- The Bikeriders (2023)
Jodie Comer, Austin Butler (czy tylko mnie Butler przypomina tutaj młodego Mickeya Rourke?), Tom Hardy, Michael Shannon, Damon Herriman - mieć taką obsadę a zrobić tak nijaki film, który nie ma fabuły. Bo o czym ten film tak naprawdę opowiada? Może o odchodzących latach 60 tylko, że ten wątek pojawia się w ostatnich 20 minutach filmu gdy miałem zerowe zainteresowanie. Ale żeby nie dać możliwości aktorom się wykazać to trzeba mieć talent. O niektórych jak Shannon to zupełnie zapomniałem że grają w tym filmie. Po seansie sprawdziłem kogo to jest produkcja i jestem zaskoczony, bo jest to film Jeffa Nicholsa (choć teraz nie dziwi mnie że wystąpił Shannon bo gra w każdym jego filmie) znanego z tak dobrych filmów jak Mud, Midnight Special, Loving, Take Shelter.
Nichols to dobry rzemieślnik i ciężko mi uwierzyć, żeby takiego średniaka zrobił, ale może wina leży po mojej stronie, bo nie jestem fanem produkcji o motocyklistach i gangach motocyklowych (nigdy nie skończyłem 1 serii Synów Anarchii, a co dopiero mówić o całym serialu) i dlatego nie kupiła mnie ta produkcja. Zmarnowany potencjał dobrych i charakterystycznych aktorów, choć akurat Hardy'ego kariera w ostatnich latach jest w stagnacji, bo albo gra w bardzo złych filmach gdzie przeszarżowuje (Capone) albo nijakich produkcjach (Venom). No i to ciągle to bawienie się głosem zahaczające o parodię, a to jeden z moich ulubionych aktorów. Ale on ostatnio mało gra, jeden film na rok lub na 2 lata. Ale nikogo nie zapamiętacie z tego filmu, talent i charyzma poszły sobie do lasu w każdym przypadku.
Norman Reedus znany z Walking Dead znowu na motocyklu, trudno go rozpoznać. Tak powinien wyglądać w serialu, bardziej pasuje jego wygląd z tego filmu do serialu o zombiakach, który był przecież postapokalipsą niż to jak wygladał w serialu. Ocena: 4/10.
- The Order (2024)
Jest to dobre kino gatunkowe, które wielu widzom kojarzy się z twórczością Michaela Manna, szczególnie z Gorączką (pewnie przez wątek konfrontacji między policjantem i bandziorem, ale to nie jedyny film gdzie mamy takie zagranie, to nie tylko Mann takie filmy robił), choć ja bym powiedział, że to jest produkcja bliższa filmom Taylora Sheridana. The Order ma coś w sobie ze współczesnego westernu tak jak filmy i seriale Sheridana. Czekałem na Ciche braterstwo, bo to kolejna interesująco zapowiadająca się produkcja z Nicholasem Houltem, a ostatnio ma dobrą passę. Widocznie ma dobrego agenta, bo to kolejny wart uwagi widzów film po znakomitym Przysięgłym nr 2 Clinta Eastwooda, serialu The Great, Reinfield z Cagem, Menu (jest też Nosferatu Eggersa ale tego filmu jeszcze widziałem). I kolejny raz pokazał że jest wszechstronnym aktorem, który ne boi się wyzwań aktorskich, a tym razem gra amerykańskiego nazistę. Nie budzi sympatii jego postać, nie da mu się kibicować, choć nie można odmówić Bobowi Mathewsowi, bo tak się nazywa jego bohater, charyzmy.
A drugą ważna postacią, a dokładnie to pierwszą, bo gra główną rolę jest Jude Law w roli agenta FBI, którego zniszczyła praca i postać którą też ciężko darzyć sympatią, choć z innych powodów co nazistę. Jest to też taki aktor, który od kilku lat nie schodzi poniżej poziomu i nawet jeśli produkcja, która całościowo nie dowozi to Lawowi nie można nic zarzucić. I tak samo jest w tym przypadku, bo znowu dał popis aktorstwa. Jest jeszcze Tye Sheridan w roli policjanta, który też daje radę. Ogólnie cała obsada się spisuje np aktor o swojsko brzmiacym imieniu i nazwisku Victor Slezak w roli szefa kongregacji, ale to Hoult i Law są postaciami, które przyciągają do ekranu. Jest to film oparty na faktach i z tego co słyszałem to dużo się zgadza z prawdziwymi wydarzeniami, ale ciekawe jest to jak jednocześnie jest to prosty film.
Chodzi mi o klisze np chyba każdy się domyśli w czasie seansu co się stanie z partnerem agenta FBI. A jednocześnie jest to produkcja tak dobrze zagrana i zrealizowana (sceny akcji i napadów są na dobrym poziomie), że nawet jak następuje zwolnienie akcji, to film trzyma cały czas w napięciu. Duże brawa należą się za zdjęcia, stronę wizualną i za dudniącą, szarpiącą nerwy muzykę. Bardzo podobał mi się ostatni akt czyli sceny w domu, nie tylko wizualnie, ale ogólnie cała sekwencja. Jest to najlepszy film Justina Kurzela, choć przyznam, że znam go tylko z dwóch filmów, czyli Makbeta z Fassbenderem, który wyróżniał się stroną wizualną i nudnawego Assassin's Cred. Chyba pora zapoznać się z Nitram i Snowtown. A nie, okazało się, że widziałem też True History of the Kelly Gang i bardzo mi się podobał, pamiętam że było to połączenie klimatów Peaky Blinders oraz filmów The Nightingale i ?Bronsona Refna, więc Ciche braterstwo to drugi najlepszy film Kurtzela. Ocena: 7.5/10
Jodie Comer, Austin Butler (czy tylko mnie Butler przypomina tutaj młodego Mickeya Rourke?), Tom Hardy, Michael Shannon, Damon Herriman - mieć taką obsadę a zrobić tak nijaki film, który nie ma fabuły. Bo o czym ten film tak naprawdę opowiada? Może o odchodzących latach 60 tylko, że ten wątek pojawia się w ostatnich 20 minutach filmu gdy miałem zerowe zainteresowanie. Ale żeby nie dać możliwości aktorom się wykazać to trzeba mieć talent. O niektórych jak Shannon to zupełnie zapomniałem że grają w tym filmie. Po seansie sprawdziłem kogo to jest produkcja i jestem zaskoczony, bo jest to film Jeffa Nicholsa (choć teraz nie dziwi mnie że wystąpił Shannon bo gra w każdym jego filmie) znanego z tak dobrych filmów jak Mud, Midnight Special, Loving, Take Shelter.
Nichols to dobry rzemieślnik i ciężko mi uwierzyć, żeby takiego średniaka zrobił, ale może wina leży po mojej stronie, bo nie jestem fanem produkcji o motocyklistach i gangach motocyklowych (nigdy nie skończyłem 1 serii Synów Anarchii, a co dopiero mówić o całym serialu) i dlatego nie kupiła mnie ta produkcja. Zmarnowany potencjał dobrych i charakterystycznych aktorów, choć akurat Hardy'ego kariera w ostatnich latach jest w stagnacji, bo albo gra w bardzo złych filmach gdzie przeszarżowuje (Capone) albo nijakich produkcjach (Venom). No i to ciągle to bawienie się głosem zahaczające o parodię, a to jeden z moich ulubionych aktorów. Ale on ostatnio mało gra, jeden film na rok lub na 2 lata. Ale nikogo nie zapamiętacie z tego filmu, talent i charyzma poszły sobie do lasu w każdym przypadku.
Norman Reedus znany z Walking Dead znowu na motocyklu, trudno go rozpoznać. Tak powinien wyglądać w serialu, bardziej pasuje jego wygląd z tego filmu do serialu o zombiakach, który był przecież postapokalipsą niż to jak wygladał w serialu. Ocena: 4/10.
- The Order (2024)
Jest to dobre kino gatunkowe, które wielu widzom kojarzy się z twórczością Michaela Manna, szczególnie z Gorączką (pewnie przez wątek konfrontacji między policjantem i bandziorem, ale to nie jedyny film gdzie mamy takie zagranie, to nie tylko Mann takie filmy robił), choć ja bym powiedział, że to jest produkcja bliższa filmom Taylora Sheridana. The Order ma coś w sobie ze współczesnego westernu tak jak filmy i seriale Sheridana. Czekałem na Ciche braterstwo, bo to kolejna interesująco zapowiadająca się produkcja z Nicholasem Houltem, a ostatnio ma dobrą passę. Widocznie ma dobrego agenta, bo to kolejny wart uwagi widzów film po znakomitym Przysięgłym nr 2 Clinta Eastwooda, serialu The Great, Reinfield z Cagem, Menu (jest też Nosferatu Eggersa ale tego filmu jeszcze widziałem). I kolejny raz pokazał że jest wszechstronnym aktorem, który ne boi się wyzwań aktorskich, a tym razem gra amerykańskiego nazistę. Nie budzi sympatii jego postać, nie da mu się kibicować, choć nie można odmówić Bobowi Mathewsowi, bo tak się nazywa jego bohater, charyzmy.
A drugą ważna postacią, a dokładnie to pierwszą, bo gra główną rolę jest Jude Law w roli agenta FBI, którego zniszczyła praca i postać którą też ciężko darzyć sympatią, choć z innych powodów co nazistę. Jest to też taki aktor, który od kilku lat nie schodzi poniżej poziomu i nawet jeśli produkcja, która całościowo nie dowozi to Lawowi nie można nic zarzucić. I tak samo jest w tym przypadku, bo znowu dał popis aktorstwa. Jest jeszcze Tye Sheridan w roli policjanta, który też daje radę. Ogólnie cała obsada się spisuje np aktor o swojsko brzmiacym imieniu i nazwisku Victor Slezak w roli szefa kongregacji, ale to Hoult i Law są postaciami, które przyciągają do ekranu. Jest to film oparty na faktach i z tego co słyszałem to dużo się zgadza z prawdziwymi wydarzeniami, ale ciekawe jest to jak jednocześnie jest to prosty film.
Chodzi mi o klisze np chyba każdy się domyśli w czasie seansu co się stanie z partnerem agenta FBI. A jednocześnie jest to produkcja tak dobrze zagrana i zrealizowana (sceny akcji i napadów są na dobrym poziomie), że nawet jak następuje zwolnienie akcji, to film trzyma cały czas w napięciu. Duże brawa należą się za zdjęcia, stronę wizualną i za dudniącą, szarpiącą nerwy muzykę. Bardzo podobał mi się ostatni akt czyli sceny w domu, nie tylko wizualnie, ale ogólnie cała sekwencja. Jest to najlepszy film Justina Kurzela, choć przyznam, że znam go tylko z dwóch filmów, czyli Makbeta z Fassbenderem, który wyróżniał się stroną wizualną i nudnawego Assassin's Cred. Chyba pora zapoznać się z Nitram i Snowtown. A nie, okazało się, że widziałem też True History of the Kelly Gang i bardzo mi się podobał, pamiętam że było to połączenie klimatów Peaky Blinders oraz filmów The Nightingale i ?Bronsona Refna, więc Ciche braterstwo to drugi najlepszy film Kurtzela. Ocena: 7.5/10
27-02-2025, 13:48





