Path to War (2002) - John Frankenheimer
Temat przemielony na setki sposobów czyli wojna w Wietnamie. Stara, dobra szkoła i bardzo porządny kawał filmowego rzemiosła. Nie ma tu nic odkrywczego jeśli ktoś choć trochę zna historię tamtego okresu, ale warto obejrzeć.
Przede wszystkim dla aktorów.
Całość obraca się w trójkącie - Lyndona Johnsona (fenomenalny Gambon, który nie potrzebuje żadnej charakteryzacji ze swoim podobieństwem do "kartoflowatej" facjaty Johnsona), McNamary (równie znakomity Baldwin, któremu też wystarczy założyć okulary i zaczesać włosy do tyłu) i Clarka Clifforda (jak zwykle niezawodny Sutherland). W ogóle jest tu plejada znakomitych aktorów, nawet jak grają epizody.
No a treść jak mówiłem nic odkrywczego - po prostu kolejne spojrzenie na nakręcającą się spiralę sytuacji w Wietnamie gdzie każda decyzja prowadzi do kolejnej, coraz gorszej, choć ciężko powiedzieć, że można było podjąć inne.
Najlepsza jest scena jak generałowie proponują kolejne zwiększenie kontyngentu, kolejne bombardowania i tłumaczą, że w poprzedniej operacji odnieśliśmy ogromny sukces. Podają liczby zabitych i rannych Wietnamczyków a Clifford nagle zaczyna liczyć i mówi, że zniszczyli 120% wrogów, którzy brali udział w walkach :)
Nawet jeśli to "licentia poetica" to doskonale podsumowuje próby wygrania i skończenia tej wojny.
Bardzo polecam, spokojnie 7-8/10.
Temat przemielony na setki sposobów czyli wojna w Wietnamie. Stara, dobra szkoła i bardzo porządny kawał filmowego rzemiosła. Nie ma tu nic odkrywczego jeśli ktoś choć trochę zna historię tamtego okresu, ale warto obejrzeć.
Przede wszystkim dla aktorów.
Całość obraca się w trójkącie - Lyndona Johnsona (fenomenalny Gambon, który nie potrzebuje żadnej charakteryzacji ze swoim podobieństwem do "kartoflowatej" facjaty Johnsona), McNamary (równie znakomity Baldwin, któremu też wystarczy założyć okulary i zaczesać włosy do tyłu) i Clarka Clifforda (jak zwykle niezawodny Sutherland). W ogóle jest tu plejada znakomitych aktorów, nawet jak grają epizody.
No a treść jak mówiłem nic odkrywczego - po prostu kolejne spojrzenie na nakręcającą się spiralę sytuacji w Wietnamie gdzie każda decyzja prowadzi do kolejnej, coraz gorszej, choć ciężko powiedzieć, że można było podjąć inne.
Najlepsza jest scena jak generałowie proponują kolejne zwiększenie kontyngentu, kolejne bombardowania i tłumaczą, że w poprzedniej operacji odnieśliśmy ogromny sukces. Podają liczby zabitych i rannych Wietnamczyków a Clifford nagle zaczyna liczyć i mówi, że zniszczyli 120% wrogów, którzy brali udział w walkach :)
Nawet jeśli to "licentia poetica" to doskonale podsumowuje próby wygrania i skończenia tej wojny.
Bardzo polecam, spokojnie 7-8/10.
Zabili Pana Jezusa i wyłączyli komentarze...
25-03-2025, 23:22





