W końcu postanowiłem obejrzeć klasyczne pozycje, których do tej pory nie miałem okazji obejrzeć i trafiło na "Rodzinę Soprano". I jest zajebiście, czuć ten feel początku l. dwutysięcznych, USA w przededniu 11 września, no po prostu miód na moje serce, zwłaszcza gdy zobaczyłęm tę scenę:
No i oczywiście historia, która hmm... no po prostu jest - jedna rzecz wynika z drugiej i jedziemy dalej aż do kolejnego zdarzenia, ba zaryzykuje opinię, że to taka mafijna telenowela. I kurczę to działa niemal na każdym poziomie, cieszy też to, że w gruncie rzeczy twórcy nie gloryfikują swoich bohaterów to nadal bezwzględni przestępcy a przy tym prawdziwe matoły (vide odcinek jak Andrea i Christopher próbują swoich sił w biznesie muzycznym).
Poziom tego serialu widać szczególnie dialogach, gdzie nawet w takiej zdawałoby się nieco satyrycznej scence jest całkiem ciekawa dyskusja co do twierdzeń Howarda Zinna na temat Krzysztofa Kolumba, nie tylko padają w niej trafne argumenty każdej ze stron sporu na jego temat, ale końcowa konkluzja jest taka, że o treści narracji w ostateczności decyduje ten kto ma siłę (w tym przypadku Tony).
02-03-2025, 14:52 (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02-03-2025, 14:53 przez Scheckley.)





