Cóż, marne to było. Nie tak jawnie obraźliwe jak wielki rabuś popcornu z karmelem, ale Muse oczywiście fatalny i z charakteru nijak nie przypomina komiksowego pierwowzoru, Cherry cokolwiek żałosny z tym ciągłym "pamiętasz jaka mocna więź nas łączyła?" (no nie, jakoś nie pamiętam), o Kingpinie tyle mogę powiedzieć, że chwilami był na ekranie. Wątek z dresiarzem oczywiście daremny.
Zmarnowali nawet śmierć Muse'a, który mógł na przykład ostatkiem sił artystycznie rozmazać własną krew na tym płótnie co to je naszykował.
Zmarnowali nawet śmierć Muse'a, który mógł na przykład ostatkiem sił artystycznie rozmazać własną krew na tym płótnie co to je naszykował.
02-04-2025, 21:02





