A Real Pain (2024) - Nie pamiętam kiedy ostatnio zmęczył mnie film trwający 89 minut. A jak jeszcze dodać, że to film znanego aktora, którego nawet lubię i gdzie akcja toczy się w moim kraju, to nuda wydawała mi się wręcz niemożliwa. A jednak.
Fkurwia mnie, gdy sceny toczą się bardzo powoli, ale jednocześnie nie dowiadujemy się niczego interesującego o samych bohaterach, a akcja ledwo posuwa się do przodu. I potem musimy oglądać recenzje Oleszczyka czy kogoś innego, żeby skumać o co w ogóle w tym filmie chodziło:))
On był jednocześnie prosty i kompletnie niezrozumiały. Wydaje mi się, że Eisenberg po prostu nie umie w sposób angażujący i jasny opowiadać historii. No nie każdy ma taki talent. A jak go nie masz w przypadku prostych, osobistych historii, to widz zamiast docenić, będzie szukał opinii innych, aby poznać czyjąś perspektywę, bo sam nie wyrobił sobie żadnej.
Polska jest pokazana spoko i właściwie nie mam żadnych uwag poza jedną, że praktycznie nie ma tam interakcji z naszymi rodakami, poza sceną z Januszem i jego synem. Żydzi zamknęli się w swoim towarzystwie i byłoby spoko, gdyby te postaci były interesujące. No ale nie były.
Obaj zagrali dobrze, ale żeby Culkin dostał za to Oscara to dla mnie mega dziwne, bo rola nie wymagała od niego praktycznie niczego. To już Eisenberg sceną, w której mówi mu ze łzami w oczach, że zazdrości mu tego jak reagują na niego ludzie, że go uwielbiają, a on tego nie dostrzega, ale nie chciałby go stracić, pokazał więcej.
Ale było tego mało. Spodziewałem się emocji w jednych scenach i lekkiego humoru w innych, a dostałem ziewanie. Nawet znajome ulice nie uratowały tego snuja. Daję więc 3/10. Surowo, ale spieprzono potencjał, który Polakom mógł dać hamerykańską produkcję, do której byśmy wracali.
A wyszło tak, że ciężko mi sobie wyobrazić, że jakiś Anglik czy Francuz obejrzał ten film z jakimkolwiek zaangażowaniem i bez ziewania.
P.S. Nie poznałem Bejbi z Dirty Dancing. No ale twarz tak przeorana, że trudno się dziwić:))
Fkurwia mnie, gdy sceny toczą się bardzo powoli, ale jednocześnie nie dowiadujemy się niczego interesującego o samych bohaterach, a akcja ledwo posuwa się do przodu. I potem musimy oglądać recenzje Oleszczyka czy kogoś innego, żeby skumać o co w ogóle w tym filmie chodziło:))
On był jednocześnie prosty i kompletnie niezrozumiały. Wydaje mi się, że Eisenberg po prostu nie umie w sposób angażujący i jasny opowiadać historii. No nie każdy ma taki talent. A jak go nie masz w przypadku prostych, osobistych historii, to widz zamiast docenić, będzie szukał opinii innych, aby poznać czyjąś perspektywę, bo sam nie wyrobił sobie żadnej.
Polska jest pokazana spoko i właściwie nie mam żadnych uwag poza jedną, że praktycznie nie ma tam interakcji z naszymi rodakami, poza sceną z Januszem i jego synem. Żydzi zamknęli się w swoim towarzystwie i byłoby spoko, gdyby te postaci były interesujące. No ale nie były.
Obaj zagrali dobrze, ale żeby Culkin dostał za to Oscara to dla mnie mega dziwne, bo rola nie wymagała od niego praktycznie niczego. To już Eisenberg sceną, w której mówi mu ze łzami w oczach, że zazdrości mu tego jak reagują na niego ludzie, że go uwielbiają, a on tego nie dostrzega, ale nie chciałby go stracić, pokazał więcej.
Ale było tego mało. Spodziewałem się emocji w jednych scenach i lekkiego humoru w innych, a dostałem ziewanie. Nawet znajome ulice nie uratowały tego snuja. Daję więc 3/10. Surowo, ale spieprzono potencjał, który Polakom mógł dać hamerykańską produkcję, do której byśmy wracali.
A wyszło tak, że ciężko mi sobie wyobrazić, że jakiś Anglik czy Francuz obejrzał ten film z jakimkolwiek zaangażowaniem i bez ziewania.
P.S. Nie poznałem Bejbi z Dirty Dancing. No ale twarz tak przeorana, że trudno się dziwić:))
14-03-2025, 03:44





