The Apprentice - jestem rozdarty, bo to film z rodzaju tych, w których jest równocześnie dużo dobrego i złego, więc w zależności od tego co dla kogo jest ważniejsze to można oczekiwać oceny zarówno 4/10 jak i 8/10. Kapitalne jest oczywiście wykonanie, stylizacja na jakiś telewizyjny materiał z lat 80. całość wygląda jakbym oglądał z (trochę lepszego niż był naprawdę) VHSu, do tego to połączenie blichtru i kiczu z brudem ówczesnego Nowego Jorku daje wspaniałe efekty. Film stoi również aktorstwem: nominacja oscarowa dla Stana jak najbardziej zasłużona, bo jest naprawdę sztuką oddanie maniery Trumpa bez parodiowania go i tutaj udało się perfekcyjnie. Rola Stronga też dobra, ale mam do niej sporo zastrzeżeń, uważam że jednak jest przeszarżowana w czym nie pomaga przesadne portretowanie Cohna jako geniusza zła - nawet jeśli gość naprawdę taki był, to tutaj jest to nieautentycznie pokazane. I tutaj dochodzimy do głównego zarzutu, czyli prostactwo scenariusza, miałkość historii, która nie polega na niczym innym niż ilustracja motywu "uczeń przerósł mistrza" w wykonaniu straszliwego Trumpa - nie ma tutaj nic więcej, więc seans kończymy z poczuciem, że byłby to znakomity pierwszy odcinek serialu o Trumpie, bo poznaliśmy jego początki, a dopiero w kolejnych odcinkach dostaniemy prawdziwie mięso i zanurkujemy wgłąb tej fascynującej postaci.
Inna kwestia, że mrugnięć okiem do widza na zasadzie "bo wiecie, ten gość za 30 lat zostanie prezydentem" jest trochę za dużo. Ogólnie lepiej by było, gdyby ten film powstał w okolicy 2014 roku bez tego ciężaru, że oglądamy origin story prezydenta Trumpa, tylko po prostu historię pewnego kolorowego nowojorskiego przedsiębiorcy.
Inna kwestia, że mrugnięć okiem do widza na zasadzie "bo wiecie, ten gość za 30 lat zostanie prezydentem" jest trochę za dużo. Ogólnie lepiej by było, gdyby ten film powstał w okolicy 2014 roku bez tego ciężaru, że oglądamy origin story prezydenta Trumpa, tylko po prostu historię pewnego kolorowego nowojorskiego przedsiębiorcy.
09-03-2025, 06:53





