Maria Callas
Byłem dzisiaj w kinie na nowej propozyji kolesia od "Jackie" i "Spencer" - głównie dlatego, aby zobaczyć głośną rolę Anżeliny na własne oczy. Pablo Larrain wymyślił sobie swój gatunek filmowy i trzepie te biografie znanych kobiet na swoją modłę, czyli kino smutne, depresyjne, z długimi ujęciami, wiadomo zbliżenia na twarze, coś tam kręcone z ręki itd itp. W przypadku filmu Maria Callas dochodzą do tego jeszcze grafomańskie dialogi w stylu "to moje ciało nie chciało dziecka, bo moje ciało wie, że jestem tygrysicą", czy jakoś tak, oraz często korzystanie z jakichs arty-fartsów czego kurde nie lubię zbytnio. Generalnie uważam, że Larrain ma fajne pomysły, jeśli chodzi o portretowanie ikon kobiecych naznaczonych tragedią i samotnością, ale te jego filmy to taki soft kazus Wesa Andersona, który też kręci cały czas ten film. Można go szanować, że nie kręci jakichś sztampowych biografii w stylu Boba Marleya czy coś, ale ma przy tym bardzo ciężką rękę i jest to kino dosyć cieżko przyswajalne. Tutaj dochodzi jeszcze więcej nieznośnego patosu plus Angelina w cale nie jest jakaś super w tej roli i cieszę się, że nie ma nominacji za to. Mam wrażenie, że jest to całkowicie wykalkulowana kreacja, typowy oscar bait w stylu "Judy" czy innej "Iron Lady". Jak dla mnie najmniej autentyczne i najgorsza z całej - nazwisjmy to - kobiecej trylogii Larrina.
U mnie to wygląda tak: Jackie 7/10, Spencer 5/10, Maria 5/10, ale jeśli chodzi o role aktorskie to Kristen Stewart > Natalie Portman > Angelina Jolie.
Mam wrażenie, że koleś marzy o zrobieniu filmu o Monroe. Jej historia wydaje się być idealne skrojną pod jego reżyserski fetysz. W sumie w historii znajdzie pewnie jeszcze kilka ikon, które mogłyby nadawać się do jego depresyjnego uniwersum. Edith Piaf (chociaż ta dostała mega głośny i oscarowy film też), Virginia Woolf, Zelda Fitzgerald czy Sylvia Plath spokojnie mogłyby się znaleźć na jego radarze.
Jeszcze apropo Jolie. Przed filmem leciał zwiastun "I'm still here" (idę w piątek), który widziałem po raz pierwszy. Fernanda Torres już po samym trailerze pokazała, że nominacja dużo bardziej należała się właśnie jej.
Byłem dzisiaj w kinie na nowej propozyji kolesia od "Jackie" i "Spencer" - głównie dlatego, aby zobaczyć głośną rolę Anżeliny na własne oczy. Pablo Larrain wymyślił sobie swój gatunek filmowy i trzepie te biografie znanych kobiet na swoją modłę, czyli kino smutne, depresyjne, z długimi ujęciami, wiadomo zbliżenia na twarze, coś tam kręcone z ręki itd itp. W przypadku filmu Maria Callas dochodzą do tego jeszcze grafomańskie dialogi w stylu "to moje ciało nie chciało dziecka, bo moje ciało wie, że jestem tygrysicą", czy jakoś tak, oraz często korzystanie z jakichs arty-fartsów czego kurde nie lubię zbytnio. Generalnie uważam, że Larrain ma fajne pomysły, jeśli chodzi o portretowanie ikon kobiecych naznaczonych tragedią i samotnością, ale te jego filmy to taki soft kazus Wesa Andersona, który też kręci cały czas ten film. Można go szanować, że nie kręci jakichś sztampowych biografii w stylu Boba Marleya czy coś, ale ma przy tym bardzo ciężką rękę i jest to kino dosyć cieżko przyswajalne. Tutaj dochodzi jeszcze więcej nieznośnego patosu plus Angelina w cale nie jest jakaś super w tej roli i cieszę się, że nie ma nominacji za to. Mam wrażenie, że jest to całkowicie wykalkulowana kreacja, typowy oscar bait w stylu "Judy" czy innej "Iron Lady". Jak dla mnie najmniej autentyczne i najgorsza z całej - nazwisjmy to - kobiecej trylogii Larrina.
U mnie to wygląda tak: Jackie 7/10, Spencer 5/10, Maria 5/10, ale jeśli chodzi o role aktorskie to Kristen Stewart > Natalie Portman > Angelina Jolie.
Mam wrażenie, że koleś marzy o zrobieniu filmu o Monroe. Jej historia wydaje się być idealne skrojną pod jego reżyserski fetysz. W sumie w historii znajdzie pewnie jeszcze kilka ikon, które mogłyby nadawać się do jego depresyjnego uniwersum. Edith Piaf (chociaż ta dostała mega głośny i oscarowy film też), Virginia Woolf, Zelda Fitzgerald czy Sylvia Plath spokojnie mogłyby się znaleźć na jego radarze.
Jeszcze apropo Jolie. Przed filmem leciał zwiastun "I'm still here" (idę w piątek), który widziałem po raz pierwszy. Fernanda Torres już po samym trailerze pokazała, że nominacja dużo bardziej należała się właśnie jej.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
25-02-2025, 20:43 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25-02-2025, 20:45 przez Pelivaron.)





