tak delikatnie, do przyjęcia. No i nie wiem czy dobrze pamiętam, bo parę dni minęło od seansu. Ale tam chyba wystąpiło tylko 4 aktorów, którzy mieli więcej niż 2 kwestie do wypowiedzenia. Niby film o dziewczynie - duchu, ale tak naprawdę niewidzialni byli wszyscy inni poza matką i koleżanką głównego bohatera. Ale taki chyba był cel twórców, aby pokazać jego samotność.
Wszystko wyszło tak sobie i chyba nawet obniżę do 5/10.
Aktorsko oboje mi nie podeszli. Tzn. bardzo lubię Tory z Cobra Kai, no ale to dla mnie właśnie Tory z Cobra Kai, a nie ciepła, uśmiechnięta i delikatna dziewczyna z lat. 30 XX. wieku. Jeszcze dużo się musi nagrać, żeby wyjść z łatki karateczki z problemami. Natomiast koleś to totalne drewno bez osobowości, a najlepiej w całym filmie mu wyszło śpiewanie. Nawet myślałem, że to jakiś popowy śpiewacz, próbujący sił w aktorstwie. Ale nie. Ahtor na pełen etat.
Film ma lekki vibe, choć pod koniec skręca w poważne rejony. Przemijanie, utrata bliskiej osoby, radzenie sobie ze stratą. Jest też trochę femi-pierdololo, ale tak delikatnie, do przyjęcia. No i nie wiem czy dobrze pamiętam, bo parę dni minęło od seansu. Ale tam chyba wystąpiło tylko 4 aktorów, którzy mieli więcej niż 2 kwestie do wypowiedzenia. Niby film o dziewczynie - duchu, ale tak naprawdę niewidzialni byli wszyscy inni poza matką i koleżanką głównego bohatera. Ale taki chyba był cel twórców, aby pokazać jego samotność.
Wszystko wyszło tak sobie i chyba nawet obniżę do 5/10.
08-02-2025, 02:55





