Lany poniedziałek
Bardzo fajny pomysł na film, ale jednak chyba zbyt trudny na debiut, bo czuć tu bardzo cieżką rękę reżyserki. O ile sielankowe sceny życia nastolatków, gdzieś tam na poczatku lat 2000, prowadzenie młodych aktorek (Nel Kaczmarek i w szczególności Julia Polaczek naprawdę spisują się wybornie) i finałowe sekwencje tytułego śmigusa dyngusan wyszły Pani Justynie Mytnik całkiem nieźle, tak reszta już nie do końca mi się podobała. A zapowiadało się całkiem spoko, bo czuć w tym wszystkim trochę taki wiedźmowy klimat, ale niestety jak już wjeżdża na pełnej realizm magiczny, sny głównej bohaterki prowadzące do odpowiedzi dotyczących przeżytej traumy oraz symbolika związana z polskim folklorem - jak np. zając na końcu filmu - to robi się dosyć topornie. Mytknik mam wrażenie trochę przedobrzyła, bo serio, nie trzeba dodawać tony symboli, żeby film był zrozumiały... Silenie się na artsy-fartsy w tym przypadku miały inne przełożenie, niestety. Też odniosłem trochę wrażenie, że ma to być film bardziej o siostrzanej realacji, aniżeli traumie, która jasne, że odgrywa ważną część fabuły, ale w finale schodzi na drugi plan.
Fajnie, że są w Polsce filmowcy, którzy sięgają po słowiańskie tradycje i zwyczaje, ale proszę o więcej konkretów, a mniej nadętego artyzmu i symboliki, a będzie spoko. Mimo wszystko to nie jest zły film i doceniam "Lany poniedziałek" bo to film z pomysłem na siebie, mający fajne główne role i interesującą energię. Pewnie niektórzy się od niego odbiją i uznają za gniota, ale ja nie będę aż tak krytyczny i takie naciągane 6/10 - ocena podniesiona głównie za sprawą roli Polaczek i dużej ambicji Mytnik. Ciekawy jestem jej kolejnego projektu.
Bardzo fajny pomysł na film, ale jednak chyba zbyt trudny na debiut, bo czuć tu bardzo cieżką rękę reżyserki. O ile sielankowe sceny życia nastolatków, gdzieś tam na poczatku lat 2000, prowadzenie młodych aktorek (Nel Kaczmarek i w szczególności Julia Polaczek naprawdę spisują się wybornie) i finałowe sekwencje tytułego śmigusa dyngusan wyszły Pani Justynie Mytnik całkiem nieźle, tak reszta już nie do końca mi się podobała. A zapowiadało się całkiem spoko, bo czuć w tym wszystkim trochę taki wiedźmowy klimat, ale niestety jak już wjeżdża na pełnej realizm magiczny, sny głównej bohaterki prowadzące do odpowiedzi dotyczących przeżytej traumy oraz symbolika związana z polskim folklorem - jak np. zając na końcu filmu - to robi się dosyć topornie. Mytknik mam wrażenie trochę przedobrzyła, bo serio, nie trzeba dodawać tony symboli, żeby film był zrozumiały... Silenie się na artsy-fartsy w tym przypadku miały inne przełożenie, niestety. Też odniosłem trochę wrażenie, że ma to być film bardziej o siostrzanej realacji, aniżeli traumie, która jasne, że odgrywa ważną część fabuły, ale w finale schodzi na drugi plan.
Fajnie, że są w Polsce filmowcy, którzy sięgają po słowiańskie tradycje i zwyczaje, ale proszę o więcej konkretów, a mniej nadętego artyzmu i symboliki, a będzie spoko. Mimo wszystko to nie jest zły film i doceniam "Lany poniedziałek" bo to film z pomysłem na siebie, mający fajne główne role i interesującą energię. Pewnie niektórzy się od niego odbiją i uznają za gniota, ale ja nie będę aż tak krytyczny i takie naciągane 6/10 - ocena podniesiona głównie za sprawą roli Polaczek i dużej ambicji Mytnik. Ciekawy jestem jej kolejnego projektu.
We don’t play finals, we win them - Sergio Ramos.
08-03-2025, 01:16





