Mój wielkanocny maraton wciąż trwa:
Samson i Dalila - najbardziej dochodowy film roku 1950 Anno Domini za mną. Fabularnie to jakieś Wspaniałe stulecie, acz przyznam się, że w scenie weselicha nie spodziewałem się jednego zwrotu akcji. Myślałem, że wyłamią się z schematu tego typu kina i nie będą nie starali bawić się w "niejednoznaczność" femme fatalne, bo Dalila przez długi czas od początku jest suczą. A potem poszli po tej linii oporu i Dalila chlipie, że Samsonowi wypalono gały (na moje, dlatego że ten nie ma jak podziwiać jej urody, a nie że tam jakieś współczucie). Można uśmiechnąć pod nosem, gdy film z czasów Kodeksu Haysa wymawia wiele razy słowo "ass" (wiem, że dawniej tym słowem określano poczciwego osioła, ale wciąż) :). Samson w kreacji Victora Mature'a niecodzienny, bo nie ma sylwetki Herkulesa. Ale śmiesznie wygląda w tej peruce - zwłaszcza, że fryz wygląda jak babciny kok i bezczelnie widać, że jest doczepiane. Odnośnie wizualiów - zawsze widząc młodą Angelę Lansbury nigdy nie mogę się przyzwyczaić do tego widoku, bo dla mnie Lansbury to ta ciotka, co komentuje twój wzrost. Za to bryluje George Sanders jako seranim Filistynów - najlepiej zrobiona postać (np. robi rant nt. nieudolności innych panów filistyńskiej, i po chwili mruczy do skryby, by tego nie zapisywał) i najbardziej ogarnięta - w kulminacyjnej scenie jako jedyny ogarnia, że Samson planuje ludobójstwo w Gazie. I tu jest najlepsza sekwencja i rozmachu nie można odmówić - wpierw sądziłem, że posąg to matte painting, a potem widzimy go przewracającego się. No i sporo cieszących oko kolorysty bogatych kostiumów. DeMille miał lepsze filmy religijne. A to obok Dziesięciorgu Przykazań nawet nie stało.
5/10
My Dreams Is Yours - głównie znany z tego, że w filmie wystąpił Królik Bugs. A że Wielkanoc jest, a cameo Bugsa nawiązuje do tego święta (i tyle związków film ma z Wielkanocą), to w Wielki Wtorek to idzie ten musical. Typowa z tego okresu komedia romantyczna służąca jako tło dla piosenek i technikoloru. I to komedia z tych przeciętnych. Gówniak to skojarzył mi się z Wróblewską z Tylko mnie kochaj (tylko mniej triggerujący). I można wychwytać, co służyło potem do parodii w Looney Tunes. Jak na początku są wzdychające lasencje rodem z ówczesnych kreskówek (nawet jakiś dziadzio odwraca łeb z wypisanym CDK?). Bryluje tu Doris Day, która udowadnia że umie śpiewać, i jej pierwsza piosenka bardzo chwytliwa. Dobra była Eve Arden z zacięciem komiedowym i można się uśmiechnąć w jej scenach. Co do segmentu z Bugsem - ładnie to zanimowane, choć gorzej jest z - jakby to powiedzieć - wtopieniem w otoczenie - postacie nieco odstają, a jak poruszają się na błyszczącej podłodze, nie mają odbicia jak chociażby Jerry w Anchors Aweigh (swoją drogą, warto byłoby sobie przypomnieć). Choć to można tłumaczyć, że Warner Bros. Cartoons, choć wysokiej jakości, był jednak uboższy od MGM Cartoons czy Walt Disney Productions.
5/10
Jezus (1979) - dowiaduję się, że film w latach 90. dostał polski dubbing. I potem powstał drugi z niemal tą sama obsadą (podobnoż to film o największej ilości wersji językowej). Więc zdecydowałem rzucić okiem. A jako, że nie jestem religijnym czubem, to nie będę dawać specjalnych forów. Raczej to powstało do objazdowych pokazów w seminariach i dla laików - odhaczanie co ważniejszych faktów z życia Jezusa, który jest pomnikowym nadczłowiekiem. Jest kilka ładnych ujęć, choć głównie to sposób realizacji telewizyjnej. W większości mamy narrację opisującą daną scenę z Ewangelii św. Łukasza. Ale jako zapoznanie laika z dziejami Jezusa spisuje się dobrze. Taka Biblia Pauperum w wersji filmowej. Co do dubbingu - OK., Morawski pasuje jako głóny bohater. I budżet dubbingu też nie był wysoki, bo Frąckowiak, Bednarski i Olesiński (który używa tylko swego naturalnego głosu, odmiennego od Scooby'ego-Doo czy Smerfa Osiłka) robią za gwary i połowę postaci. Ale zaskoczył mnie pozytywnie Eugeniusz Robaczewski jako Legion.
5/10
Samson i Dalila - najbardziej dochodowy film roku 1950 Anno Domini za mną. Fabularnie to jakieś Wspaniałe stulecie, acz przyznam się, że w scenie weselicha nie spodziewałem się jednego zwrotu akcji. Myślałem, że wyłamią się z schematu tego typu kina i nie będą nie starali bawić się w "niejednoznaczność" femme fatalne, bo Dalila przez długi czas od początku jest suczą. A potem poszli po tej linii oporu i Dalila chlipie, że Samsonowi wypalono gały (na moje, dlatego że ten nie ma jak podziwiać jej urody, a nie że tam jakieś współczucie). Można uśmiechnąć pod nosem, gdy film z czasów Kodeksu Haysa wymawia wiele razy słowo "ass" (wiem, że dawniej tym słowem określano poczciwego osioła, ale wciąż) :). Samson w kreacji Victora Mature'a niecodzienny, bo nie ma sylwetki Herkulesa. Ale śmiesznie wygląda w tej peruce - zwłaszcza, że fryz wygląda jak babciny kok i bezczelnie widać, że jest doczepiane. Odnośnie wizualiów - zawsze widząc młodą Angelę Lansbury nigdy nie mogę się przyzwyczaić do tego widoku, bo dla mnie Lansbury to ta ciotka, co komentuje twój wzrost. Za to bryluje George Sanders jako seranim Filistynów - najlepiej zrobiona postać (np. robi rant nt. nieudolności innych panów filistyńskiej, i po chwili mruczy do skryby, by tego nie zapisywał) i najbardziej ogarnięta - w kulminacyjnej scenie jako jedyny ogarnia, że Samson planuje ludobójstwo w Gazie. I tu jest najlepsza sekwencja i rozmachu nie można odmówić - wpierw sądziłem, że posąg to matte painting, a potem widzimy go przewracającego się. No i sporo cieszących oko kolorysty bogatych kostiumów. DeMille miał lepsze filmy religijne. A to obok Dziesięciorgu Przykazań nawet nie stało.
5/10
My Dreams Is Yours - głównie znany z tego, że w filmie wystąpił Królik Bugs. A że Wielkanoc jest, a cameo Bugsa nawiązuje do tego święta (i tyle związków film ma z Wielkanocą), to w Wielki Wtorek to idzie ten musical. Typowa z tego okresu komedia romantyczna służąca jako tło dla piosenek i technikoloru. I to komedia z tych przeciętnych. Gówniak to skojarzył mi się z Wróblewską z Tylko mnie kochaj (tylko mniej triggerujący). I można wychwytać, co służyło potem do parodii w Looney Tunes. Jak na początku są wzdychające lasencje rodem z ówczesnych kreskówek (nawet jakiś dziadzio odwraca łeb z wypisanym CDK?). Bryluje tu Doris Day, która udowadnia że umie śpiewać, i jej pierwsza piosenka bardzo chwytliwa. Dobra była Eve Arden z zacięciem komiedowym i można się uśmiechnąć w jej scenach. Co do segmentu z Bugsem - ładnie to zanimowane, choć gorzej jest z - jakby to powiedzieć - wtopieniem w otoczenie - postacie nieco odstają, a jak poruszają się na błyszczącej podłodze, nie mają odbicia jak chociażby Jerry w Anchors Aweigh (swoją drogą, warto byłoby sobie przypomnieć). Choć to można tłumaczyć, że Warner Bros. Cartoons, choć wysokiej jakości, był jednak uboższy od MGM Cartoons czy Walt Disney Productions.
5/10
Jezus (1979) - dowiaduję się, że film w latach 90. dostał polski dubbing. I potem powstał drugi z niemal tą sama obsadą (podobnoż to film o największej ilości wersji językowej). Więc zdecydowałem rzucić okiem. A jako, że nie jestem religijnym czubem, to nie będę dawać specjalnych forów. Raczej to powstało do objazdowych pokazów w seminariach i dla laików - odhaczanie co ważniejszych faktów z życia Jezusa, który jest pomnikowym nadczłowiekiem. Jest kilka ładnych ujęć, choć głównie to sposób realizacji telewizyjnej. W większości mamy narrację opisującą daną scenę z Ewangelii św. Łukasza. Ale jako zapoznanie laika z dziejami Jezusa spisuje się dobrze. Taka Biblia Pauperum w wersji filmowej. Co do dubbingu - OK., Morawski pasuje jako głóny bohater. I budżet dubbingu też nie był wysoki, bo Frąckowiak, Bednarski i Olesiński (który używa tylko swego naturalnego głosu, odmiennego od Scooby'ego-Doo czy Smerfa Osiłka) robią za gwary i połowę postaci. Ale zaskoczył mnie pozytywnie Eugeniusz Robaczewski jako Legion.
5/10
16-04-2025, 23:49





