Twin Peaks: Fire Walk with Me - mam ambiwalentne odczucia, może najpierw o wadach: podmianka aktorki grającej Donnę to tragedia, raz że jest tak dosyć średnio podobna, a dwa, że gra też raczej marnie, a niestety jest jej w tym filmie dużo (w przeciwieństwie do Audrey, której w ogóle nie ma, albo Shelly którą widzimy bodajże w dwóch ujęciach). Poza tym, to tak ogólnie filmowy prequel nie był zbytnio potrzebny, no bo ja nie potrafię powiedzieć, żebym na jakiekolwiek wydarzenia z serialu spojrzał inaczej po obejrzeniu filmu - jest to zaledwie ilustracja tego, co każdy mógł sobie mniej więcej wyobrażać z opowieści świadków, śledztwa Coopera. Druga kwestia to cały początek filmu z zabójstwem Teresy - no niezbyt dobre to jest i mam wrażenie, że powstało z czystej przekory Lyncha, żeby nie dać widzom od razu wskoczyć do Twin Peaks, to pierwsze pół godziny niech się dzieje gdzie indziej...
Teraz plusy: wspaniale, że Sheryl Lee dostała okazję, aby pokazać życie Laury - jest to świetna rola, śmiało dałbym jej nominację oscarową, bo portret wyniszczonej chorą relacją z ojcem i narkotykami nastolatki w jej wykonaniu jest naprawdę przejmujący, poza tym w tym wypadku kontekst tego, że wiemy od samego początku co się z nią stanie sprawia, że wiele scen zyskuje na mocy: oczywiście spotkanie z Mikem na drodze albo krótki dialog z tą babką z pieńkiem działają tutaj znakomicie.
Dodatkowo, jak to u Lyncha: mamy sceny genialne. Ta impreza na dzień przed śmiercią Laury jest wspaniale nakręcona, zagrana, przygrywa wprost hipnotyzująca muzyka - dla mnie wielkie kino.
Dam 7/10 - podobało mi się.
Do trzeciego sezonu jakoś wciąż nie potrafię się zmusić.
Teraz plusy: wspaniale, że Sheryl Lee dostała okazję, aby pokazać życie Laury - jest to świetna rola, śmiało dałbym jej nominację oscarową, bo portret wyniszczonej chorą relacją z ojcem i narkotykami nastolatki w jej wykonaniu jest naprawdę przejmujący, poza tym w tym wypadku kontekst tego, że wiemy od samego początku co się z nią stanie sprawia, że wiele scen zyskuje na mocy: oczywiście spotkanie z Mikem na drodze albo krótki dialog z tą babką z pieńkiem działają tutaj znakomicie.
Dodatkowo, jak to u Lyncha: mamy sceny genialne. Ta impreza na dzień przed śmiercią Laury jest wspaniale nakręcona, zagrana, przygrywa wprost hipnotyzująca muzyka - dla mnie wielkie kino.
Dam 7/10 - podobało mi się.
Do trzeciego sezonu jakoś wciąż nie potrafię się zmusić.
28-03-2025, 10:45





